Historyk Piotr Gontarczyk, pracownik naukowy Instytutu Pamięci Narodowej, wystąpił w obronie Ukraińskiej Powstańczej Armii. W tekście opublikowanym przez Onet przekonywał, że celem UPA nie było mordowanie Polaków, lecz walka o niepodległość Ukrainy. Odrzucił też określanie tej formacji jako zbrodniczej, mimo że przyznał, iż prowadziła ona eksterminację ludności polskiej.
Gontarczyk polemizował z prof. Mirosławem Szumiłą z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej i IPN, który skrytykował wypowiedź Normana Daviesa porównującego dzieje UPA do losów polskich Żołnierzy Wyklętych. Szumiło uznał Ukraińską Armię Powstańczą za organizację przestępczą. Zdaniem Gontarczyka historyk nie przedstawił jednak dowodów uzasadniających taką ocenę. „Celem działania UPA nie było mordowanie Polaków, tylko niepodległość Ukrainy” – stwierdził pracownik IPN w opublikowanym kilka dni temu tekście.
Według niego organizacji nie można uznać za przestępczą, ponieważ nie została utworzona w celu popełniania zbrodni. Gontarczyk przekonywał, że ukraińskie dążenia niepodległościowe od stuleci były skierowane przede wszystkim przeciwko Rosjanom i Polakom. Odpowiedzialnością za późniejsze wydarzenia obciążył również Rzeczpospolitą, krytykując polską politykę wobec ludności ukraińskiej.
„Kiedy w XX w. Rzeczpospolita odzyskała niepodległość, była i polska kolonizacja Wołynia, i szykany wobec Ukraińców, i próby brutalnej polonizacji. O tym nie wolno zapominać. Parafrazując stare powiedzenie: jak chcesz wystawiać rachunki, to zacznij od siebie” – stwierdził.
Gontarczyk przyznał, że UPA rozpoczęła w 1943 roku eksterminację polskiej ludności na południowo-wschodnich ziemiach II Rzeczypospolitej. Jednocześnie uznał ludobójstwo za jeden z elementów działalności formacji, który nie powinien przesądzać o jej ogólnej ocenie.
„To nie zmienia faktu, że Ukraińską Armię Powstańczą trzeba traktować jako formację niepodległościową, której celem była «samostijna Ukraina». O nią przyszło się zmierzyć członkom UPA przede wszystkim z Sowietami, ale niestety za swych wrogów nacjonaliści ukraińscy uznali też zamieszkujących Wołyń Polaków. Tyle że to jeszcze nie powód, żeby uznać ją za formację zbrodniczą” – napisał.
Pracownik IPN zestawił UPA z Armią Krajową, Narodowymi Siłami Zbrojnymi, Zrzeszeniem Wolność i Niezawisłość oraz Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym. Stwierdził, że dla Ukraińców formacja odpowiedzialna za ludobójstwo Polaków stanowi narodową legendę podobną do polskiego podziemia niepodległościowego.
„Czy nam się to podoba, czy nie, tak właśnie jest — UPA ma dla niepodległej Ukrainy niekwestionowane zasługi” – ocenił.
Gontarczyk bronił także stosunku UPA do Niemców. Według niego od 1943 roku III Rzesza przegrywała wojnę, dlatego głównym przeciwnikiem ukraińskich nacjonalistów stały się Związek Sowiecki i komunizm.
„Po co więc było tracić siły w walce z Niemcami?” – pytał.
Zobacz też: IPN: Zrównanie Armii Krajowej z UPA stanowi obrazę pamięci ofiar ukraińskiego nacjonalizmu
Szczególnie daleko posunął się w ocenie powojennego terroru UPA wobec ludności cywilnej. Szumiło przywołał sowieckie zestawienie, według którego od 1944 roku na zachodniej Ukrainie z rąk UPA zginęło ponad 30 tys. osób. Wśród ofiar miało znajdować się ponad 15 tys. mieszkańców wsi i kołchozów.
Gontarczyk podważył wiarygodność tych danych, a zabójstwa cywilów przedstawił jako element walki podziemia z agenturą sowieckich służb. Przyznał przy tym, że członkowie UPA mordowali nie tylko osoby uznawane za konfidentów, lecz także ich bliskich.
„Totalne metody działania NKWD — w tym masowy werbunek agentów — powodowały, że UPA musiała być w takich sprawach wyjątkowo bezwzględna. Czasem wraz z konfidentem zabijała jego rodzinę, nawet dzieci, które z zemsty mogły zadenuncjować sąsiadów wspierających podziemie” – napisał historyk.
Zabijanie dzieci Gontarczyk przedstawił zatem jako wymagające dalszych badań następstwo trudnych warunków działalności konspiracyjnej. „Kto tu kogo zabił i dlaczego? To materiał do badań” – stwierdził.
Pracownik IPN zaatakował również krytyków UPA, zarzucając im podsycanie nastrojów antyukraińskich. Ocenę Szumiły nazwał „ideologią, propagandą i wyzwiskami”, a jego stanowisko wobec strony ukraińskiej przedstawił jako przejaw polskiej arogancji.
„Lachy znów pokazują wyższość cywilizacyjną i moralną, tupią nogą z marsową miną i oświadczają, kogo sobie nie życzą w historii Ukrainy. Na ich miejscu też przestałbym rozmawiać z butnym historycznym agresorem i pokazałbym mu zasłużony — tym bardziej że pochodzi z Polski — gest Kozakiewicza” – napisał.
Gontarczyk skrytykował też polityków i publicystów domagających się jednoznacznego rozliczenia ukraińskiego ludobójstwa.
„Od ponad roku patrzę na wystąpienia polityków i publicystów, wygadujących głupstwa i podbechtujących antyukraińskie nastroje w Polsce, z niesmakiem i niedowierzaniem” – oświadczył.
Na końcu tekstu zaznaczono, że artykuł przedstawia osobiste poglądy Gontarczyka, a nie stanowisko Instytutu Pamięci Narodowej. Sam historyk zaapelował, aby jego polemista również nie wiązał własnych ocen z IPN. Nie zmienia to faktu, że pracownik instytucji powołanej do badania i upamiętniania zbrodni przeciwko narodowi polskiemu publicznie odmówił uznania UPA za formację zbrodniczą, a dokonywane przez nią mordy, w tym zabójstwa rodzin i dzieci, próbował tłumaczyć realiami walki z sowieckim aparatem bezpieczeństwa.
wiadomosci.onet.pl / Kresy.pl
































