Media oceniają, że tempo modernizacji pojazdów piechoty nie nadąża za masowymi zakupami czołgów i haubic. Luka sprzętowa może skłonić Polskę do przyjęcia amerykańskiej oferty zakupu używanych Strykerów – choć byłoby to decyzją kosztowną i ryzykowną.
W artykule publicystycznym opublikowanym na portalu Defence24.pl Jarosław Ciślak przedstawił swoją ocenę obecnej kondycji sprzętowej polskiej piechoty oraz tempo modernizacji pojazdów bojowych. W jego opinii swobodne działanie czołgów na współczesnym polu walki jest możliwe jedynie w sytuacji, gdy są one wspierane przez piechotę operującą z bojowych wozów piechoty lub transporterów opancerzonych. Jak zaznacza, w tym obszarze od wielu lat występują poważne braki.
Ciślak przypomina, że po zakończeniu zimnej wojny podstawą wyposażenia polskiej piechoty pozostają przestarzałe bojowe wozy piechoty BWP-1. Transportery SKOT, będące konstrukcją jeszcze starszą, zostały już dawno wycofane. Zastąpić je miał wóz Rosomak, lecz produkcja wariantu z wieżą Hitfist-30, którego powstało 359 egzemplarzy, nie zmieniła zasadniczo sytuacji. Autor wylicza, że około 10 Rosomaków utracono bezpowrotnie, a 50 przekazano na Ukrainę, co oznacza, że w służbie pozostaje około 300 sztuk. Trafiły one głównie do 12. i 17. Brygady Zmechanizowanej, jednak – jak zauważa Ciślak – ich liczba była zbyt mała, by w pełni wyposażyć wszystkie bataliony piechoty zmotoryzowanej i kompanie rozpoznawcze. Ostatnio część z nich przejęła formowana 16. Brygada Zmotoryzowana.
Zobacz też: Polska zainteresowana zakupem używanych Strykerów z USA? Fala krytycznych komentarzy
W opinii autora nie doprowadziło to do jakościowej zmiany, gdyż głównym uzbrojeniem piechoty nadal pozostają BWP-1. Najstarsze egzemplarze są wycofywane sukcesywnie, natomiast po 2022 roku zdecydowano o przekazaniu dużej liczby tych wozów na Ukrainę. Liczba nie została oficjalnie ujawniona, lecz Ciślak szacuje, że mogło to być około 400 maszyn. W takim ujęciu Wojsko Polskie, jak ocenia, może mieć jeszcze około 700–800 egzemplarzy tych pojazdów lub niewiele więcej.
Autor wskazuje, że do tej pory zamówiono dla piechoty 116 bojowych wozów piechoty Borsuk, 128 transporterów Rosomak ZSSW-30 oraz 80 pojazdów Rosomak-L ZSSW-30. W zestawieniu z zamówionymi czołgami – łącznie 726 sztukami – skala zamówień dla piechoty jest w jego ocenie niewystarczająca. Jak zaznacza Ciślak, proporcje stosowane w innych państwach są zupełnie odmienne. Zamówione Borsuki pozwolą wyposażyć dwa bataliony zmechanizowane, natomiast Rosomaki – trzy i pół batalionu piechoty zmotoryzowanej.
W opinii autora tempo dostaw pojazdów opancerzonych dla piechoty jest wyraźnie wolniejsze od dostaw czołgów. Ciślak wylicza, że Rosomaków ZSSW-30 dostarczono: pięć sztuk w 2023 roku, pięć sztuk w 2024 roku oraz 25 sztuk w roku 2025. Borsuków w wersji próbnej przekazano pięć, a w 2025 roku planowane jest dostarczenie 15 seryjnych egzemplarzy. Na rok 2026 zapowiedziano trzy bojowe wozy piechoty Borsuk.
Autor podkreśla również, że wdrażanie pojazdów specjalistycznych na podwoziu Rosomaka odbywa się powoli, natomiast na wersje specjalistyczne Borsuka – takie jak wozy dowodzenia, pojazdy zabezpieczenia technicznego czy pojazdy medyczne – trzeba będzie poczekać jeszcze dłużej. Jego zdaniem prowadzi to do sytuacji, w której z jednej strony Wojsko Polskie otrzymuje masowo zakupione czołgi i haubice, a z drugiej liczba nowoczesnych pojazdów dla piechoty pozostaje minimalna. Ciślak zwraca uwagę, że w wielu istniejących batalionach nadal eksploatowane są BWP-1, a niektóre jednostki, mimo formalnego istnienia, posiadają sprzęt w liczbie mniejszej niż etatowa.
W tej sytuacji – jak pisze autor – do rozważenia pojawia się możliwość przyjęcia amerykańskich transporterów opancerzonych Stryker, które U.S. Army chce masowo wycofać i oferować sojusznikom. Ciślak przedstawia argumenty przeciwko takiemu zakupowi: niższy poziom zaawansowania Strykerów w porównaniu z Rosomakiem i Borsukiem, wysokie koszty dostosowania i eksploatacji oraz obawy o negatywne skutki dla polskiego przemysłu. Jednocześnie formułuje serię pytań, które – jego zdaniem – powinni rozważyć decydenci: czy sprawny Stryker nie przewyższa możliwości BWP-1, czy nie jest lepszym rozwiązaniem od mobilizowanych samochodów ciężarowych, czy nie byłby użyteczny w szkoleniu nowych jednostek i czy koszty jego eksploatacji byłyby znacząco wyższe.
Zobacz też: Media: Strykery do Polski pochodziłby z zasobów Gwardii Narodowej USA
Ciślak ocenia, że jeśli Polska zdecydowałaby się na zakup nawet do tysiąca Strykerów, mogłoby to szybko zniwelować braki sprzętowe piechoty i pozwolić na wycofywanie BWP-1. Podkreśla jednak, że pojazdy mają już około 20 lat, więc ich służba w Polsce byłaby ograniczona czasowo. W tym okresie polski przemysł mógłby zwiększyć produkcję krajowych konstrukcji.
Jednocześnie autor zauważa, że decyzja o przyjęciu amerykańskiej oferty byłaby obarczona poważnym ryzykiem politycznym, gospodarczym i finansowym. W jego ocenie Ministerstwo Obrony Narodowej musiałoby jasno zagwarantować, że zakup Strykerów miałby charakter wyłącznie doraźny i nie wpłynąłby na długoterminowe plany produkcji pojazdów w Polsce.
Zobacz też: Media: Ukraina może otrzymać Strykery zakupione przez Polskę
Kresy.pl/Defence24.pl































