Sędzia Jakub Iwaniec, znany z tzw. afery hejterskiej, zabrał głos po doniesieniach o rzekomym prowadzeniu pojazdu pod wpływem alkoholu i uderzeniu w drzewo. Jego obrońca zapewnia, że sędzia nie prowadził auta. W tle zarzuty o naruszenie immunitetu i bezprawne przeszukanie.

Jakub Iwaniec, warszawski sędzia kojarzony z tzw. aferą hejterską, odniósł się do informacji medialnych o rzekomym spowodowaniu kolizji pod wpływem alkoholu. Do zdarzenia miało dojść w sobotę wieczorem w Rejowcu Fabrycznym (woj. lubelskie), gdzie – jak podał Onet – samochód uderzył w drzewo. Kierowca oddalił się z miejsca i udał na jedną z pobliskich posesji. Całą sytuację mieli widzieć świadkowie, którzy powiadomili policję.

W odpowiedzi na te doniesienia, sędzia opublikował oświadczenie swojego obrońcy, adwokata Michała Skwarzyńskiego.

„1. Mój klient nie prowadził tego samochodu, a był jego pasażerem. Był on odwożony przez inne osoby, czym nie byli zainteresowani prokuratorzy. Nie był on zatrzymany w tym samochodzie a na swojej posesji.

  1. Prokuratorów interesowało bardziej zabezpieczenie sprzętu sędziego, przeszukanie jego domu, jego osoby wbrew immunitetowi.

  2. Doszło do zabezpieczenia telefonu Pana sędziego mimo mojej zaprotokołowanej uwagi, przekazanej telefonicznie, że znajdują się tam dane objęte tajemnicą obrońcy w tej sprawie – korespondowałem z klientem, jak również korespondował drugi adwokat. Ponadto poinformowałem Prokuratora, że są tam dane dot. Obrony w innych sprawach, gdzie Jakub Iwaniec jest obrońcą, bierze on udział w grupach obrońców gdzie bronią również adwokaci i jest tam przedstawiona linia obrony.

  3. Uważam, że sprawa była pretekstem do najścia domu zajmowanego przez sędziego, doszło do przeszukania sędziego i doszło do zatrzymania telefonu sędziego wbrew immunitetowi.

  4. Celem tego działania było uzyskanie bezprawnie dostępu do korespondencji Pana sędziego.

  5. Prokurator mimo, żądania nie podał jakie dowody na rzekomą jazdę po alkoholu są na telefonie.

  6. Prokurator odmówił fotokopii protokołu z czynności i nie pozostawił jej kopii”.

Sam sędzia odniósł się również do doniesień Wirtualnej Polski, które – jak twierdzi – były niezgodne z prawdą.

„Podane przez Wirtualną Polskę informacje jakobym miał się kłaść się na podłodze i zasłaniać telefon, są nieprawdziwe. Telefon został mi odebrany siłowo z mojej kieszeni co obrazują nagrania z tej czynności, w których posiadaniu są moi obrońcy” – napisał Iwaniec.

Zapowiedział też, że w poniedziałek jego obrońca, mec. Skwarzyński, przedstawi więcej szczegółów w sprawie.

Jakub Iwaniec w latach 2018 i 2019 pełnił funkcję delegowanego sędziego w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie współpracował blisko z ówczesnym wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem.

Ostatnio minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ogłosił za pośrednictwem mediów społecznościowych zawieszenie Jakuba Iwańca w obowiązkach służbowych. Uzasadnił swoją decyzję następująco: „Podjąłem decyzję o przerwaniu w czynnościach służbowych sędziego Jakuba Iwańca. Ze względu na charakter i wagę popełnionych przez niego czynów. To była decyzja konieczna — bo nie możemy przymykać oczu na rażące naruszenia prawa i uchybienia godności urzędu” – napisał na portalu X Waldemar Żurek.

Minister wskazał, że: „Sędzia Iwaniec dopuścił się szeregu poważnych przewinień – od prowadzenia posiedzeń bez zawiadomienia prokuratora, przez rozpatrywanie zażaleń bez jego udziału, po podważanie umocowania prokuratorów prowadzących śledztwo i uznawanie ich decyzji za nielegalne”.

Sędzia Jakub Iwaniec odpowiedział na działania ministra komentarzem: „Nie jesteście w stanie mnie zastraszyć! Przegracie z kretesem, bowiem za rzetelne stosowanie prawa nie ma odpowiedzialności dyscyplinarnej”.

Czytaj: Jachira i Zielińska pozywają funkcjonariusza za niewpuszczenie do strefy granicznej – mimo decyzji prokuratury

Zobacz: Adwokat od „trumny na kółkach” ponownie skazany. Tym razem za ujawnienie tajemnic śledztwa

dorzeczy.pl / Kresy.pl
Tagi: , ,
forma płatności