22 maja w Żarach w województwie lubuskiem odbyły się uroczystości upamiętniające Ukraińców ratujących Polaków przed śmiercią z rąk UPA. Mimo wystosowanego zaproszenia nie pojawił się nikt z ambasady Ukrainy.

Inspiracją do upamiętnienia sprawiedliwych Ukraińców była dla mnie i mojego brata, opowieść naszej babci Antoniny, która wraz ze swoim dwuletnim synkiem Stasiem, a naszym ojcem, cudem uniknęła śmierci z rąk UPA. Przeżyła dzięki starszemu Ukraińcowi, który ostrzegł ją przed nadchodzącymi nacjonalistami i mordem– powiedział w trakcie uroczystości Krzysztof Kopociński, dr n. med. 105. Kresowego Szpitala Wojskowego w Żarach i jeden z pomysłodawców upamiętnienia sprawiedliwych Ukraińców.

Wśród Ukraińców znaleźli się ludzie, którzy potrafili zachować człowieczeństwo, narażając własne życie. Dzisiejszą uroczystością pragniemy oddać hołd pomordowanym i zaapelować do współczesnych władz Ukrainy o zaprzestanie haniebnego procederu heroizacji ukraińskich zbrodniarzy wojennych– dodał.

Odprawiono Mszę świętą w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w intencji ofiar ludobójstwa dokonanego przez UPA. Następnie zostałą odsłonięta tablica upamiętniająca przedstawicieli narodu ukraińskiego, którzy ratowali Polaków przed śmiercią z rąk banderowców.

W uroczystościach wzięli udział przedstawiciele wszystkich szczebli samorządu, wojska, młodzieży, towarzystw kresowych. Reprezentowani były także środowiska żydowskie, przybył również przedstawiciel państwa rosyjskiego w randze wicekonsula. Ambasada Ukrainy zignorowała zaproszenie. Odczytano również list od księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego w imieniu mniejszości ormiańskiej.

Dzisiejsza uroczystość to znak pamięci i hołd dla zamordowanych przez banderowców, i dla sprawiedliwych Ukraińców, którzy ratowali Polaków w imię lojalności i wiary– powiedziała Małgorzata Gośniowska–Kola, prezes stowarzyszenia Huta Pieniacka ze Wschowy.

Po uroczystościach w Muzeum Kresowym odbyła się dyskusja pt. „Różne aspekty ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów”.

gosc.pl / Kresy.pl

zdjecia: Bogusław Paź




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

19 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    sylwia :

    Chwała sprawiedliwym! Ukraińskie władze solidaryzują się z ukraińskimi oprawcami Polaków, z katami a nie z ofiarami and z ich obrońcami. Zachodni Ukraińcy to naród wrogi Polsce i Polakom. Cały ich aparat państwowy popiera ludobójstwo na Polakach i innych narodowościach i w duchu nienawiści wychowuje nowe pokolenia Ukraińców, poczynając od książek dla przedszkoli i podręczników dla szkół podstawowych. Skutkiem tego jest zaprzeczanie rzeziom dokonanym przez Ukraińców, utrudnianie lokalizacji miejsc ich zbrodni i masowych mogił Tu powtarzam artukuł cytownay przez P. Jaroslausa. Jest to wywiad z człowiekiem, który ekshumował masowy grób pomordowanych przrz Ukraińców wołyńskich dzieci.. Jest on tu: http://menstream.pl/wiadomosci-reportaze-i-wywiady/wyznania-poszukiwacza-ofiar-rzezi-wolynskiej-tego-co-znalazl-nie-chciala-pokazac-zadna-telewizja,0,1355028.html Zaznaczam, że ‘KGB’ w tym artykule to teraz SBU.

    Robert Kmieć zajmuje się poszukiwaniem skarbów od kilkunastu lat. Wyciąga z jezior czołgi, samoloty i wozy opancerzone. Nie robi tego dla fantów, nie szuka łatwego zarobku. Dla niego ta praca jest odkrywaniem historii, często makabrycznej, brutalnej i niewygodnej politycznie. Tak jest w przypadku rzezi wołyńskiej, podczas której tysiące naszych rodaków straciło życie. Czy to było ludobójstwo? Poszukiwacz, który był na miejscu zbrodni i miał w ręku roztrzaskane siekierą czaszki małych dzieci nie ma żadnych wątpliwości. W rozmowie z Menstream.pl opowiada, jak trudno dotrzeć z prawdą do społeczeństwa.

    Menstream.pl: Jak to możliwe, że Ukraina pozwoliła zbliżyć się polskim badaczom do miejsca zbrodni? To przecież niewygodne fakty.

    Robert Kmieć: Dostaliśmy od władz Ukrainy zezwolenie na kilka dni pobytu w okręgu wołyńskim. Pojechał z nami również Adam Sikorski, znany z telewizyjnego programu Było, nie minęło. To on dokumentował całą ekspedycję. Były dwa wyjazdy, w ubiegłym roku i wcześniej, dwa lata temu. Można powiedzieć, że nasze poszukiwania były trochę półlegalne.

    Co to znaczy?

    Po pierwsze trzeba było przetransportować na miejsce georadary i inny sprzęt, który miał nam posłużyć do zlokalizowania i zmierzenia ewentualnych mogił, które mieliśmy zamiar znaleźć. No i nie mogliśmy przecież powiedzieć wprost Ukraińcom, po co tak naprawdę jedziemy na Wołyń.

    Więc jaką wersję usłyszeli?

    Akurat zdarzyło się, że prezydent Bronisław Komorowski miał spotkać się z prezydentem Ukrainy na otwarciu polskiego, powojennego cmentarza. To było niedaleko miejsca, które chcieliśmy sprawdzić. Tłumaczyliśmy więc, że jesteśmy na miejscu w związku z tym wydarzeniem. To była nasza przykrywka.

    I nikt nie obserwował, co tam robicie? Trochę trudno w to uwierzyć.

    Oczywiście byliśmy sprawdzani. Funkcjonariusze KGB co rusz przyjeżdżali, przyglądali się, wypytywali i patrzyli na ręce. Zdarzało się, że chcieli utrudnić nam poszukiwania podrzucając gdzieś niewybuch.

    Żeby przepłoszyć badaczy?

    Tak. Mówili, że mają zgłoszenie od pobliskich mieszkańców, że w okolicy jest jakiś niewypał i muszą to sprawdzić. Oczywiście dla naszego bezpieczeństwa. W rzeczywistości obawiali się tego, co możemy znaleźć.

    Domyślam się, że ekspedycja na ziemię wołyńską przyniosła rezultat.

    To, co zobaczyłem na Ukrainie, ma się nijak do tego, co oglądałem wcześniej, w kilkunastoletniej karierze poszukiwacza. Nie raz miałem do czynienia z grobami żołnierskimi, z których wyciągaliśmy czaszki i kości. Widziałem już po pięćdziesiąt osób pochowanych zbiorowo. Stojąc jednak nad mogiłami w Wołyniu, coś ścisnęło mi serce. Jeszcze po powrocie do kraju, przez trzy tygodnie nie mogłem dojść do siebie. Do dzisiaj trudno dobierać słowa, gdy o tym opowiadam.
    Rzeź wołyńska
    Masowa zbrodnia dokonana przez nacjonalistów ukraińskich na mniejszości polskiej, podczas okupacji terenów II Rzeczypospolitej przez III Rzeszę, w okresie od lutego 1943 do lutego 1944. Ofiarami mordów byli Polacy, w dużo mniejszej skali Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Czesi i przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń. Dokładna liczba ofiar nie jest znana.

    Co tak Panem wstrząsnęło?

    To może zrozumieć tylko osoba, która stoi nad grobem, w którym spoczywa nie jedna osoba, lecz dziesiątki dzieci powrzucanych jedno na drugie. Bo większość zwłok w odnalezionych przez nas mogiłach, to były właśnie dzieci, w różnym wieku. Znajdowaliśmy szczątki dwulatków, czterolatków, dziesięciolatków.

    Żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii nie oszczędzali przecież nikogo. Mordowano całe rodziny, bez wyjątku.

    Tylko w jaki sposób. W niektórych czaszkach małych dzieci były dziury wielkości pięści, zapewne od uderzenia młotkiem lub siekierą. Przecież to jest niewyobrażalne, żeby tak postępować z drugim człowiekiem. Pytaliśmy też Ukraińców, którzy zainteresowani podchodzili do nas, czy pamiętają tamte lata. Niektórzy zgodzili się mówić.

    Dantejskie sceny. Akurat prowadziliśmy prace przy ukraińskiej wsi Ostrówki. Lasy i pola obok tej miejscowości do dzisiaj noszą miano trupiego pola, pobliscy mieszkańcy bez problemu potrafią je wskazać. To tam Ukraińcy wymordowali setki Polaków, pozostawiając ciała bez pochówku. W lasach walały się trupy, które stały się później pożywką dla kruków. Dopiero po dwóch tygodniach armia Rosyjska, która zajęła tamte ziemie, nakazała pobliskim mieszkańcom wykopać mogiły i zrzucić do nich zwłoki. Odór rozkładających się ciał było ponoć czuć w promieniu kilku kilometrów, a zwłoki kobiet, dzieci i mężczyzn były już tak rozłożone, że trzeba było ściągać je do mogił bosakami i widłami, bo już się rozczłonkowywały, odpadały ręce, nogi i głowy. I my te mogiły właśnie odkryliśmy.

    Władze Ukrainy zdają sobie sprawę z powagi tego odkrycia? Przyznał Pan, że byliście obserwowani.

    Chyba nie zdają sobie sprawy ze skali naszych odkryć, ponieważ byliśmy bardzo czujni. Najgorzej było z Ukraińcem, to był chyba jakiś konserwator zabytków z okręgu lwowskiego, który został oddelegowany, by nadzorować nasze prace. No i byli jeszcze wspomniani funkcjonariusze z KGB, którzy nas nachodzili.

    Na czym to nękanie polegało?

    Pamiętam, jak mundurowi przyjechali i rzucili wszystkich na maskę samochodu. Rewizja, pytania, oglądanie sprzętu. Było ich kilku. Dowódca przez dłuższy czas wydzwaniał do swoich zwierzchników z pytaniem, co z nami zrobić. W końcu odpuścili, bo nie znaleźli podstaw do zatrzymania. Mieliśmy szczęście. Innym razem prawie się zdemaskowaliśmy. Mundurowi byli o krok, by zobaczyć ogrom naszych odkryć.

    Jak udało się uniknąć kłopotów?

    Gdy już zorientowaliśmy się, z czym mamy do czynienia, trzeba było wszystkie szczątki opisać, skatalogować i policzyć. Pomagali w tym archeolog oraz antropolog, których mieliśmy w naszej ekipie. Wszystko układali skrzętnie na workach, rozłożonych na ziemi obok grobowca. Robiliśmy dokumentację, fotografie, by nikt nie zarzucił nam bezczeszczenia ciał. Nagle usłyszeliśmy dźwięk silnika. To były dwa samochody KGB. Na szczęście droga przez pola była trudna, więc trochę zajęło im dotarcie na nasze stanowisko badawcze. Mieliśmy więc czas, by zareagować. Cztery osoby szybko wykopały nowy dół, do którego poskładaliśmy wydobyte już z mogiły szczątki i ponownie przysypaliśmy je ziemią. Na to poszła beczka, na niej porozkładaliśmy jedzenie, dla niepoznaki. Jak Ukraińcy dotarli na miejsce i zajrzeli do mogiły, było w niej chyba sześć ciał. Tylko tyle znaleźliście? zapytali. Pokręcili się trochę po obozowisku i odjechali.

    Co się później stało z tymi wszystkimi szczątkami? Nadal są zakopane na trupim polu?

    Nie mogliśmy tak tego zostawić. Wszystkie odnalezione przez nas zwłoki zostały przeniesione na polski cmentarz, gdzie została odprawiona msza przez polskiego księdza.

    Na tym samym cmentarzu, na którym mieli spotkać się prezydenci?

    Tak. Z jakiś powodów, których nie znam, do spotkania głów obu państw jednak nie doszło. Były jednak osoby z Polski, rodziny pochowanych tutaj w czasie wojny rodaków. Przyjechali również przedstawiciele duchowieństwa ukraińskiego. Pamiętam, że jak zaczęła się część mszy, podczas której chowano wszystkie znalezione przez nas szczątki, opuścili oni cmentarz i stali za płotem. Wszyscy byli w szoku, nie rozumieli takiego zachowania.

    Jak Pan je interpretuje?

    Jestem prostym człowiekiem, nie wiem, co o tym sądzić. Najważniejsze było dla mnie wtedy upamiętnienie pamięci zamordowanych.

    Na trupim polu też stanął jakiś znak, przypominający o tej zbrodni?

    Ukraińcy pozwolili nam wyciąć dwa drzewa. Zbiliśmy z nich krzyż, który tam stanął. Tylko w ten sposób, oraz krótka modlitwą, mogliśmy oddać hołd wymordowanym rodzinom.

    Co stanie się z zebranym przez badaczy materiałem? Przecież robiliście zdjęcia, kręciliście materiał filmowy.

    To nie zginie. Adam Sikorski robi na jego podstawie film dokumentalno-fabularyzowany. Mogę już zdradzić, że obraz będzie miał premierę we wrześniu tego roku, będą pokazy w Warszawie. Po premierze można spodziewać się niemałego zamieszania.

    Dlaczego? Przecież temat Wołynia nie jest nowy. Polacy już się z nim obyli.

    Tylko ten film przedstawi prawdę historyczną, pokażemy doły śmierci, które zastaliśmy w Ukrainie. Będą inscenizacje mordu, żadnego przekłamania. Moim zdaniem to bardzo wstrząsający materiał. Proszę sobie wyobrazić, że żadna stacja telewizyjna nie jest zainteresowana wyemitowaniem dokumentu, ponieważ jest zbyt drastyczny, zbyt bije w interesy ukraińsko-polskie. Na szczęście znalazł się człowiek, który wyłożył pieniądze na realizację projektu. Tyle mogę powiedzieć.

    Z tego co Pan mówi, ten film może jednak uderzyć w interesy ukraińsko-polskie.

    Jeżeli były mordy, to trzeba pokazać, w jaki sposób ich dokonywano. Nie mówię, byśmy rozpętywali trzecią wojnę światową i szli na Ukraińców. Jednak dopóki władze tego narodu nie przyznają, że takie zbrodnie miały miejsce i nie potępią tego, co się wydarzyło, nie ma mowy o jakimkolwiek pojednaniu. Stepan Bandera, który ponosi odpowiedzialność za zorganizowane ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu, nadal jest przecież traktowany u nich, jak bohater narodowy.

    Trzy lata temu zostało mu nadane największe odznaczenie państwowe na Ukrainie. Później je cofnięto.

    Co z tego, jeśli w zamian postawili mu kolejny pomnik? Ponad osiem szkół na terenie Ukrainy nosi też imię Bandery, podobnie jak około dwieście ulic, nie mówiąc o innych instytucjach. Oni naprawdę uważają go za wielką postać. Jeszcze sporo czasu może minąć, nim zmienimy karty historii. http://politikus.ru/articles/32910-sklonnost-k-sadizmu-istoricheskaya-tradiciya-ukrainskih-nacionalistov.html

    http://www.youtube.com/watch?v=WfuUuZaaGmU

  2. Avatar
    wepwawet :

    Fakt, że ambasada Ukrainy zignorowała zaproszenie jest logiczną konsekwencją dokonanego w tym kraju wyboru. Skoro oddaje się cześć herojom z oun/upa oraz ich „bohaterskiej walce” to przecież nie można w tym samym czasie chwalić tych którzy przeszkadzali w dokonaniu jakże chwalebnego a koniecznego dzieła. Obecne władze Ukrainy postawiły już na swojego „czarnego konia”, tak więc Ukraińcy przeszkadzający w wykonaniu zaplanowanego dzieła (tu przychodzi mi przed oczy nazwa pisemka zwuP’u – „Nasze Diło” – tak, tak – to wasze „DIŁO!”), poprzez ostrzeganie lub ukrywanie Polaków mogą zostać tam uznani jedynie za renegatów/zdrajców ukraińskiej sprawy. — Dodatkowo uczestnictwo w takim wydarzeniu byłoby niejako przyznaniem się do dokonanych zbrodni, na to Ukraińcy zgodnie z przyjętą strategią przecież pozwolić sobie nie mogą – idą więc w zaparte. — Przecież logicznym jest, że skoro nie było zbrodni ludobójstwa, to nie było też nikogo kto ostrzegałby Polaków lub ich ukrywał bo i przed czym? Tak więc Polacy zrobili imprezę na której tak naprawdę nikogo nie honorują a jedynie szkalują Ukraińców – czy Ambasador Ukrainy powinien wziąć udział w takim wydarzeniu? Szanowni Użytkownicy odpowiedzcie sobie sami. ;D