W Waszyngtonie podczas posiedzenia Rady Pokoju zorganizowanej przez administrację Donalda Trumpa sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz zarzucił rządowi Donalda Tuska działania na rzecz ograniczania amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce, a także uległość wobec Berlina oraz Brukseli. Wypowiedzi te spotkały się z reakcją przedstawicieli rządu.

W czwartek w Waszyngtonie odbyło się inauguracyjne posiedzenie Rady Pokoju zainicjowanej przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Polskę w charakterze obserwatora reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz. Po zakończeniu spotkania Przydacz w rozmowie z dziennikarzami w stolicy USA skrytykował politykę zagraniczną rządu Donalda Tuska. Oskarżył gabinet o próbę „wypychania i ograniczania amerykańskiej obecności w Polsce, w tym obecności wojskowej oraz psucie atmosfery politycznej z niełatwym partnerem”.

„Oczywiście pan prezydent Trump jest w jakimś sensie wymagającym partnerem, ale podobnie wymagającymi partnerami byli inni prezydenci, więc trzeba w tej trudnej układance starać się utrzymać jak najlepszą relację” — powiedział sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz.

W trakcie rozmów z dziennikarzami wskazał również na sposób prowadzenia relacji transatlantyckich przez obecną większość rządzącą. „Nie wiem, czy emocjonalne komentarze, słowa, które czasami strona rządowa wypowiada czysto pod publikę wewnętrzną, czy one są potrzebne, czy pomagają” — stwierdził.

Zobacz też: Erdogan chce do Trumpowskiej Rady Pokoju i europejskich struktur bezpieczeństwa

„Jednocześnie widać ewidentnie, że po stronie rządowej dominuje takie myślenie w kategoriach interesu zachodnioeuropejskiego. Ja bym chciał, żeby ten interes Polski tam przeważał, ale często przeważa niestety myślenie w kategoriach podlizywania się Berlinowi, Brukseli. No z tym się niestety dzisiaj kojarzy polityka rządowa” — powiedział.

Wypowiedzi przedstawiciela Kancelarii Prezydenta wywołały reakcję członków rządu. „Bzdury, które opowiada w USA Przydacz nie mieszczą się nawet w tanich wydawnictwach sci-fi. Nikt nie wypycha amerykańskiej armii z Polski. Pan Przydacz wypycha za to z siebie fejki i głupoty. Taśmowo” — napisał minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.

Do sprawy odniósł się także szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Jan Grabiec. „Pojechał donosić na Polskę. Wstydu nie mają” — stwierdził.

Krytyczne stanowisko zajęli również inni przedstawiciele koalicji rządzącej. „Polski rząd nie wypycha ani nie ogranicza amerykańskiej obecności w Polsce. To po prostu nieprawda. Takie słowa nie powinny padać podczas zagranicznych wizyt. Prezydencki minister nie powinien też dzielić się swoimi antyeuropejskimi fobiami, których Polacy od lat i absolutną większością nie podzielają” — powiedziała senator Koalicji Obywatelskiej Barbara Zdrojewska.

Czytaj: Białorusi nie wydano wiz na inauguracyjne posiedzenie Rady Pokoju w USA

Kresy.pl/Interia

Tagi: , , ,
forma płatności