Od 1 kwietnia NFZ ograniczył finansowanie badań wykonywanych ponad limity, co według przedstawicieli szpitali wpłynie na dostępność diagnostyki. Dyrektor placówki w Garwolinie wskazuje na ryzyko pogorszenia leczenia i wydłużenia kolejek.
Od 1 kwietnia w całej Polsce Narodowy Fundusz Zdrowia ograniczył finansowanie części badań wykonywanych ponad limit kontraktowy, co według przedstawicieli szpitali ma bezpośrednio przełożyć się na dostępność diagnostyki i długość kolejek. Fundusz pokrywa obecnie 60 proc. kosztów gastroskopii i kolonoskopii oraz 50 proc. kosztów rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej wykonywanych ponad limit, podczas gdy wcześniej płacił za nie w całości. Zapowiedziano także dalsze zmiany w finansowaniu innych świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej.
Czytaj również:
- Chcą przywrócenia bezpłatnej opieki zdrowotnej dla niepracujących Ukraińców. NFZ odpowiada
- Lekarz na Mazowszu z pensją ponad 316 tys. zł miesięcznie. Na kolejnych miejscach 258 tys. i 232 tys. zł
- NFZ obniża stawkę żywieniową w szpitalach do 21 zł
- Zamykane porodówki na Podkarpaciu. Leżajsk bez oddziału położniczego
Szpitale: za te stawki nie da się utrzymać diagnostyki
W pierwszych dniach obowiązywania nowych zasad dr Krzysztof Żochowski, dyrektor Szpitala Powiatowego w Garwolinie i wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, ocenił skutki tych decyzji bardzo krytycznie. „Kilka osób umrze. Ale rozumiem, że rząd ma to wliczone w koszty rozpadu systemu finansów publicznych i jest w stanie tą ofiarę ponieść” — powiedział portalowi Zero.pl dr Krzysztof Żochowski, dyrektor Szpitala Powiatowego w Garwolinie i wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
W odniesieniu do diagnostyki dyrektor garwolińskiego szpitala podkreślił, że ograniczanie badań uderza w podstawy leczenia. „Kto dobrze diagnozuje, dobrze leczy” — zaznaczył dr Żochowski. Dodał też, że najtrudniejsze w zawodzie lekarza jest „by odgadnąć, na co chory jest chory”, a źródła problemu widzi w polityce zdrowotnej państwa, a nie w samym funduszu.
Placówki nie chcą dopłacać do świadczeń
Wraz z wejściem w życie nowych rozliczeń placówki muszą pokrywać część kosztów świadczeń z własnych środków, co według dyrektorów wielu z nich staje się niemożliwe. „Poświadczam z całą powagą i stanowczością, że szpitale, przychodnie, poradnie za te pieniądze tych badań wykonywać nie będą, bo ich po prostu nie stać. My już w tej chwili ledwie żyjemy finansowo i nie mamy maszynek do robienia pieniędzy pod biurkami dyrektorskimi, żeby tę różnicę pomiędzy wartością, a tym, co chce NFZ zapłacić, pokryć” — dodał dyrektor. W tej samej wypowiedzi ocenił, że nie da się utrzymać dotychczasowej liczby badań przy finansowaniu obniżonym do połowy lub niewiele ponad połowy wartości świadczenia.
Na przełomie marca i kwietnia spór objął nie tylko diagnostykę, ale też sposób finansowania świadczeń ponad kontrakt, określanych jako nadwykonania. W praktyce chodzi o zabiegi, badania i wizyty zrealizowane ponad liczbę przewidzianą w umowie z NFZ. Przy obecnych problemach finansowych funduszu dla wielu placówek oznacza to ryzyko wykonania świadczeń bez pełnego i terminowego rozliczenia.
Rząd kwestionuje pełne finansowanie nadwykonań
Tydzień wcześniej Maciej Berek, minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów odpowiedzialny za nadzór nad innymi ministrami, odniósł się do tego mechanizmu w Radiu ZET. „Nadwykonania oznaczają, że szpital realizuje więcej świadczeń, niż się umówił. Czy za zrealizowanie tego, co było ponad umowę, mamy płacić 100 proc., czy powiedzieć, że to nie jest uczciwe?” — powiedział Maciej Berek, minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Jeszcze przed ostatecznym wprowadzeniem nowych zasad pojawił się plan, zgodnie z którym placówki miały otrzymywać tylko 40 proc. wartości nadwykonań w kolonoskopii, gastroskopii, tomografii komputerowej i rezonansie magnetycznym. Po krytyce NFZ zmienił ten wariant i ostatecznie przyjął stawki 60 proc. dla kolonoskopii i gastroskopii oraz 50 proc. dla tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego. Dla wielu szpitali oznacza to jednak konieczność dopłacania do każdego kolejnego badania wykonywanego ponad limit.
Onkologia w powiatach pod presją
W tych samych dniach pogłębiły się obawy o sytuację onkologii w mniejszych ośrodkach. W Krotoszynie pojawiła się zapowiedź najprawdopodobniejszego zamknięcia oddziału onkologii, ponieważ leczenie nowotworów nie bilansuje się szpitalom, które wydają więcej, niż otrzymują z NFZ. Jednocześnie od dyrektorów oczekuje się utrzymania placówek bez narastania zadłużenia.
W reakcji na tę sytuację Bartosz Arłukowicz, były minister zdrowia i europoseł Koalicji Obywatelskiej, zwrócił się na platformie X do rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej. „Rozumiem, że gdyby ktoś z pańskich bliskich (czego nie życzę!) zachorował na czerniaka, glejaka czy raka żołądka z czystym sumieniem wysłałby pan chorego na diagnostykę i leczenie do szpitala powiatowego w Krotoszynie. Dobrze rozumiem pana doktora?” — napisał.
W tle tej dyskusji pozostają dane dotyczące leczenia w Krotoszynie. W leczeniu szpitalnym w zakresie chemioterapii poziom nadwykonań w tamtejszym szpitalu wyniósł 119 proc., co oznaczało leczenie większej liczby pacjentów, niż przewidywał kontrakt. W praktyce część tych świadczeń placówka realizowała na własny koszt.
Różnice w dostępie do leczenia
W sporze o funkcjonowanie publicznego systemu pojawiła się kwestia szpitala MSWiA, określanego jako placówka dla najważniejszych osób w państwie.
Pacjenci z nowotworami, głównie trzustki, mieli szybciej trafiać na operacje – w tym z użyciem robota da Vinci – po wcześniejszych wpłatach na fundację przyszpitalną. Narodowy Fundusz Zdrowia skontrolował Państwowy Instytut Medyczny MSWiA po publikacjach medialnych i stwierdził nieprawidłowości w 97 proc. przeanalizowanych przypadków.
Jak ustalił serwis Zero.pl, który dotarł do wyników kontroli NFZ, nieprawidłowości dotyczyły 2178 z 2244 przeanalizowanych sytuacji pacjentów Kliniki Chirurgii Gastroenterologicznej i Transplantologii w PIM MSWiA. Kontrola objęła okres od 1 stycznia 2022 roku do 31 marca 2025.
Z ustaleń funduszu wynika, że przez lata funkcjonował mechanizm, w którym wpłata darowizny na fundację działającą przy szpitalu miała wpływać na dostęp do operacji, w tym wykonywanych z wykorzystaniem robota chirurgicznego da Vinci.
NFZ wysłał do części pacjentów ankiety, aby potwierdzić ustalenia wynikające z dokumentacji. 36 osób przyznało, że wpłaciło pieniądze, by uzyskać dostęp do zabiegu z użyciem robota. Każdemu z nich wyznaczono termin operacji z pominięciem kolejności zgłoszeń.
Kresy.pl/Zero.pl































