31 maja w Moskwie aresztowano ponad 130 osób. Rosyjska konstytucja gwarantuje wolność do zgromadzeń, ale regularne próby wystąpień aktywistów są szybko dławione przez rząd Putina.
Byłe gwiazdy rocka, raperzy, a także pielęgniarki, które pobierały krew. Muzyka dobijała się od szklanych ścian drapaczy chmur.
Pomiędzy patriotycznymi występami, najżarliwsi wspinali się na scenę pod znakiem „Ratowanie życia” i informowali wiwatującą młodzież, na jakie cele zostanie przeznaczona oddana krew.
Poniedziałek był Dniem Pokolenia. Jest to wydarzenie o niejasnym pochodzeniu, organizowane przez pro-kremlinowskie stowarzyszenia młodych, w celu zaćmienia innych tego typu akcji.
Poza zasięgiem głośników, na obrzeżach placu, rozgrywał się zupełnie inny dramat: demonstranci, którzy domagali się wolności zgromadzeń, usiłowali się zebrać, kiedy zostali zaatakowani przez policję, a następnie zaciągnięci siłą do czekających już autobusów.
Jak podaje policja, ponad 130 aktywistów aresztowano w rosyjskiej stolicy. Podobną demonstrację zdławiono w Petersburgu, gdzie również usiłowano się zebrać w celu zamanifestowania prawa do protestu.
Wolność zgromadzeń gwarantuje artykuł 31 rosyjskiej konstytucji. Jest on jednak martwym prawem, odkąd Władimir Putin został premierem. Aktywiści walczący o prawa człowieka regularnie organizują demonstrację 31-ego dnia miesiąca, aby zwrócić uwagę na represjonowanie publicznego niezadowolenia przez rząd Putina.
On sam zresztą wywołał porusznie, kiedy w trakcie spotkania z intelektualistami w Petersburgu, przemawiał za prawem do zgromadzeń:
– Jeżeli protestujący mają coś ważnego do powiedzenia, jeżeli chcą wskazać jakieś istotne problemy, którymi rządzący powinni się zająć, nie widzę w tym nic złego. Powinniśmy im za to podziękować – powiedział premier.
W poniedziałek jego słowa zabrzmiały gorzko, kiedy na ulice Moskwy wyszli protestujący, którzy krzyczeli: „Putin jest kłamcą” oraz „Rosja bez Putina”.
– Ciągle nas okłamuje – mówi Jurij Sergiejew, lat 65, emerytowany pracownik kolei. – Dziesięć lat rządów Putina pogorszyło sytuację w kraju. Nie przeprowadzono ani jednej reformy.
Nie było jednak zbyt dużo miejsca na protesty, kiedy policja utworzyła ścianę i zbiła tłum protestujących jak i zwykłych przechodniów, w wystraszoną masę.
Kiedy demonstranci zaczęli machać kopiami konstytucji, policjanci wyrywali je im z rąk i darli na kawałki. Strzępy papieru upadły na ziemię, pętając się pod nogami. Robiły się coraz mniejsze i nasiąkały brudem, podczas gdy wokół trwały przepychanki.
– To nasze miasto! – krzyczeli protestujący. Ich głosom wtórowała muzyka dochodząca z placu.
Kiedy koncert dobiegł końca, tłum pro-kremlowskiej młodzieży zaczął topnieć i zmierzać do metra. Tylko nieliczni patrzyli na starcie protestujących i służb porządkowych.
– To nielegalne zgromadzenie – powiedział Aleksij Matjuszyn, lat 18, członek „Młodej Gwardii Zjednoczonej Rosji”, grupy związanej z putinowską partią rządzącą. – Powinno się ich aresztować.
– To chorzy ludzie – wtrąciła jego dziewczyna, która nie chciała podać imienia.
W międzyczasie, organizatorzy koncertu rozkręcili muzykę na cały głos, który przeszedł przez pusty plac.
– Mamy swoje polecenia – wyjaśnił menedżer sceny, wzruszając ramionami.
Przed budynkiem hali koncertowej Czajkowskiego, policji udało się rozdzielić demonstrantów na dwie grupki.
Tych, którzy krzyczeli slogany, zabrano siłą.
– Wstyd! Wstyd! – krzyczeli pozostali protestujący.
Niedużo czasu zajęło policjantom, aby usunąć ludzi z chodników. Kilka godzin później wszędzie była cisza i spokój, jakby nic się nie stało.
Latimes.com/Megan Stack
Tłum. i oprac. Piotr Klinger






























