Premier Łotwy Evika Siliņa i prezydent Estonii Alar Karis wyrazili poparcie dla idei powołania specjalnego wysłannika europejskiego, który wziąłby udział w rozmowach z Kremlem w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie.
Postulat taki dwoje polityków wyraziło w rozmowie w portalem Euronews, o czym medium poinformowało w środę. “Komentarze te odzwierciedlają gwałtowną zmianę w strategicznym podejściu Europy do Rosji po wykluczeniu jej z bezpośrednich rozmów pokojowych pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych” – ocenił już na wstępie swojej relacji portal.
Państwa bałtyckie prezentowały do niedawna nabardziej antyrosyjskie stanowisko, sprowadzające się do żądań maksymalnego izolowania Moskwy i maksymalizacji wsparcia dla Ukrainy. Dyplomację w tym duchu prowadziła wysoka przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, Kaja Kallas. Jej aktywność dyplomatyczna wywoływała w ostatnim roku wzrastającą krytykę na zachodzie, jak faktycznie izolująca Europę, nie Rosję.
“Uważam, że trzeba zaangażować się w dyplomację. Zawsze trzeba rozmawiać, ale musimy izolować Rosję i nadal nakładać na nią sankcje” – tak ujęła swój koncept Siliņa w wywiadzie dla Euronews przebywając na konferencji w Dubaju. Jak dodała – „Musimy zasiąść do stołu negocjacyjnego, bo sami Ukraińcy już zaczęli negocjować. Dlaczego więc Europejczycy mieliby nie negocjować?”.
Według premier Łotwy reprezentantami Europy na tym polu dyplomacji mogliby być prezydent Francji Emmanuela Macrona, kanclerz Niemiec Friedrich Merz, premier Polski Donald Tusk, ale też premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer.
Prezydent Estonii Karis powstrzymał się od podawania nazwisk, ale podkreślił, że wybrany wysłannik powinien pochodzić z dużego kraju europejskiego i cieszyć się „wiarygodnością po obu stronach”.
„Unia Europejska również powinna być zaangażowana w te dyskusje. Chociaż nie walczymy bezpośrednio z Rosją, od wielu lat wspieramy Ukrainę i nadal to robimy” – powiedział Karis, który także przebywał na konferencji w Dubaju.
„My również powinniśmy mieć coś do powiedzenia, ale widzicie, jesteśmy trochę spóźnieni. Powinniśmy byli zacząć, może nie prezydent Trump, ale Unia Europejska, szukać dyplomatycznych rozwiązań” – przyznał szef estońskiego rządu – “Kilka lat temu byliśmy w sytuacji, w której nie rozmawialiśmy z agresorami, a teraz obawiamy się, że nie siedzimy przy stole negocjacyjnym”.
euronews.com/kresy.pl






























