Rząd Niemiec zaoferował wysoką nagrodę finansową za pomoc w ustaleniu sprawców styczniowego blackoutu w Berlinie. Decyzja ma związek z podpaleniem infrastruktury energetycznej, które doprowadziło do wielodniowych przerw w dostawach prądu dla dziesiątek tysięcy odbiorców.
Rząd Niemiec wyznaczył nagrodę w wysokości miliona euro za informacje, które mogą doprowadzić do ustalenia sprawców podpalenia infrastruktury energetycznej w Berlinie na początku stycznia, co pozbawiło prądu w około 45 tys. gospodarstwach domowych. Doniesienia dziennika Bild zostały potwierdzone przez senator Berlina ds. wewnętrznych Iris Spranger, o czym informują stołeczne media.
Spranger podkreśliła, że sytuacja ma charakter wyjątkowy. Jak zaznaczyła, nie przypomina sobie, aby niemiecki rząd kiedykolwiek zwracał się do obywateli z apelem o zgłaszanie się świadków „na taką skalę i w takiej sytuacji”.
Celem wyznaczenia tak wysokiej nagrody jest, według senator, wyjaśnienie „aktu terroryzmu” we współpracy z Federalnym Urzędem Kryminalnym oraz prokuratorem generalnym.
Styczniowy blackout w stolicy Niemiec doprowadził do kilkudniowych przerw w dostawach energii elektrycznej w południowo-zachodniej części miasta. Bez prądu pozostawało około 45 tys. gospodarstw domowych oraz 2,2 tys. firm.
Do sabotażu przyznała się skrajnie lewicowa „Grupa Wulkan” („Vulkangruppe”). Prokurator generalny prowadzi postępowanie dotyczące podejrzenia członkostwa w organizacji terrorystycznej, sabotażu antykonstytucyjnego, podpalenia oraz zakłócania funkcjonowania przedsiębiorstw publicznych. Nazwa „Grupa Wulkan” jest znana niemieckim organom ścigania od kilkunastu lat.
Jak podaje berlińsko-brandenburski nadawca publiczny RBB, w kręgach rządowych wysoka nagroda bywa interpretowana jako sygnał, że śledczy nie dysponują dotąd żadnymi przełomowymi tropami prowadzącymi do wykrycia sprawców.






























