„Weź moje życie w swe dłonie i tylko prowadź…”

Wczoraj, w samo południe, prawie 200 pątników (głównie młodzieży), którzy szli z Ejszyszek, jak na komendę, pod dźwięk kościelnych dzwonów położyło się krzyżem na ostrobramskim bruku, by po raz osiemnasty powierzyć swe życie i los Matce Niebieskiej, by na miejscu „pieśni i łez” tu w objęciach Jej miłości wreszcie spocząć.

17 lipca, w samo południe, prawie 200 pątników (głównie młodzieży), którzy szli z Ejszyszek, jak na komendę, pod dźwięk kościelnych dzwonów położyło się krzyżem na ostrobramskim bruku, by po raz osiemnasty powierzyć swe życie i los Matce Niebieskiej, by na miejscu “pieśni i łez” tu w objęciach Jej miłości wreszcie spocząć.

Przybyli po czterech dniach trudów, by Tej Najmiłosierniejszej ze wszystkich Istot, po raz kolejny powiedzieć: “Weź moje życie w swe dłonie i tylko prowadź…” i tradycyjnie zaśpiewać najpiękniejszą i jedną z najstarszych pieśni maryjnych “Serdeczna Matko”.

Powitali tu ich oklaskami i oczami pełnymi łez wilnianie oraz prałat ksiądz Jan Kasiukiewicz, który udzielił im swego kapłańskiego błogosławieństwa i wszystkich zaprosił na uroczystą Mszę św. Któraś ze stojących obok starszych pań powiedziała: “Tak często narzekamy na młodzież, a zobaczcie, jaka ona piękna, możemy się jeszcze od niej pouczyć”.

Młodzież rzeczywiście była bardzo fajna. Tym razem była to nieco inna pielgrzymka, bo prawie zupełnie młodzieżowa i większość to nowi ludzie. Bardzo aktywnie włączyli się w organizację również klerycy, schola z parafii pw. Ducha Świętego, inna młodzież – potwierdził organizator ksiądz Rusłan Wilkiel. – Było wiele pięknej i serdecznej modlitwy, kilka świadczeń nawrócenia się młodych ludzi, którzy sami o sobie opowiadali, jak przed wieloma laty zmienili swoje życie, stosunek do Boga, pozbyli się nałogów. To bardzo wzruszające momenty.

Ale nie tylko samą modlitwą i różańcem młodzi żyli. Wieczorem fajnie było po prostu zaszaleć: ognisko z kiełbaskami, śpiew, tańce (ponoć najlepiej tańczyli klerycy), no i tradycyjny mecz pod hasłem: “Reszta świata przeciwko księżom” – dodaje żartobliwie ks. Rusłan.

A wracając do modlitwy i intencji, to były one bardzo różne. Ktoś przepraszał, ktoś prosił, a ktoś po prostu, jak w Ewangelii Apostołowie, chciał trochę pobyć w samotności “na pustyni”, by pobyć z samym sobą, Bogiem, poobserwować i podziwiać jego dzieła – przyrodę, zajrzeć w swoje serce.

Jakże często gubimy się w drodze, gubimy kierunek i, jakże często właśnie tu, Jej matczyny kompas ponownie wskazuje nam kierunek i wyprowadza na prostą.

Przyszli tu, by za Jej przykładem nauczyć się od Maryi skupienia i wsłuchania w każdy znak, jaki przychodzi z góry. Przyszli zapewnić: “Już nigdy od Ciebie, Matko, nie odejdziemy”, by w ciszy wysłuchać, co im powie, a w końcu powiedzieć Bogu: “Ojcze, jeżeli można, odwróć ode mnie ten kielich, Ojcze, jeżeli trzeba, chcę wszystko wypełnić…”.

W wielu przypadkach prośby były tak bardzo ludzkie, proste i przyziemne. Ktoś prosił, by dostać się na studia, ktoś troszczył się już o przyszłoroczną maturę, prosił o dobrych przyjaciół, kolegów, dobrego męża lub żonę. Nie da się tych wszystkich intencji wymienić ani też ich treści przelać na papier. Nie ma też takiej potrzeby. Wszak każdy z uczestników miał ich wiele, takich bardzo osobistych, skrytych, wymarzonych i jakże szczerych. I bez względu na to, jakimi słowy je wyrażał – Matka wszystkie je usłyszała, zrozumiała i z pewnością “załatwi”.

A tak, jakby nieco na marginesie dodajmy, że wystarczyło spojrzeć na tę radosną młodzież, by od początku zrozumieć, jak niepowtarzalna była atmosfera, jak rozśpiewane były ich nie tylko twarze i usta, ale także serca. A powodów do radości mieli wiele. Tak naprawdę ani razu chmurki z nieba solidniej ich nie skropiły, nie było żadnych nieprzyjemnych incydentów (na medal sprawili się Aniołowie Stróżowie), ani większych urazów. Wręcz odwrotnie było wiele powodów do radości i dobrych wzruszeń. I tu należy odnotować, że tym razem rodzinka pielgrzymująca nie tylko wzrosła, ale się też nieco odnowiła – przyłączyła się do niej młodzież litewska oraz grupka młodzieży z Polski i okazało się, że wszystkim bardzo fajnie było. Do tych najbardziej wzruszających należy chyba zaliczyć spotkania z ludźmi po drodze oraz podczas noclegów. Wszędzie służyli wsparciem: dobrym słowem, błogosławieństwem, wspierali modlitwą, przysłowiową kromką chleba i kubkiem ciepłej herbaty. Tak prawdziwie po wileńsku w myśl “czym chata bogata”, jak to zwykle w dobrej zgranej rodzinie bywa.

Była to dobra lekcja nauki samego siebie i przebogata uczta duchowa – powiedziała jedna z pielgrzymujących.

Tegoroczna pielgrzymka miała też sporo sponsorów, którzy w różny sposób przyczynili się do organizacji, bądź popularyzowania pielgrzymki: to firma “Mylida”, “Vilniaus paukštynas” (ufundował smaczne jedzonko), Wileński Miejski Oddział ZPL, policja, służba medyczna, porządkowi, kierownicy szkół, klerycy Andrzej i Wiktor, gazetka Spotkania, Radio Znad Wilii, redakcja Kuriera Wileńskiego, schola z kościoła pw. Ducha Świętego, parafianie z Kalwarii Wileńskiej oraz wiele innych poszczególnych osób.

To właśnie w intencji wszystkich wymienionych i tych, których z różnych przyczyn nie udało się wymienić, w ciągu czterech dni pielgrzymowania modliła się wileńska młodzież. W ich intencji, w towarzystwie kilkunastu księży i kleryków przed obrazem Matki Bożej Miłosierdzia celebrował Mszę św. ks. prałat Jan Kasiukiewicz.

Dzięki więc wielkie Bogu i losowi za naszych kapłanów, kleryków, młodzież i za nasz lud wierny. Dzięki Wileńskiej Matce Ostrobramskiej, że nad nami czuwa i nas prowadzi.

Julitta Tryk

forma płatności