Najwyższy sąd administracyjny Francji odrzucił w środę apelecję czołowej opozycyjnej polityk tego kraju. Oznacza to, że nie będzie ona mogła wystartować w wyborach prezydenckich w 2027 roku.
Informację o orzeczeniu Rady Państwa, będącej odpowiednikiem najwyższego sądu administracyjnyego, podał w środę portal France24. Prawnik Le Pen, Rodolphe Bosselut, powiedział agencji informacyjnej Reutera, że decyzja Rady nie uniemożliwi jego klientce kandydowania na wybieralne urzędy przed ostatecznym zakończeniem drogi sądowej, jakie oczekiwane jest w styczniu.
Paryski Sąd Karny w Paryżu skazał w marcu Le Pen na cztery lata więzienia, w tym dwa lata do odbycia, grzywnę w wysokości 100 tys. euro oraz pięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznych. Wyrok zapadł w ramach procesu dziewięciu europosłów z ramienia Zjednoczenia Narodowego,i asystentów, uznając ich za winnych defraudacji środków publicznych.
Sąd orzekł, że deputowani Zjednoczenia Narodowego zatrudniali 12 asystentów, których opłacali z europejskich środków. Współpracownicy nie pracowali jednak w Strasburgu czy Brukseli, lecz wykonywali prace na rzecz partii w innych miejscach.
Le Pen argumentowała, że w działalności politycznej nie sposób ściśle oddzielić działalności partyjnej, od działalności członka Parlamentu Europejskiego.
Wyrok nie jest prawomocny i nieoficjalna liderka Zgromadzenia Narodowego złożyła od niego apelację. W razie utrzymania w sądzie drugiej instancji Le Pen nie będzie mogła wystartować w najbliższych wyborach prezydenckich, w których jest potencjalnie jednym z faworytów.
W grę mogą też jednak wchodzić rychłe przedterminowe wybory parlamentarne, w związku z klinczem politycznym, w jakim znalazł się liberalny obóz prezydenta Macrona.
france24.com/reuters.com/kresy.pl































