Najnowsze badanie opublikowane w czasopiśmie „International Journal of Women’s Health Care” wskazuje, że co czwarta kobieta w USA po aborcji cierpi na poważny stres emocjonalny nawet po kilkudziesięciu latach od zabicia poczętego dziecka.
W Stanach Zjednoczonyc w czasopiśmie „International Journal of Women’s Health Care” opublikowano badanie „Persistent Emotional Distress after Abortion in the United States”, które analizuje długotrwałe skutki psychiczne aborcji u kobiet. Autor opracowania, o. Donald Paul Sullins z Katolickiego Uniwersytetu Ameryki i Instytutu Ruth, wskazał, że co czwarta kobieta, która dokonała aborcji, żałuje tego nawet po kilkudziesięciu latach, a u znacznej części badanych utrzymuje się poważny stres emocjonalny.
Zobacz także: Wydawnictwo naukowe wycofało publikację o negatywnych skutkach pigułki aborcyjnej
W badaniu zmierzono poziom stresu odczuwanego przez kobiety, które poddały się aborcji wiele lat po jej dokonaniu. Sullins opisał, że jego analiza „wykorzystując retrospektywne dane reprezentatywne (n = 226) dotyczące kobiet w USA w wieku 41–45 lat, które kiedykolwiek dokonały aborcji, średnio 20 lat po aborcji” pozwoliła ocenić, jak długo utrzymuje się u nich zespół stresu poaborcyjnego. Zwrócił uwagę, że istnieją sprzeczne wyniki badań sugerujące, iż „częstość występowania i nasilenie stresu emocjonalnego po aborcji (PAD) albo szybko maleje, albo utrzymuje się z czasem. Niewiele badań obserwowało kobiety przez okres dłuższy niż pięć lat”.
Z przedstawionych danych wynika, że 24 proc. kobiet, które dokonały aborcji w USA, „cierpi z powodu poważnego stresu poaborcyjnego”. Ogółem 44,8 proc. badanych zgłosiło umiarkowane, na poziomie 20,7 proc., do ciężkiego, na poziomie 24,1 proc., nasilenie PAD związane z aborcją lub aborcjami. W tej grupie 31,2 proc. kobiet doświadczało „częste uczucie straty, żalu lub smutku”, natomiast 24,6 proc. przyznało, że ma „częste myśli, sny lub retrospekcje”. Autor podkreślił, że PAD utrzymywał się przez dekady, a według stanu na 2022 r. szacunkowo 14 mln kobiet w USA doświadczyło stresu poaborcyjnego, z czego 7,5 mln w ciężkim stadium. „Dalsze badania mające na celu określenie czynników ryzyka i możliwych interwencji w przypadku stresu poaborcyjnego byłyby cenne dla tej grupy kobiet” — zaznaczył Sullins.
Może Cię zainteresować: USA: Rząd federalny przyjrzy się pigułkom aborcyjnym
W opracowaniu przywołano również stanowisko American Psychological Association. Autor przypomniał, że według APA „niektóre kobiety doświadczają smutku, żalu i poczucia straty po przerwaniu ciąży, a niektóre doświadczają klinicznie istotnych zaburzeń, w tym depresji i lęku [1-3]”. Następnie stwierdził, że „To, u ilu kobiet tak się dzieje i przez jaki czas, jest faktem związanym z energicznie kwestionowanymi pytaniami, takimi jak to, czy stres jest związany z samą aborcją, ciążą, która go spowodowała, czy innymi czynnikami; czy cierpienie po aborcji jest większe czy mniejsze niż cierpienie po porodzie; oraz rolą zamiaru zajścia w ciążę”. Zwrócił uwagę, że obecnie częstość występowania i czas trwania cierpienia po aborcji (PAD) są kwestionowane i niejasne.
W podsumowaniu Sullins podkreślił, że „Chociaż zakres i przyczyny wciąż pozostają przedmiotem dyskusji, prawie wszystkie oceny ryzyka psychologicznego po aborcji wykazały, że niektóre kobiety doświadczają cierpienia emocjonalnego, nawet silnego, po aborcji”. Wskazał, że konieczne jest rozwijanie wsparcia dla tej grupy. „Opieka zdrowotna tej grupy kobiet jest niedostatecznie zbadana i niedostatecznie wspierana. Kobiety rozważające aborcję powinny być poinformowane o możliwości wystąpienia u nich przewlekłego stresu emocjonalnego” — wskazał o. Donald Paul Sullins z Katolickiego Uniwersytetu Ameryki i Instytutu Ruth.
Czytaj: Kolejny stan w USA będzie karać za sprzedaż pigułek aborcyjnych
W komentarzu do badania Catholic News Agency przypomniała, że kobiety znajdujące się w trudnym położeniu i będące w ciąży mogą korzystać z pomocy centrów afirmujących życie. Zwrócono uwagę na działalność Choose Life Marketing, które współpracuje z ponad 900 klientkami pro-life, w tym z centrami ciążowymi, domami położniczymi i agencjami adopcyjnymi w USA. Według danych tej organizacji od momentu powstania agencji w 2016 r. ponad milion kobiet, które zaszły w nieplanowaną ciążę, umówiło się na wizytę w centrum pomocy dla kobiet w ciąży. „To odzwierciedla, że kobiety wybierają więź zamiast izolacji, nadzieję zamiast strachu i odwagę, by szukać pomocy” — powiedziała Nelly Roach, kierująca Choose Life Marketing. Dodała, że znalazły one wsparcie, by wybrać życie.
Wsparcie centrów afirmujących życie stało się również przedmiotem sporów prawnych. Federalny sąd apelacyjny w Nowym Jorku wydał orzeczenie na korzyść centrów ciążowych w postępowaniu dotyczącym usług odwracania działania pigułki wczesnoporonnej. Skład sędziowski Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych 2. Okręgu podtrzymał tymczasowy nakaz sądowy pozwalający klinikom ciążowym na reklamowanie odwracającego działanie pigułki wczesnoporonnej. Sprawa rozpoczęła się, gdy prokurator generalna stanu Nowy Jork Letitia James w maju 2024 r. pozwała grupę Heartbeat International i jedenaście centrów ciążowych, zarzucając im oszustwo związane z promowaniem schematu leczenia, który miał odwracać skutki działania mifeprystonu. W odpowiedzi Narodowy Instytut Adwokatów Rodziny i Życia wystąpił z pozwem przeciwko prokurator generalnej, wskazując, że działania te naruszają prawo do wolności słowa.
Warto zobaczyć: Administracja Trumpa odebrała finansowanie aborcyjnej organizacji Planned Parenthood
Po decyzji sądu przedstawiciele organizacji pro-life ocenili ją jako ważny krok dla możliwości niesienia pomocy kobietom. Thomas Glessner, prezes Krajowego Instytutu Rzeczników Rodziny i Życia, ogłosił orzeczenie, mówiąc, że ośrodki wsparcia dla kobiet w ciąży w stanie „mogą teraz swobodnie pomagać kobietom, które żałują wzięcia pigułki aborcyjnej i chcą mieć szansę na uratowanie życia swoich dzieci”. „Odwrócenie działania pigułki aborcyjnej, jak stwierdził sąd, nie przynosi żadnych korzyści finansowych ośrodkom ciążowym” — powiedział Glessner w oświadczeniu udostępnionym CNA. „Po prostu dają kobietom inną alternatywę niż odebranie życia ich nienarodzonym dzieciom” — dodał.
Równolegle prowadzone są inicjatywy ustawodawcze ukierunkowane na wsparcie kobiet w ciąży. Przedstawicielka stanu Iowa Ashley Hinson ponownie zgłosiła projekt ustawy nakładającej na uczelnie obowiązek informowania ciężarnych studentek o ich prawach i zasobach dostępnych w szkołach. Zgodnie z Tytułem IX studentki w ciąży mają prawo do kontynuowania nauki i ukończenia studiów, jednak, jak wskazano w komunikacie prasowym, około 30 proc. aborcji przeprowadza się u kobiet w wieku studenckim. W materiałach wyjaśniono, że uczelnie często oferują ciężarnym studentkom elastyczne plany zajęć, usprawiedliwione nieobecności i pomoc w opiece nad dziećmi.
Hinson podkreśliła potrzebę zapewnienia studentkom pełnej informacji o przysługujących im uprawnieniach. W oświadczeniu stwierdziła, że uczniowie „zasługują na to, by znać wszystkie dostępne im zasoby” — stwierdziła Ashley Hinson, przedstawicielka stanu Iowa. Wskazała, że kobiety studiujące nie powinny być stawiane przed radykalnym wyborem między macierzyństwem a wykształceniem. „Niedopuszczalne jest, że tak wiele osób czuje, że musi wybierać między dokończeniem edukacji a posiadaniem dziecka” — kontynuowała Hinson.
Kresy.pl/catholicnewsagency.com/researchgate.net































