Czwartek przyniósł uspokojenie w południowym Libanie, po ciężkich walkach jakie trwały tam przez tydzień. Izrael poniósł porażkę nie zdobywając kluczowego bastionu w regionie.

France24 podała popołudniu informację o śmierci trzech Libańczyków w izraelskich atakach powietrznych. Jednak sytuacja deeskalowała i czwartek nie przypomina poprzednich, dni w czasie których, od zeszłego tygodnia, trwały ciężkie walki o wzgórze Ali Tahir koło miasta Nabatija. Wzgórze jest bastionem Hezbollahu. W głębokich, rozgałęzionych tunelach swoją bazę i stanowiska bojowe ma tam oddział “Badr”. Choć Izraelczycy użyli przeciw niej lotnictwa, dronów i prowadzili szturmy oddziałów lądowych, niemożność zdobyć go przez tydzień stanowi militarną porażkę Izraelczyków.

W środę rozpoczęła się kolejna runda bezpośrednich negocjacji Izraela i Libanu, które trwały w czwartek w Waszyngtonie. Z kręgu administracji Donalda Trumpa wybrzmiały nawet nieoficjalne informacje o rozpoczęciu wycofywania się Izraelczyków z południa sąsiedniego państwa.

Agencja Reutera, powołując się na anonimowego urzędnika Departamentu Stanu, stwierdziła, że ​​„Izrael podjął już konkretny krok, wycofując się z części swojej strefy buforowej. To znaczący dowód dobrej woli wobec legalnego rządu Libanu”. Urzędnik powiedział, że proces tworzenia strefy pilotażowej ma na celu zapewnienie całkowitego i weryfikowalnego zniszczenia broni i infrastruktury Hezbollahu oraz likwidacji niepaństwowych ugrupowań zbrojnych na obszarze południowego Libanu.

Z obu stron nadeszły jednak zaprzeczenia. Wysocy rangą urzędnicy izraelscy i libańscy zaprzeczyli w czwartek, jakoby doszło do jakiegokolwiek wycofania wojsk izraelskich, jak twierdzi “Times of Israel”. Jednocześnie źródła przyznają, że kwestia wycofania była omawiana w czasie ostatnich rozmów. Nie osiągnięto jednak w tej sprawie żadnego porozumienia.

Według izraelskiego dziennika obecna runda rozmów w Waszyngtonie była jak dotąd najmniej owocna. Miało dojść do wyrażenie “frustracji” z powodu decyzji USA o włączeniu zawieszenia broni w Libanie do memorandum rozejmowego podpisanego w zeszłym tygodniu z Iranem i procedowanego na niedzielnych negocjacjach w Szwajcarii.

Po rozpoczęciu wojny w regionie przez USA i Izrael, władz Libanu próbował zapobiec uczestnictwu w niej organizacji libańskich szyitów. 2 marca premier Salam wydał formalny zakaz delegalizujący użycie broni przez nią, grożący jej bojownikom odpowiedzialnością karną. Organizacja libańskich szyitów zignorował ten zakaz.

Według nieoficjalnych źródeł, Salam, przy poparciu prezydenta Aouna miał badać wówczas możliwość wykorzystania państwowej armii libańskiej do wystąpienia przeciwko Hezbollahowi. Jednak ruchem takiemu miał sprzeciwić się dowódca sił zbrojnych Libanu gen. Rodolphe Haykal, uznając je za potencjalny detonator wojny domowej.

Podjęcie w kwietniu bezpośrednich negocjacji z nieuznawanym formalnie Izraelem, po raz pierwszy od 1993 roku, również można potraktować jako sygnał, że Aoun i Salam chcieli wpisać swój kraj do obozu USA. Hezbollah od początku zdecydowanie sprzeciwił się bezpośrednim rozmowom w Izraelczykami.

Tymczasem Iran stanowczo wiązał te dwie kwestie swoje rozejmu z zawieszeniem broni. Osiągając korzystny rezultat konfrontacji militarnej z USA Irańczycy zdołali doprowadzić do takiego powiązania w memorandum rozejmowym i Teheran występuje na jego mocy jako gwarant jedności terytorialnej i bezpieczeństwa Libanu.

W takiej sytuacji zmieniła się także oficjalna retoryka prezydenta Aouna. W poniedziałek z zadowoleniem przyjął ogłoszone porozumienie między USA a Iranem w sprawie zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie podczas rozmowy telefonicznej z ministrem spraw zagranicznych Republiki Islamskiej Abbasem Araghczim.

timesofisrael.com/reuters.com/kresy.pl

Tagi: , , , ,
forma płatności