Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
Od 3 czerwca kierowcy nie mogą już zmniejszać liczby punktów karnych za najpoważniejsze wykroczenia drogowe poprzez udział w szkoleniach. Zmiany obejmują także zaostrzenie konsekwencji za drift i nielegalne wyścigi. Tego samego dnia wprowadzono obowiązek noszenia kasków przez osoby poniżej 16. roku życia korzystające z rowerów i hulajnóg elektrycznych.
Dzisiaj weszły w życie przepisy zmieniające zasady funkcjonowania systemu punktów karnych. Kierowcy nadal mogą raz na sześć miesięcy obniżyć liczbę punktów o sześć, uczestnicząc w odpłatnym szkoleniu organizowanym przez uprawnione ośrodki. Zmiana polega jednak na tym, że możliwość redukcji nie obejmuje już najpoważniejszych wykroczeń.
Może Cię zainteresować:
Czarnogóra chce zostać 28. państwem Unii Europejskiej w 2028 roku i pozostaje najbardziej zaawansowanym kandydatem w negocjacjach akcesyjnych. Podgorica otworzyła wszystkie 33 rozdziały negocjacyjne i zamknęła 14, ale nadal musi wykazać postępy w sądownictwie, praworządności i walce z korupcją.
Czarnogóra liczy około 630 tys. mieszkańców. Jej przyjęcie byłoby dla Unii Europejskiej znacznie prostsze niż akcesja większych i bardziej problematycznych kandydatów, w tym Ukrainy. Warunkiem pozostaje jednak zakończenie negocjacji i ratyfikacja członkostwa przez wszystkie 27 państw UE – pisze Reuters.
„Czarnogóra jest najbardziej zaawansowanym krajem kandydującym w negocjacjach akcesyjnych” — poinformowała komisarz UE ds. rozszerzenia Marta Kos.
„Na razie” — odpowiedział sekretarz stanu USA Marco Rubio na pytanie, czy „zdaje sobie sprawę, że Grenlandia jest częścią Danii?”. Rubio powiedział, że USA prowadzą rozmowy z Danią i Grenlandią o wykorzystaniu wyspy do wspólnej obrony. Przyznał również, że zgadza się z Donaldem Trumpem, iż obecne porozumienia o stacjonowaniu wojsk USA na wyspie są niewystarczające.
W środę podczas posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów sekretarz stanu USA Marco Rubio odniósł się do rozmów Waszyngtonu z Danią i Grenlandią w sprawie wykorzystania wyspy do wspólnej obrony.
Kongresmenka z Delaware Sarah McBride zapytała Rubio, czy jest świadomy, że Grenlandia jest częścią Królestwa Danii. „Na razie” — odpowiedział Rubio.
W nocy z 3 na 4 czerwca ukraińskie drony zaatakowały okupowany przez Krym. Rosyjskie władze informowały o czterech zabitych i 10 rannych po uderzeniach w Symferopolu oraz w pociąg jadący do Kerczu.
Mianowany przez Rosję przywódca Krymu Siergiej Aksionow poinformował, że trzy osoby zginęły po uderzeniu w „cele niemieszkalne” w centrum Symferopola około godz. 1:40 czasu moskiewskiego. Później przekazał, że jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne po ataku na pociąg jadący z Azowskiego do Kerczu.
Mieszkańcy relacjonowali, że eksplozje rozlegały się w pobliżu kilku lotnisk wojskowych. Wśród wskazywanych miejsc były Belbek, Saki oraz Gwardijśke.
Minister spraw wewnętrznych Litwy Vladislav Kondratovič ocenił, że rosnąca liczba wiz Schengen wydawanych obywatelom Rosji stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Wcześniej grupa państw, w tym Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy i kraje nordyckie, wezwała Komisję Europejską do pilnego zablokowania wydawania wiz Rosjanom. (more…)
Grupa robocza parlamentu Finlandii rekomenduje, by najpóźniej w przyszłej dekadzie podwoić wydatki tego państwa na cele wojskowe.
Raport, przedłożony ministrowi obrony Anttiemu Häkkänenowi w poniedziałek, stwierdza, że zapewnienie zdolności obronnych kraju będzie wymagało decyzji finansowych podejmowanych na różnych szczeblach rządowych. Główną tezą raportu jest, że Rosja stanowi długoterminowe i trudne do przewidzenia zagrożenie dla bezpieczeństwa Finlandii, a także całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, dlatego już na początku lat 30 XXI wieku wydatki na obronę narodową muszą zostać podwojone.
W roku bieżącym Finlandia przeznaczy na obronność 7,7 mld euro. W raporcie grupa parlamentarna stwierdziła, że kwota ta powinna wzrosnąć do ponad 14 mld euro do 2029 roku i utrzyma się na poziomie 14–15 mld euro co najmniej do 2036 roku, zrelacjonował portal publicznego nadawcy Yle.
a co niektórzy już odgrażali się, że chcą jechać walczy z ukrainą – a tu proszę – wyślemy im “śmiercionośną broń” Michała Boniego – on ich załatwi swoimi radami 😉
Zaognia się podział między Polakami wobec postrzegania niebezpieczeństwa ze wschodu……………………………………………………………………………………………………………
Jak się dzielą Polacy………………………………………………
Polityczny kompas polskich poglądów na temat rozwoju, zarówno dziedzictwa rosyjskiego imperializmu, jak i banderyzmu wskazuje odmienne kierunki. Postaramy się przyjrzeć pewnym zmieniającym się postawom oraz ich wahaniom, niejednokrotnie ścierającym się, niczym w zaborczych armiach podczas wielkiej wojny.
Zabranie Krymu przez Rosję mogło się w teorii spotkać z absolutnie jednoznacznym potępieniem tego faktu przez Polaków. Tak się jednak nie stało, wywołało to różne uczucia u różnych ludzi, od oburzenia poprzez obojętność, aż po zadowolenie.
Reakcje mieszane to niestety skutek rozrastania się zwolenników ludobójców z UPA, których definicja nie kończy się na Swobodzie i Prawym Sektorze, jak to próbują Polakom wmówić pewne środowiska. Wobec powyższego faktu, można stwierdzić, że istnienie kultu banderowców na Ukrainie służy Rosjanom doskonale.
Paradoksalnie – postawę aby „widzenie UPA w innym świetle” tolerować, co dotychczas dotyczyło przeważnie środowiska Gazety Wyborczej przyjęła pewna grupa ludzi ze środowisk prawicowo-patriotycznych i to właśnie tych najbardziej obawiających się Rosji.
Podział samych środowisk patriotycznych, wysoce niekorzystny dla Polski dokonuje się więc na naszych oczach. Polacy, zamiast trzymać wspólny mianownik, opowiadają się jako zwolennicy widzenia zagrożenia z tej, czy drugiej strony, albo neobanderyzmu, albo rosyjskiego imperializmu.
W obu wypadkach w historii jednoznacznie wrogich dla Polski. Widząc w jednym mniejsze zło, i obstrzeliwując z całych sił zwolenników drugiej opcji potrafią odsądzać własnych rodaków od czci i wiary. Rozerwały się nawet środowiska kresowe.
Ukształtowały się grupy, gdzie dominują uczucia antyrosyjskie (w różnym natężeniu, także z klapkami na oczach włącznie). U pewnej ich części obawa wobec Rosji nie przekuwa się na postawę czasowo akceptującą ruch neobanderowski. Jest także warstwa tak zaślepiona antybanderyzmem, że zagrożenie ze strony Rosji przestała w ogóle dostrzegać. Żyje w analogicznej bajce, jak niektórzy z pierwszych wymienionych grup, tylko w odwrotną stronę.
Istnieje kolejna grupa, która cesje terytorialne dokonywane przez Rosję uznają za konieczną, dla Ukraińców, a zwłaszcza ukraińskich nacjonalistów – lekcję „kto jest ich prawdziwym wrogiem”.
Jakkolwiek by to nie zabrzmiało nie należy przyjmować tego z zaskoczeniem. Taki pogląd części środowisk kresowych, a konkretnie niemałej części szeroko pojętych „wołyńskich” nie powinien dziwić. One każdą obecność – budzących ich obrzydzenie środowisk neobanderowskich i postupowskich wyczują natychmiast.
Tak jak Polacy przyjęli obojętnie, bądź z mieszanymi uczuciami zabór Krymu, tak w sposób naturalny może to zostać przyjęte przez nich jako osłabienie „banderowszczyzny” (Tego ostatniego sformułowania „banderowszczyzna” paradoksalnie używał nawet Giedroyć, niepokojący się … o jej wzmocnienie – jakkolwiek kuriozalnie dla wielu by to nie zabrzmiało).
Nie powinno to zaskoczyć, bowiem taką postawę wypracowały sobie żmudnie – nacjonalistyczne środowiska ukraińskie i pewne środowiska lewicowo-liberalne w Polsce. W historii niebezpieczeństwo sowieckie było ogromne przez swój zasięg terytorialny i siłę armii. Banderowskie zaś cechowała wyjątkowa zabójczość i skuteczność, powstrzymywania jedynie szczupłością sił o jedno, czy nawet dwa zera mniej.
Dziś perspektywa zagrożenia rozkłada się podobnie. Przy czym siła realnego zagrożenia neobanderowskiego (ignorując pompujące niektóre sprawy rosyjskie wątki propagandowe) buduje się na dwóch czynnikach: To, iż po pierwsze jest ono nieznane, a po drugie wręcz negowane przez propagandę kontrującą rosyjską. Oba te zagrożenia mają zwyczaj krycia się w cieniu za tym drugim.
Warto od razu zwrócić się w kierunku Polaków, którzy „solidaryzują się z Ukrainą”. Otóż zwróćmy uwagę na cechę charakterystyczną. W sporej części poparcie i dołączenie się części środowisk patriotycznych do Ukraińców oraz odczuwanie ich strat terytorialnych ma przede wszystkim genezę antyrosyjską. Wbrew pozorom nie jest ona w większości proukraińską (a już na pewno nie probanderowską), pomimo szumnych deklaracji (Tak jak głosujemy nie za kimś lecz przeciw komuś.).
Taka bowiem nie zdążyła się ukształtować i to nie z winy Polaków, o których mówimy. Antypolskie incydenty na południowym-wschodzie, a szczególnie we Lwowie bynajmniej ich do tego nie dopingowały. Co by było gdyby nie wydarzenia smoleńskie? Jakby to wyglądało, gdyby nie haniebne zachowanie Rosjan i służalcze zachowanie niektórych Polaków względem śledztwa smoleńskiego?
Obecnie dominował by dyskurs wciąż, wbrew „lalusiowatym” twierdzeniom – otwartej – sprawy 130 tysięcy wymordowanych przez UPA Polaków. Taką postawą wykazał się śp. Janusz Kurtyka, który przyjmując ukraińskie odznaczenie (zaznaczam, iż nie od ukraińskiej agentury) powiedział odznaczającym w twarz coś, co musieli zapamiętać na zawsze.
Rzekł im, iż jest bardzo zaszczycony, ale niech nie myślą, że w jakikolwiek sposób wpłynie to na jego poglądy i postępowanie wobec banderowskiego holocaustu dokonanego na Polakach. Ponoć w pięty im poszło. Straciliśmy więc męża stanu i to jak wiadomo nie jednego. W ten sposób środowiska relatywizujące zbrodnie UPA mogły sobie przyhołubić kogoś więcej niż np. Gazetę Wyborczą i pokrewne jej grupy.
I oto w jednym szeregu stanęli przeciwni sobie ludzie, w dodatku naprzeciw – w większości wypadków – swoim, lub najmniej ludziom o podobnych poglądach. Zaś niezastąpione miejsca Polaków, którzy nacjonalizm ukraiński doskonale znali (Tu także Andrzej Przewoźnik) może swobodnie uzurpować propaganda rosyjska. Stracili wszyscy Polacy, niezależnie od poglądów. Zyskali wszyscy wrogowie. Nie tylko Rosjanie i neobanderia.
Grupa części środowisk prawicowo-patriotycznych, póki co, nadal się od środowisk lewicowo-liberalnych różni, mimo tak egzotycznego sojuszu. W jej myśleniu bowiem w dość szczery sposób niejednokrotnie jawi się wątek stworzenia czegoś na wzór starej silnej Rzeczpospolitej, która skutecznie ścierała się z Rosją.
Proirytetem więc, mimo pewnych zupełnie ślepych tendencji, była potężna Polska i takież same stowarzyszone z nią kraje, na które składało się terytorium I RP. Są to cele rzecz jasna szczytne, mimo kiepskich oczywiście kalkulacji oraz klapek na oczach.
Różnice jednak między nimi mogą topnieć, jeśli będą się oni imać nieuczciwych chwytów medialnych. Będą one wtedy wyłącznie formalne. Zamiary bowiem „starej” grupy przymykającej oko na nacjonalizm ukraiński były wyjątkowo „niejasne”. Krótko mówiąc, jak widać po różnych artykułach w prasie i podejściu do innych spraw dla kraju kluczowych, celem ich nie było i nie jest to dobro naszego kraju.
Mogą oni co najwyżej, jak i neobanderowcy kusić grupy myślące uczciwiej, nie tyle wizją silnego, mającego wpływy państwa polskiego, co raczej straszyć mocarstwami (i postępowym gonieniem Europy). Rzecz jednak ważna sami nie zrobią nic, by im się przeciwstawić, a nawet będą wspierać medialnie, z tchórzostwa agresywną politykę tych samych państw sąsiednich, którymi akurat straszą (w zależności od wahań politycznych).
Rzekłbym obecnie, że grupy spychające zbrodnie UPA „na plan dalszy” dzielą się, dziś wyjątkowo wyraźnie na grupę „patriotyczną” i „kosmopolityczną”.
Podział ten, tyleż umowny i uproszczony, bowiem słowa te nie do końca przystają, był właściwie aktualny jeszcze przed wybuchem majdanowych zmian. Jednak zaślepieni na antypolskość ruchu banderowskiego patrioci stanowili w tym zbiorze grupę naprawdę niewielką. Powód? Po prostu, uczciwość i moralność.
Dopiero potraktowani strachem przed Rosją, usprawiedliwionym zresztą, dali się w pewnej liczbie złapać w sidła kosmopolitycznych przyjaciół ukraińskiego nacjonalizmu. Co znamienne, by się usprawiedliwić ludzie ci zaczynają używać pseudoargumentów „kosmopolitów”, względem samej zbrodni, by usprawiedliwić swoje działanie, a w efekcie nacjonalistów ukraińskich.
I tutaj to już prosta ścieżka na „ciemną stronę mocy”. Powiedzmy bowiem, że argumenty łączące się z politycznymi nadziejami, związanymi z niepozwalaniem, by Rosja objęła Ukrainę swymi ramionami, u części ludzi mogą oznaczać realną troskę o Polskę.
Sam jeszcze taki argument, choć używają go w tym samym stopniu również ludzie nieszczerzy, z którymi nie chcielibyśmy mieć wiele wspólnego, nie uprawnia nas do zarzutu neobanderowskiego lobbingu. Przeciwnie. W niektórych jednak wypadkach może być oczywiście krokiem do takich podejrzeń.
Należy tutaj przypomnieć, że posługiwała się nim większość koalicji rządzącej, usuwając słowo „ludobójstwo” z treści uchwały w okrągłą rocznicę banderowskiej zbrodni. Oczywiście zaznaczam, że tzw. „pożytek” z tolerowania jednego zła, w obawie przed drugim prowadzi w prostej mierze do zguby. Chodzi jednak o wyraźne rozróżnienie obu grup.
Kiedyś mimo wszystko jedna z nich była otwarta na rozmowę. Tym samym niejednokrotnie, albo dawała się przekonywać, albo można było przynajmniej znaleźć z nimi wspólny mianownik. Dziś zaobserwować można wkradający się fanatyzm, który dostosowuje rzeczywistość do poglądów, a nie odwrotnie. Ta cecha do tej pory dominowała wśród ludzi, związanych właśnie z grupą „kosmopolityczną”.
Osobiście rozumiem, że banderowskie ludobójstwo jest swego rodzaju traumą, tematem jak rozżarzony węgiel, pozornie psujący wizję Rzeczpospolitej Trojga Narodów, która nie stała się faktem, przez błędy naszych przodków. To jednak nie jest coś, co tę wizję uniemożliwia, a tylko sprawia, że droga ku temu będzie trudna, a nie łatwa.
Na ile ewenementem w tej części świata są relacje Polski z Litwą i Ukrainą, wypierające pamięć o traumatycznych wydarzeniach? Trudno to powiedzieć, lecz z pewnością można założyć, że zdrowy naród o swoje ofiary dba w pierwszej kolejności. Ulec to może usprawiedliwionej zmianie jedynie wtedy, gdy jego członkowie mają na swoich rękach krew dużej liczby niewinnych ludzi, związanych z innym państwem.
Tendencja do upominania się o swoich w pierwszej kolejności jest naturalnym odruchem. Powinna być jedynie opcjonalnie ograniczona rzetelnym oglądem konkretnej, nieprzekłamanej przeszłej rzeczywistości, wokół różnych tragicznych kart historii.
Nie od dziś wiadomo, że spora część ludzi mająca ambicje kształtować polską opinię publiczną, skupiająca się właśnie wokół „kosmopolitów” bardziej przejmowała się wrażliwością bliskich z otoczenia katów, niż ofiar własnego narodu.
Ci drudzy, którzy na skutek rosyjskich i neobanderowskich działań przeszli na pozycje bliskie grupie „kosmopolitycznej”, nawet jeśli prezentują inną postawę, starają się dostosować do doraźnych interesów politycznych. Jednym słowem nierzadko usypiają swoje sumienie w użytkowym celu.
Stwarza to pewne niebezpieczeństwo, ponieważ to nie jest raczej przymiot, który cechuje polskość. Nie są bowiem jej częścią kalkulacje zimnych drani. Wbrew pozorom nie jest to sprzeczne z walką o własny interes. O takowy, także gospodarczy potrafiliśmy walczyć tyleż uparcie, co skutecznie, choćby w II RP.
Aleksander Szycht
W Polsce robiono portale internetowe dla bezdomnych, “galerie” promujące miasta – po 20, 60 milionów szło na jedną stronkę. Doświadczenia jak cholera.
Dziwię się Korwinowi, że chciał brudzić sobie rękę o tę wstrętną banderowską mordę.