PiS rozważa bezwarunkowy dochód podstawowy. Ekonomiści mają obawy

Podczas konwencji PiS „Myśląc Polska” pojawiła się propozycja wprowadzenia 500-złotowego bezwarunkowego dochodu podstawowego dla dorosłych. Analizy wskazują jednak, że takie rozwiązanie oznaczałoby znaczne obciążenie finansów publicznych i wymagałoby szerokich zmian w systemie podatkowym.

Na październikowej konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości „Myśląc Polska” pojawił się pomysł wprowadzenia powszechnego świadczenia pieniężnego w wysokości 500 zł miesięcznie dla każdego dorosłego obywatela. Autorem propozycji był były prezes Giełdy Papierów Wartościowych Marek Dietl, który uznał, że świadczenie mogłoby stać się elementem uproszczenia systemu podatkowego.

Jak wskazuje Interia, według szacunków Mateusza Michnika z Forum Obywatelskiego Rozwoju, przy obecnej liczbie ludności oznaczałoby to koszt rzędu 224 mld zł rocznie. Dla porównania – wydatki państwa planowane na przyszły rok wynoszą 918,9 mld zł. Ekspert ocenia, że „jest to ogromna kwota, która obciążyłaby system finansów publicznych i mogłaby doprowadzić do zmniejszenia nakładów na inne wydatki państwa”. Zwolennicy reformy wskazują natomiast, że część nakładów mogłaby się zwrócić poprzez wyższe wpływy z VAT.

Alternatywne wyliczenia zespołu ekspertów z Uniwersytetu Warszawskiego – Anny Bownik, Michała Brzezińskiego i Leszka Morawskiego – wskazują, że koszt BDP na poziomie 500 zł wyniósłby 181,5 mld zł rocznie. Przeanalizowano dwa scenariusze jego wprowadzenia. W pierwszym, zakładającym likwidację kwoty wolnej od podatku, koszt reformy wyniósłby ok. 91,5 mld zł, czyli 2,3 proc. prognozowanego PKB w 2025 roku.

Drugi scenariusz przewiduje równoczesne podniesienie stawek VAT o 4 punkty procentowe. Wówczas dochody państwa mogłyby wzrosnąć o ok. 45,1 mld zł, a koszt reformy spadłby do ok. 46,3 mld zł (1,2 proc. PKB). Oba scenariusze są – według analizy – progresywne, choć korzyści dla poszczególnych grup różnią się skalą.

Zobacz: Dochód gwarantowany w Polsce? Ruszy eksperymentalny program

W pierwszym wariancie największe nominalne zyski dotyczyłyby gospodarstw domowych z „środka” rozkładu dochodów – wzrost dochodów o 600–650 zł miesięcznie. Najuboższe grupy zyskałyby 400–450 zł, co oznaczałoby wzrost dochodów o ponad 15 proc. Drugi scenariusz zmniejszałby korzyści najbiedniejszych o ok. 35 proc., ale nadal przynosiłby im wzrost dochodów na poziomie 7–10 proc.

Jednocześnie autorzy analizy zwracają uwagę, że w obliczu niedofinansowania usług publicznych i narastających wyzwań demograficznych „należy uznać, że dodatkowe wsparcie dochodowe dla osób, które nie są biedne, nie powinno być priorytetem polityki publicznej”.

Na razie propozycja BDP pozostaje wyłącznie propozycją w programie PiS. W partii – podobnie jak wśród części opinii publicznej – pojawiają się wątpliwości dotyczące zarówno kosztów, jak i akceptacji społecznej dla likwidacji kwoty wolnej od podatku. Coraz częstsze obawy Polaków o stan finansów publicznych, wynikające m.in. z rosnącego deficytu i zadłużenia, mogą dodatkowo utrudnić realizację tej koncepcji.

Tagi: ,
forma płatności