7 stycznia 1949 roku w gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zginął w tajemniczych okolicznościach Jan Rodowicz „Anoda” — harcerz Szarych Szeregów, żołnierz Batalionu „Zośka”, uczestnik akcji pod Arsenałem, „Celestynów” i operacji „Taśma”.
Należał do kręgu przyjaciół „Zośki” i „Rudego”. W Powstaniu Warszawskim walczył na Woli i Czerniakowie, został ciężko ranny, odznaczony Orderem Virtuti Militari i awansowany do stopnia porucznika.
Po wojnie „Anoda” ujawnił się, studiował, współtworzył „Archiwum Baonu Zośka” i nadzorował ekshumacje kolegów. Aresztowanie było częścią szerszej akcji wymierzonej w środowisko weteranów Zgrupowania „Radosław” oraz w jego dowódcę, pułkownika Jana Mazurkiewicza — władze chciały stopniowo usuwać z życia publicznego ludzi uznanych za niewygodnych.
Zatrzymano go w Wigilię 1948 roku. Dwa tygodnie później ogłoszono, że wyskoczył z czwartego piętra podczas przesłuchania i zginął po „upadku na betonowy dziedziniec”. Do dziś jednak nie wiemy, co wydarzyło się naprawdę.
Trzy hipotezy
Istnieją trzy główne wersje wydarzeń, ale żadna nie jest pewna. Według pierwszej — oficjalnej — Rodowicz odebrał sobie życie, rzekomo załamany śledztwem. W tej wersji nikt go nie był, a śmierć miała nastąpić wskutek uderzenia o ziemię, a w dokumentacji lekarskiej zapisano krwotok z tętnicy głównej.
Druga hipoteza mówi o zgonie w wyniku pobicia. Istnieją wstrząsające świadectwa dotyczące nieoficjalnej sekcji zwłok: dyrektor Szpitala Dzieciątka Jezus, dr Konrad Okolski, miał przekazać rodzinie, że profesor, który potajemnie obejrzał ciało, stwierdził, iż „Janka zamęczono, gdyż miał wgniecioną klatkę piersiową”. Oficjalne raporty nie wspominały jednak o takich obrażeniach.
Trzecia wersja łączy oba wątki: „Anoda” mógł zostać doprowadzony do desperacji torturami albo wyrzucony z okna, by upozorować samobójstwo. Pojawiały się nawet plotki o zastrzeleniu podczas przesłuchania. Tezę o śmierci od kuli podtrzymywało powojenne świadectwo Anny Rodowicz — lekarki i krewnej „Anody”, która oglądała ciało przed jego drugim pogrzebem. Po otwarciu trumny nie zauważyła ona obrażeń typowych dla upadku z dużej wysokości, zwróciła natomiast uwagę na ślad za uchem, który — jak sądziła — mógł świadczyć o strzale w tył głowy. Nie była to jednak pełnoprawna sekcja.
Zabili przypadkiem?
Jeśli przyjąć, że podczas ostatniego przesłuchania Rodowicz był bity za „brak współpracy”, pojawia się pytanie, czy oprawcy zamierzali go zabić. „Anoda” był kluczowym świadkiem w śledztwie przeciwko „Zośkowcom”, a samowolne uśmiercenie więźnia mogło oznaczać dla funkcjonariuszy poważne konsekwencje.
Weteran batalionu „Zośka” Tadeusz Sumiński „Leszczyc” uważał, że „śmierć Jana Rodowicza mogła mieć charakter «samobójczy» skutkiem niemożliwości dalszego znoszenia tortur, bądź nastąpiła w wyniku przekroczenia wytrzymałości przesłuchiwanego, a ciało jego zostało wyrzucone dla usprawiedliwienia nieudolności oprawców”.
Dodatkowego zamieszania przysparzają późniejsze wypowiedzi majora Wiktora Herera, oficera Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego nadzorującego śledztwo. Po latach twierdził, że udało mu się „złamać” Rodowicza i że „Anoda” miał rzekomo obwiniać dawnych dowódców — co miało pchnąć go do samobójstwa. Brakuje jednak niezależnych źródeł potwierdzających te słowa, dlatego historycy traktują je jako narrację zacierającą fakty, wygodną dla aparatu bezpieczeństwa.
Trop się urywa
Dlaczego prawdy nie znamy? Śledztwo prowadziła służba, która jednocześnie była stroną w sprawie; dokumenty ginęły lub były preparowane, świadków zastraszano, a rodzinę informowano fragmentarycznie. Zeznania funkcjonariuszy składane po latach okazały się wewnętrznie sprzeczne, a akta — niepełne. Rekonstrukcja wydarzeń opiera się dziś na okruchach relacji, zachowanych protokołach i pamiętnikach — każdy trop w pewnym momencie się urywa. Właśnie dlatego śmierć Jana Rodowicza „Anody” pozostaje jedną z najbardziej zagadkowych kart powojennej Polski.
Warto dodać, że 12 stycznia ciało Rodowicza potajemnie przewieziono do zakładu pogrzebowego i anonimowo pochowano na Cmentarzu Powązkowskim. Rodzina dowiedziała się o jego śmierci dopiero 1 marca, a 16 marca dokonano ekshumacji i przeniesiono szczątki do rodzinnego grobu na Starych Powązkach.
Kresy.pl / Przystanek Historia / IPN










