Szefowa Amerykańskiej Izby Handlowej Suzanne Clark wezwała przedstawicieli biznesu do obrony wolnego rynku i sprzeciwu wobec nadmiernej ingerencji państwa w gospodarkę. Jej wystąpienie wpisuje się w ostrożną reakcję środowisk korporacyjnych na działania administracji prezydenta Donalda Trumpa.
W czwartek w Stanach Zjednoczonych prezes Amerykańskiej Izby Handlowej Suzanne Clark zaapelowała do liderów biznesu o odważną obronę zasad wolnego rynku oraz sprzeciw wobec nadmiernej kontroli państwa nad gospodarką. Podczas wystąpienia podkreśliła, że Stany Zjednoczone muszą pozostać otwarte na świat, międzynarodową wymianę talentów, towarów, idei i innowacji.
Choć Clark nie wymieniła prezydenta Donalda Trumpa z nazwiska, jej słowa zostały odebrane jako pośrednia krytyka polityki obecnej administracji. W ostatnich miesiącach Trump w większym stopniu niż jego poprzednicy ingerował w funkcjonowanie rynku, m.in. poprzez zapowiedzi przejmowania udziałów w spółkach technologicznych, wpływanie na struktury własnościowe firm, wprowadzanie ceł oraz forsowanie rozwiązań migracyjnych sprzecznych ze stanowiskiem Izby Handlowej.
Zobacz też: Trump mówi o nałożeniu ceł na kraje sprzeciwiające się zajęciu Grenlandii przez USA
Eksperci ds. ładu korporacyjnego zwracają uwagę, że ton wystąpienia Clark oraz brak bezpośrednich odniesień do Białego Domu wpisują się w szerszy trend ostrożności wśród amerykańskich liderów biznesu. W ich ocenie wielu menedżerów obawia się, że otwarta krytyka administracji mogłaby skutkować działaniami odwetowymi wobec firm. Stanowi to wyraźną różnicę w porównaniu z pierwszą kadencją Trumpa, gdy część środowisk biznesowych zdecydowanie dystansowała się od jego decyzji.
Profesor prawa Uniwersytetu Minnesoty Richard Painter, były doradca ds. etyki prezydenta George’a W. Busha, ocenił, że reakcje biznesu na obecne działania administracji są zbyt zachowawcze. Jego zdaniem przedsiębiorcy powinni głośniej sprzeciwiać się próbom wywierania presji, niezależnie od tego, czy dotyczy ona protestujących obywateli, czy zarządów spółek.
Podobną opinię wyraził Mark Levine, nowy kontroler finansowy Nowego Jorku, nadzorujący fundusze emerytalne posiadające udziały w największych amerykańskich firmach. Ocenił on, że prezesi firm podejmują jedynie „małe kroki”, reagując głównie wtedy, gdy decyzje administracji bezpośrednio dotykają ich interesów. Jego zdaniem funkcjonowanie kapitalizmu jest zagrożone, jeśli prezydent próbuje narzucać firmom konkretne zachowania.
Rzecznik Amerykańskiej Izby Handlowej przypomniał jednak, że organizacja konsekwentnie sprzeciwia się ingerencji państwa w działalność gospodarczą, niezależnie od tego, która partia ją proponuje. Podkreślono również, że wielu prezesów prowadzi zakulisowe działania na rzecz stabilnych polityk publicznych, unikając publicznych konfrontacji.
Zobacz też: Trump grozi cłami za Grenlandię. Europa odpowiada ostrą krytyką i nadzwyczajnym szczytem
W ostatnich tygodniach pojedynczy szefowie dużych korporacji zdecydowali się na ostrożne komentarze. Dyrektor generalny Exxon Mobil Darren Woods zakwestionował możliwość inwestycji w Wenezueli, a prezes JPMorgan Chase Jamie Dimon bronił niezależności Rezerwy Federalnej. Z kolei szef Pfizera Albert Bourla skrytykował zmiany w rekomendacjach szczepień dla dzieci. W każdym z tych przypadków reakcje ze strony administracji były chłodne lub krytyczne.
Według najnowszych badań, głównym źródłem niepokoju wśród amerykańskich prezesów pozostaje niepewność regulacyjna. Ekonomiści wskazują, że brak wyraźnego sprzeciwu wobec działań rządu może w przyszłości doprowadzić do jeszcze silniejszej ingerencji państwa w gospodarkę, niezależnie od tego, kto będzie sprawował władzę po zakończeniu obecnej kadencji.
Kresy.pl/Reuters






























