Polska przejęła prezydencję w Radzie UE, ale zrzekła się organizacji unijnego szczytu. Europoseł PO twierdzi, że jednym z argumentów miało być ryzyko korków w Warszawie.
Z dniem 1 stycznia 2025 roku Polska objęła prezydencję w Radzie Unii Europejskiej, przejmując to zadanie od Węgier. Prezydencja ta, trwająca sześć miesięcy, daje państwu przewodniczącemu możliwość organizacji prestiżowego unijnego szczytu, w którym biorą udział przywódcy państw członkowskich.
Jak poinformowała Katarzyna Szymańska-Borginon z RMF24, polski rząd zrezygnował z tego przywileju. Według reporterki powodem takiej decyzji był fakt, że organizacja szczytu w Polsce wymagałaby, by jego oficjalnym gospodarzem został prezydent Andrzej Duda, a nie premier Tusk. W związku z tym wydarzenie to zostało przekazane do organizacji w Brukseli.
Przedstawiciele Platformy Obywatelskiej zaprzeczyli tym doniesieniom, wskazując inne przyczyny rezygnacji. Minister ds. Unii Europejskiej Adam Szłapka argumentował, że miejsce organizacji szczytu nie ma większego znaczenia. Europoseł Michał Szczerba dodał natomiast, że organizacja wydarzenia w Warszawie mogłaby spowodować poważne utrudnienia w funkcjonowaniu miasta.
“Organizacja szczytu w Warszawie w przeciwieństwie do Brukseli, która jest przygotowana na tego typu wydarzenia to jest tak naprawdę zatrzymanie mojego rodzinnego miasta na tydzień i zablokowanie możliwości jego normalnego funkcjonowania” – tłumaczył na antenie Radia Zet Szczerba.
Prezydent Andrzej Duda nie wziął udziału w uroczystości inauguracji polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Informację tę potwierdził wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Szejna, który stwierdził: – Nie znam powodów nieobecności pana prezydenta. Jeżeli są uzasadnione, to oczywiście rozumiem to, jeśli zaś polityczne, to nie rozumiem.
Przypomnijmy, że prezydent Andrzej Duda w orędziu noworocznym poruszał temat prezydencji: “My w Polsce doskonale wiemy, że nie ma bezpiecznej Europy bez zaangażowania Stanów Zjednoczonych. Zarówno militarnego, jak i gospodarczego. Dlatego pierwszym priorytetem rozpoczynającej się 1 stycznia polskiej prezydencji w Unii Europejskiej jest zacieśnienie współpracy pomiędzy Unią a Stanami Zjednoczonymi”.
Nieobecność prezydenta na wydarzeniu inaugurującym polską prezydencję wywołała spekulacje na temat jej przyczyn. Wcześniej informowaliśmy, że Ambasador Węgier nie wziął udziału w piątkowej inauguracji polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.
Strona węgierska otrzymała notę dyplomatyczną z informacją, że ambasador Węgier nie jest mile widziany na inauguracji polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.
Decyzję o wykluczeniu ambasadora podjął minister Radosław Sikorski, mimo że pierwotnie na uroczystość zaproszono cały korpus dyplomatyczny. Sobkowiak-Czarnecka wskazała, że Polska oczekuje teraz na ewentualne pojawienie się przedstawiciela niższej rangi z węgierskiej ambasady.
Powodem decyzji jest narastające napięcie w relacjach między Polską a Węgrami, związane m.in. ze sprawą byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Wiceminister zaznaczyła, że Węgry „same postawiły się na marginesie Unii Europejskiej” i są obecnie jedynym państwem członkowskim objętym procedurą kontroli praworządności.
Kresy.pl/Radio Zet
































