Rosyjska służba ochrony praw konsumenta poinformowała o wstrzymaniu importu na teren kraju serów i produktów serowarskich pochodzących z Polski. Oficjalny powód to „naruszenie norm produkcyjnych”.

Jak poinformowały rosyjskie służb „w trakcie badań serów i produktów serowarskich z RP ujawniono naruszenie norm produkcyjnych”. Decyzję podjęto 20 lutego, jednak dopiero teraz została ona ogłoszona w komunikacie na stronie urzędu.

Według rosyjskich ekspertów, nieprawidłowości miały dotyczyć jednego z produktu polskiej wytwórni mleczarskiej Ostrowia. Nieprawidłowość polegała na niezgodności jego składu z rosyjskimi przepisami dotyczącymi produkcji mlecznej.

rt.com / dziennik.pl / Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

21 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    jan53 :

    Będą tansze w RP.Byly tez konkurencja dla serow holenderskich,niemieckich czy francuskich cenowo.Oczywiscie mowa o klasycznych serach.Tamte pomimo embarga coraz częściej pojawiają się u ruskich.Trzeba po prostu handlowac z całym swiatem a nie tam gdzie jest blisko i brali wszystko co tanie.Bolszewia nigdy nie była i nie będzie samowystarczalna w zywnosc podobnie jak Bialorus,Ukraina czy pozostale postsowieckie republiki.

          • Avatar
            amstaf358 :

            Tysiące Ukraińców poszło w niedzielę w „Marszu Godności” upamiętniającym zeszłoroczną rewolucję na Majdanie. Marsz był jednak nie tylko wyrazem godności, ale i nadziei. Mimo fatalnej sytuacji gospodarczej, Ukraińcy nie tracą bowiem wiary, że ich kraj w końcu zacznie się rozwijać tak, jak inne państwa. A dzięki rosyjskiej agresji, są bardziej zdeterminowani i solidarni niż kiedykolwiek wcześniej.
            WP / Oskar Górzyński Zobacz galerię
            Trudno o bardziej symboliczny moment: z ulicy Instytuckiej: miejsca, gdzie rok temu ludzie ginęli od kul snajperów wyrusza wielotysięczny, kolorowy marsz Ukraińców – wyrusza na dźwięk Ody do Radości, mijając po drodze udekorowane kwiatami i zniczami zaimprowizowane pomniki „niebiańskiej sotni”, ofiarom rewolucji. W pochodzie widać cały przekrój społeczeństwa: od kilkuletnich dzieci owiniętych w niebiesko-żółte flagi, przez niepełnosprawnych, Tatarów krymskich z Jałty, po starszych panów w futrzanych czapkach z przyczepionymi flagami: Ukrainy i Unii Europejskiej.

            – Putin nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak on nas połączył. Nigdy nie było na Ukrainie takiej solidarności jak teraz – mówi Jarosław, jeden z uczestników marszu.

            Jeśli miarą tej jedności miałyby być liczba ukraińskich flag, to trzeba mu przyznać rację. Niebiesko-żółte płoty, niebiesko-żółte graffiti, niebiesko-żółte słupy i latarnie. Cały Kijów jest przystrojony w te barwy.

            Bronisław Komorowski: wykorzystamy wszystkie sposoby, by realizowano ustalenia z Mińska
            Trasa marszu wiodła przez te same ulice i tereny, które rok temu były zablokowane barykadami: Instytucka, Hruszewskiego, Plac Europejski, Majdan Niepodległości. Dziś, zamiast barykad są kwiaty, znicze, krzyże. Znajome są też hasła, intonowane raz przez tłum, raz przez prezydenta Poroszenkę: „Sława Ukrainie – Herojam Sława”, „Ukraina się nie boi”, ale da się też słyszeć inny, mniej znany refren: „Zbrojeń! Zbrojeń”!

            Obok Poroszenki, trzymający go pod ramię jest też Komorowski, który kilka godzin później odpowiada na to wezwanie. Dyplomatycznie, lecz wymownie: – Polskie stanowisko jest jednoznaczne. Polska nigdy nie zadeklaruje, że nie wyśle broni Ukrainie. Dla rozwiązania politycznego tego kryzysu dobrze by było, gdyby opcja siłowa była na stole. Na tym polega urok opcji: że są – powiedział prezydent na konferencji prasowej. I wbił przy tym szpilę w stanowisko Francji i Niemiec. – Niestety, niektóre państwa już wykluczyły taką pomoc – dodał.

            Wizyta Komorowskiego nie była jednak jedynym polskim akcentem w niedzielnym marszu. W morzu ukraińskich, krymskich, gruzińskich i europejskich flag widać także i te biało-czerwone.

            – My byliśmy tu na Majdanie od pierwszego dnia – mówi Genowefa, starsza pani w rudym futrze trzymająca jedną z flag. Pani Genowefa to Polka z Kijowa, członkini stowarzyszenia Polaków na Ukrainie „Zgoda”. – Gotowałyśmy, przynosiliśmy im, pomagaliśmy tym, którzy protestowali i walczyli. I tak przez całą rewolucję – dodaje. Dlaczego to robiła? Odpowiada krótko: „bo dłużej tak się nie dało żyć”.

            – Janukowycz to był zwykły bandyta – dopowiada – pogoniliśmy jego, to pogonimy i „Putlera” – zapowiada dziarsko kobieta.

            Owszem, mówi pani Genowefa, sytuacja jest trudna, ale jest przekonana, że to się jeszcze zmieni. – My tu wszyscy wierzymy, że będzie normalnie, że Ukraina będzie normalnym europejskim krajem – mówi.

            Inni są bardziej sceptyczni. – Juszczenko, Janukowycz, Poroszenko… toż to wszystko to samo. Co, on teraz coś zmieni, zacznie pomagać Ukrainie zamiast sobie? Ale uczcić poległych trzeba – mówi Jurij, siwy pan w średnim wieku.

            Pani Genowefa podtrzymuje jednak swój optymizm. Zauważa zmiany, jakie dokonały się wśród Ukraińców. Przypomina, że sytuacja Polaków na Ukrainie była ciężka, „nawet cięższa od tej w Niemczech”, że stosunek władz – i samych Ukraińców – do polskiej mniejszości nie zawsze był przyjazny.

            – Ale to się zmieniło. Młodzi ludzie to już zupełnie inne pokolenie, zupełnie inaczej myślący. Polacy są tu szanowani. Majdan w tym bardzo pomógł – mówi. Widać to po tłumie, jaki otacza polskie flagi. Ludzie podchodzą, robią zdjęcia. Podchodzi też Andrij, 30-letni taksówkarz. Przysłuchuje się rozmowie i reaguje entuzjastycznie.

            – Z Warszawy pan przyjechał? Bardzo się cieszę, że tu jesteście! To dla nas ważne, wiedzieć, że świat nas wspiera. Powiedz tylko tam w Polsce, w Europie, by nie ulegali Putinowi. To nikomu na dobre nie wyjdzie – przestrzega.

            O swojej sympatii do Polski mówi też Jarosław, wykładowca historii na jednej z kijowskich uczelni. Historia Polski była tematem jego doktoratu, regularnie czyta polską prasę. Martwią go jedynie zatrzęsienie antyukraińskich komentarzy na forach internetowych.

            – Pod każdym artykułem o Ukrainie widzę tylko komentarze mówiące o tym, jacy to z nas „banderowcy”, którzy chcą tylko zabijać Polaków. Co to, kremlowscy trolle? Przecież to nieprawda – pyta retorycznie.

            Martwi go też, jaki efekt ma rosyjska propaganda wśród Rosjan, przede wszystkim tych zamieszkujących Ukrainę .

            – Rosjanie to wspaniali ludzie. Ale to, co z nimi robi ta telewizja to jest przerażające – mówi.

            Jarosław nie był na marszu – był w tym czasie na mszy (jest grekokatolikiem), ale i on przyszedł na Majdan zapalić znicz tym, którzy zginęli rok temu.

            – To byli bohaterowie. Znałem wielu z tych, którzy byli na Majdanie i wiem, że gdyby wiedzieli, czym się to wszystko skończy, to by i tak zrobili jeszcze raz. Było warto – uważa historyk – Owszem, władza nadal kradnie. Ale kradnie mniej, bo się boi. Majdan pokazał, że władza musi liczyć się z ludźmi – dodaje