Jak łódzkie włókniarki wymusiły ustępstwa władz PRL

Lutowe strajki w Łodzi w 1971 roku były jednym z najważniejszych protestów robotniczych w Polsce po wydarzeniach Grudnia ’70. Ich kulminacja przypadła na 12 i 13 lutego, gdy bunt włókniarek objął znaczną część miasta i zmusił nowe władze do realnych ustępstw.

Bezpośrednim tłem protestów była dramatyczna sytuacja łódzkiego przemysłu włókienniczego.

Zakłady pracowały na przestarzałych maszynach, często jeszcze sprzed I wojny światowej, w warunkach hałasu, zapylenia i wysokiej temperatury. Wynagrodzenia należały do najniższych w kraju i były średnio o około 20 procent niższe od przeciętnej krajowej. Po podwyżkach cen żywności ogłoszonych w grudniu 1970 roku realne dochody włókniarek dodatkowo gwałtownie spadły. W styczniu 1971 roku w wielu zakładach obniżono też wypłaty o 200–300 zł.

Pierwszy strajk wybuchł 10 lutego 1971 roku w Łódzkich Zakładach Obuwia i Wyrobów Gumowych „Stomil”. Był to dzień wypłat za styczeń, kiedy okazało się, że pensje nie tylko nie zostały zrekompensowane w związku z podwyżkami cen, ale wręcz uległy obniżeniu. Anna Lisiewicz ze Stowarzyszenia Ludzie Fabryki podkreślała, że „włókniarki dowiedziały się wtedy, iż ich zarobki nie zostaną urealnione, a w wielu przypadkach zostały nawet zmniejszone”.

Tego samego dnia pracę przerwały również pracownice Zakładów Przemysłu Bawełnianego im. Juliana Marchlewskiego, drugiej co do wielkości fabryki w Łodzi. To właśnie tam protest szybko przybrał najbardziej masowy i zdecydowany charakter, a zakład stał się centrum całego buntu.

Przełom nastąpił 12 i 13 lutego. Do strajku dołączyły kolejne duże zakłady bawełniane: ZPB im. Obrońców Pokoju, im. 1 Maja, im. Armii Ludowej, im. gen. Waltera, im. Stanisława Kunickiego oraz im. Hanki Sawickiej. Już 12 lutego w Łodzi strajkowało ponad 12 tysięcy osób, z czego zdecydowaną większość stanowiły kobiety. Domagano się podwyżek płac, przejrzystych zasad wynagradzania oraz poprawy warunków pracy. Rozmowy z delegacją rządową, w skład której wchodzili m.in. wicepremier Jan Mitręga, minister przemysłu lekkiego Tadeusz Kunicki oraz przewodniczący CRZZ Władysław Kruczek zakończyły się fiaskiem i jedynie zaostrzyły nastroje.

Czytaj też: Czarny Czwartek. Gdy władza kazała strzelać do robotników

Wobec eskalacji protestu 14 lutego do Łodzi przyjechał premier Piotr Jaroszewicz wraz z członkami Biura Politycznego. Spotkania z włókniarkami w zakładach im. Marchlewskiego i im. Obrońców Pokoju miały dramatyczny przebieg. Przemówienia przedstawicieli władz były przerywane okrzykami, płaczem i gwałtownymi reakcjami załóg, a brak konkretnych deklaracji sprawił, że strajki nie wygasły.

Apogeum protestu nastąpiło 15 lutego, gdy do strajku przystąpiły kolejne zakłady, m.in. ZPB im. Dzierżyńskiego, im. Harnama i im. Dubois, a także kilkanaście przedsiębiorstw innych branż. Łącznie strajkowało około 55 tysięcy osób w 32 zakładach.

W obliczu groźby dalszej eskalacji władze zdecydowały się na ustępstwa. Jeszcze 15 lutego ogłoszono wycofanie się z podwyżek cen żywności i zagwarantowano brak represji wobec strajkujących. To przesądziło o zakończeniu protestów. Strajki łódzkich włókniarek należały do nielicznych protestów robotniczych w PRL przed powstaniem „Solidarności”, które zakończyły się wymiernymi ustępstwami władz.

Czytaj też: „Oni strzelają ostrą amunicją”. Pacyfikacja kopalni „Wujek”

Kresy.pl / IPN

Tagi: , , ,
forma płatności