21 sierpnia 1944 roku pod wsią Surkonty na skraju Puszczy Rudnickiej rozegrała się jedna z najbardziej symbolicznych bitew II wojny światowej. Oddział Armii Krajowej dowodzony przez cichociemnego ppłk. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza” starł się z batalionem NKWD.
Było to pierwsze regularne starcie Wojska Polskiego z Armią Czerwoną od czasu agresji sowieckiej z 17 września 1939 roku.
Tło wydarzeń stanowiła operacja „Ostra Brama”, której celem było samodzielne wyzwolenie Wilna przez Armię Krajową. Polacy chcieli wystąpić wobec Armii Czerwonej jako gospodarze miasta. Sowieci przyłączyli się do walk, lecz po zwycięstwie przystąpili do systematycznego rozbrajania i aresztowania żołnierzy AK. Wielu oficerów trafiło do obozów, tysiące akowców deportowano w głąb ZSRR. Oddziały, które uniknęły internowania, schroniły się w Puszczy Rudnickiej, w tym grupa dowodzona przez „Kotwicza”.
Czytaj też: Rozkaz nr 00485 uruchomił „operację polską” NKWD. Zginęło do 200 tys. Polaków
Maciej Kalenkiewicz był jedną z najbarwniejszych postaci polskiego podziemia. Współtwórca koncepcji cichociemnych, uczestnik kampanii wrześniowej, potem żołnierz Hubala, na Zachodzie forsował ideę wojsk spadochronowych. Sam także przeszedł szkolenie i w grudniu 1941 roku został zrzucony do okupowanej Polski. W 1944 roku, już jako doświadczony oficer, objął dowództwo oddziałów wycofujących się spod Wilna. Mimo ciężkiej rany i amputacji ręki nie zrezygnował z walki.
W Surkontach Polacy, liczący niespełna czterdziestu ludzi, zostali zaatakowani przez kilkuset enkawudzistów. Około godziny 17 cały batalion 32. zmotoryzowanego pułku strzeleckiego NKWD ruszył do ataku na polskie pozycje. Walka była długa i zaciekła, lecz stopniowo przewagę zaczęli zyskiwać Sowieci, wspierani przez lotnictwo.
Czytaj też: Znad Niemna: białoruskie służby równają z ziemią cmentarz żołnierzy AK w Surkontach
Bitwa trwała pięć godzin. Kalenkiewicz poległ na początku starcia, trafiony kulą w głowę. Jego żołnierze, pozbawieni dowódcy, nie poddali się i stawiali zaciekły opór. Poległo 18 akowców, rannych Sowieci dobijali na miejscu. Straty NKWD szacowane są na od kilkudziesięciu do ponad stu zabitych.
Nie sposób dokładnie ustalić, ilu partyzantom udało się wyrwać z okrążenia — przypuszczalnie zaledwie około dwudziestu.
Bitwa pod Surkontami stała się tragicznym dowodem tego, że braterstwo broni z Armią Czerwoną od początku było złudzeniem. Polacy musieli walczyć nie tylko z Niemcami, lecz także z „wyzwolicielami”. Po boju Komenda Okręgu Wileńskiego AK wydała rozkaz przejścia do głębszej konspiracji. Polegli zostali potajemnie pochowani obok mogiły powstańców styczniowych, a pamięć o ich ofierze przetrwała dzięki miejscowej ludności. Prowizoryczna mogiła żołnierzy zachowała się dzięki uporowi mieszkańców okolicy, którzy nie dopuściła do jej zaorania na potrzeby lokalnego kołchozu.
W 1991 roku w Surkontach został uroczyście otwarty cmentarz upamiętniający poległych. Jednak, jak informowaliśmy w 2022 roku, cmentarz ten został zniszczony przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Wszystkie krzyże, groby, centralny obelisk oraz kamienny mur zostały zrównane z ziemią i zasypane piaskiem przy użyciu ciężkiego sprzętu, w tym koparek i spychaczy.
Okoliczna ludnoćć nadal pielęgnuje pamięć o poległych. Na miejscu zniszczonego przez reżim cmentarza żołnierzy Armii Krajowej w Surkontach stanęły brzozowe krzyże, ozdobione biało-czerwonymi wstążkami. Miejscowi spotykają się tam i zapalają znicze.
Kresy.pl / IPN










