Według „Sueddeutsche Zeitung”, sprawa żubra z Polski, którego w Brandenburgii zastrzelili niemieccy myśliwi ma wszelkie przesłanki ku temu, by rozpętać kryzys polityczny.

Niemiecka gazeta przypomina sprawę żubra z Polski, który przepłynął Odrę trafiając do niemieckiej Brandenburgii. Tam padł ofiarą, jak określa to serwis dw.de, „nadgorliwych niemieckich myśliwych”.

Monachijski dziennik „Sueddeutsche Zeitung” w czwartkowym reportażu „Zwierzęcy konflikt” zaznacza, że w tej sprawie nie chodzi tylko o sąsiedzki konflikt. Cytowany przez SZ lokalny polityk Manfred Kuerzer stwierdził, że „dla niemiecko-polskich stosunków to katastrofa”.

Przygraniczna miejscowość Lebus, gdzie doszło do incydentu, w ostatnim czasie zyskała bardzo złą sławę. Jak pisze „SZ”, pod drugiej stronie Odry, na środku wału przeciwpowodziowego postawiono transparent z napisem po niemiecku: „Żubr jest zwierzęciem objętym ochroną. Mordercy”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia

Autorka reportażu pisze, że polski żubr, uważany za króla lasów, symbolizuje dla Polaków pradawny świat, z czego Niemcy niekoniecznie zdają sobie sprawę. Nawet emeryt Wolfgang H., który pierwszy zobaczył „żubra wędrowniczka” na łące, po drugiej strony rzeki mówił, że „pojawiło się coś ze świata, który już nie istnieje”. Ostatecznie lokalne władze nakazały zwierzę zastrzelić (z braku możliwości uśpienia go), obawiając się, że wejdzie do miasta i będzie stanowić zagrożenie.

Dwaj niemieccy myśliwi zastrzelili żubra i poćwiartowali. Burzę wywołały kolejne działania Niemców. W telewizji pokazywano wiadro pełne jelit i głowę z rogami na wózku widłowym. Z kolei spiker powiedział, że głowa powinna trafić jako trofeum do lokalnego muzeum, „a następna okazja do grilla na pewno się jeszcze nadarzy”. To, co dla Niemców brzmiało niewinnie, w Polsce „rozpętało huragan”. – Żubr wędrowniczek jest tym, który wydobywa teraz z historycznej pamięci obraz żądnego krwi Niemca – komentuje „SZ”.

ZOBACZ WIĘCEJ: Polski żubr przepłynął do Niemiec, gdzie go zastrzelono [+VIDEO]

Według niemieckiej gazety, mimo przeprosin, „szkody zostały wyrządzone”. Także radny Kuerzer i myśliwy Frank Guderian czują wstyd i zastanawiają się, dlaczego tak mało znają ludzi zza Odry. – Jeżeli się nawzajem nie zna, nie mówi językiem sąsiada, łatwo twierdzić coś złego – powiedział Guderian.

Teraz, lokalni niemieccy politycy robią wszystko co mogą, by ratować sytuację. – Kiedy zobaczyłem zdjęcia obciętej głowy żubra, wiedziałem, że będzie katastrofa – powiedział Gernot Schmidt, starosta powiatu marchijsko-odrzańskiego. Jego zdaniem, działania mediów nie były „optymalne” i dlatego „teraz mamy konflikt na skalę polityki zagranicznej”. Zaznacza jednak, że „trzeba z sobą rozmawiać”.

– Dla nas Polaków zdjęcia wywożonej głowy żubra były szokujące. Nie mam nic przeciwko Niemcom, ale ich zachowania w tej sytuacji nie zrozumiałam – cytuje „SZ” słowa polskiej nauczycielki i ekolożki Ewy Drewniak, mieszkającej niedaleko Lebus, po polskiej stronie Odry. Gazeta podkreśla je, jako „charakterystyczne dla wzajemnych relacji, zwłaszcza na polsko-niemieckim pograniczu”.

Zastrzelony żubr

Żubr został zastrzelony 13 września w miejscowości Lebus w Brandenburgii, nad Odrą, w pobliżu polskiej granicy. Niemieckie władze lokalne twierdzą, że pierwotnie chciano uśpić i złapać zwierzę, jednak nie udało się znaleźć w pobliżu weterynarza. Z uwagi na zagrożenie jakie miał stwarzać żubr na miejsce został wezwany myśliwy, który zabił zwierzę.

Niemcy po wszystkim odcięli głowę zwierzęciu, która ma trafić do lokalnego muzeum. Do mediów trafił nagranie w którym przewożono głowę żubra. Mięso zwierzęcia miało według doniesień mediów trafić na lokalny festiwal grillowy.

O zabitym żubrze, pierwszym od 250 lat dzikim przedstawicielu tego gatunku w Niemczech pisała międzynarodowa prasa. Sprawą zajęło się także WWF. – Po ponad 250 latach w Niemczech ponownie pojawił się dziki żubr, a jedyne, o czym pomyślały władze, to zabicie go – podkreślił Chris Heinrich z niemieckiego WWF.

O zabitym żubrze napisał również brytyjski „The Independent”. Portal podkreślał, że w to w Polsce znajduje się jedyna w swoim rodzaju populacja dzikich żubrów. Temat podjął również New York Times, który również wspomina o pozwie, jaki przygotowuje WWF przeciw niemieckim władzom lokalnym.
„SZ” / Dw.de / Kresy.pl
Czytaj kolejny artykuł
5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Kojoto
    Kojoto :

    Cała ta sytuacja pokazuje wyraźnie, że szkopy to prymitywy – ich pokrętne tłumaczenia wobec Polskich protestów nikogo nie zmylą. „Żubr jest zwierzęciem objętym ochroną. Mordercy” – Bardzo mi się podoba inicjatywa pokazania szkopom tego baneru – może chociaż część z nich się zreflektuje.