Podczas spotkania z biznesem w Białym Domu prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone chcą przejąć kontrolę nad Grenlandią, argumentując, że to strategiczne dla bezpieczeństwa i obrony przed Chinami oraz Rosją.
Prezydent USA Donald Trump ponownie wywołał falę kontrowersji swoimi wypowiedziami na temat Grenlandii. W trakcie piątkowego spotkania z szefami firm naftowych w Białym Domu zadeklarował, że Stany Zjednoczone zamierzają przejąć kontrolę nad wyspą, niezależnie od stanowiska Danii, ponieważ jego zdaniem jeśli USA tego nie zrobią, Grenlandia może trafić w ręce Rosji lub Chin.
„Chcemy osiągnąć porozumienie w sprawie Grenlandii, ale jeśli nie uda się tego zrobić polubownie, zrobimy to w trudniejszy sposób” — powiedział Trump, zaznaczając, że Stany Zjednoczone nie mogą dopuścić do sytuacji, w której strategicznie położona wyspa znalazłaby się pod kontrolą innych mocarstw.
Mimo deklaracji sympatii wobec Danii Trump wyraził sceptycyzm co do duńskich praw do terytorium. „Fakt, że przypłynęli tam łodzią 500 lat temu, nie oznacza jeszcze, że ta ziemia do nich należy” — stwierdził amerykański prezydent, dodając, że nie chce tolerować sytuacji, w której Rosja lub Chiny mogłyby stać się sąsiadami USA.
Amerykański przywódca podkreślał, że wolałby zawrzeć umowę z Danią, ale decyzja o przejęciu wyspy nie zależy od niej. „Zrobimy coś z Grenlandią, czy im się to podoba, czy nie” — mówił Trump.
Zobacz: Trump chce przekupić Grenlandczyków. Oferuje 100 tys. dolarów dla każdego za porzucenie Danii
Odnosząc się do spekulacji o ewentualnych rekompensatach finansowych dla mieszkańców Grenlandii, Trump przyznał, że na razie nie myśli o wypłacaniu dziesiątek tysięcy dolarów każdemu z nich, lecz nie wykluczył takiej możliwości w przyszłości.
Według niego kluczowe dla zabezpieczenia interesów USA jest uzyskanie „pełnej własności wyspy”, ponieważ – jego zdaniem – „dzierżawa niczego nie zabezpiecza” i tylko własność pozwoli bronić Grenlandii przed wpływami Chin i Rosji.
Trump skrytykował także podejście Europy do kwestii bezpieczeństwa, twierdząc, że „Rosja nie boi się Europy. Jedynym krajem, którego faktycznie się obawia, są Stany Zjednoczone”. Podkreślił, że bez zaangażowania USA NATO by nie istniało.
reuters.com / Kresy.pl






























