17 lutego 1865 roku na stokach Cytadeli Warszawskiej władze carskie powiesiły Emanuela Szafarczyka, ostatniego dowódcę warszawskich sztyletników.
Wraz z nim stracono Aleksandra Waszkowskiego, naczelnika miasta z ramienia Rządu Narodowego. Egzekucja ta symbolicznie zamykała działalność jednej z najbardziej zakonspirowanych i zarazem najbardziej kontrowersyjnych formacji powstania styczniowego.
Wykonywali wyroki powstańczego rządu
Organizację powołał jeszcze przed wybuchem powstania Komitet Centralny Narodowy – konspiracyjne kierownictwo stronnictwa Czerwonych. Sztyletnicy tworzyli tajny V Oddział Żandarmerii Narodowej, czyli podziemnej policji podporządkowanej Rządowi Narodowemu i przeznaczonej do ochrony jego struktur.
Powstańcze państwo podziemne nie dysponowało własnym systemem więziennictwa. W przypadku lżejszych przewinień stosowano chłostę lub grzywnę, natomiast za czyny uznane za najcięższe orzekano karę śmierci. Wykonawcami tych wyroków byli właśnie sztyletnicy.
Oddział tworzyli ochotnicy, przeważnie młodzi ludzie gotowi do działań o najwyższym stopniu ryzyka. Szacuje się, że w całym Królestwie Polskim mogło działać około tysiąca sztyletników, z czego około 200 w Warszawie. Najważniejszą rolę odgrywała rota stołeczna, funkcjonująca w warunkach stałej obecności rosyjskiego garnizonu i administracji.
Zadaniem oddziału było wykonywanie wyroków śmierci wydawanych przez podziemne sądy. Celem byli urzędnicy aparatu carskiego, żandarmi, oficerowie, agenci policji politycznej, szpiedzy oraz osoby uznane za zdrajców i konfidentów. Sztyletnicy działali w pełnej konspiracji, bez mundurów i oznak, często posługując się językiem rosyjskim. Atakowali z zaskoczenia – w bramach kamienic, na ulicach, przed mieszkaniami. Wyrok wykonywano natychmiast, najczęściej przy użyciu noża. Na prowincji sztyletnicy posuwali się do pacyfikacji całych wsi, jeśli ich ludność sprzyjała Rosjanom.
W samym Królestwie Polskim zabili ok. 1000 osób
Do najgłośniejszych akcji należały zamachy na najwyższych przedstawicieli władzy carskiej w Warszawie. W czerwcu 1862 roku podjęto próbę zabójstwa namiestnika Aleksandra von Lüdersa w Ogrodzie Saskim, a we wrześniu 1863 roku przeprowadzono zamach bombowy na generała Fiodora Berga przy Nowym Świecie.
Obaj przeżyli, jednak konsekwencje tych wydarzeń były dotkliwe dla mieszkańców stolicy. Władze rosyjskie wprowadziły odpowiedzialność zbiorową i nasiliły represje. Po nieudanym zamachu na Berga żołnierze zdemolowali kamienicę przy Nowym Świecie, z której zrzucono bomby. Wówczas z okna wyrzucono także fortepian Fryderyka Chopina, który roztrzaskał się o bruk.
Wśród ofiar sztyletników znaleźli się m.in. publicysta Józef Aleksander Miniszewski, major Wasyl von Rothkircht, rosyjski agent Berthold Hermani oraz oficer Aleksander Mirza Tuhan-Baranowski. W samej Warszawie zginęły co najmniej 24 osoby, kolejne odniosły rany. W skali całego kraju liczba ofiar była znacznie wyższa – szacuje się, że na terenie Królestwa Polskiego z rąk egzekutorów mogło zginąć blisko tysiąc osób.
Emanuel Szafarczyk był również zaangażowany w przygotowania zamachów na księcia Konstantego oraz Aleksandra Wielopolskiego, naczelnika rządu cywilnego Królestwa Polskiego. Dla władz carskich działalność sztyletników stanowiła potwierdzenie „terrorystycznego” charakteru ruchu niepodległościowego.
„…rząd bez należycie przeprowadzonych sądów wydaje wyroki śmierci…”
Działalność sztyletników budziła kontrowersje już wśród współczesnych. Stanisław Koźmian w „Roku 1863” pisał: „Jedną z najdrażliwszych i najprzykrzejszych, a zarazem najopłakańszych spraw, wynikających z fikcji spisku przemienionego w rząd tajny, były morderstwa popełniane z rozkazu i w imieniu tego rządu. Skoro ten rząd istniał, musiał czuwać nad swym bezpieczeństwem; że jednak był tajnym, nie mógł tego czynić jawnie, ani sądzić i karać publicznie, uciekał się zatem do skrytobójstw […]. Pomijam nadużycia, samowładcze egzekucje lub osobiste zemsty, a było ich zapewne sporo. […] Sumienie, zdrowy rozum i instynkt człowieczy mówiły zgodnie, że rząd znajdujący się w podobnych warunkach, który bez jawnych, należycie przeprowadzonych sądów wydaje wyroki śmierci, traci moralne prawo do rządzenia. Używałem wobec Rządu Narodowego argumentu szkodliwości wyroków i morderstw ze względu na zagranicę, i pamiętam, że kilkakrotnie bardzo silnie pisałem w tej mierze do Warszawy”.
Również Romuald Traugutt odnosił się do działalności sztyletników z dystansem. Obejmując dyktaturę w październiku 1863 roku, dążył do większej centralizacji i zdyscyplinowania struktur podziemnych. Działania o charakterze skrytobójczym próbował podporządkować ściślejszej kontroli władz powstańczych, uznając nadmierną samowolę egzekucyjną za czynnik szkodzący sprawie polskiej i utrudniający jej międzynarodową legitymizację.
Kresy.pl / NCK










