Według analizy Instytutu Badań nad Wojną (ISW) Władimir Putin próbuje wymusić na Stanach Zjednoczonych ograniczenie wsparcia militarnego dla Ukrainy, grożąc pogorszeniem relacji dwustronnych. Kreml łączy rozmowy o poprawie stosunków z Waszyngtonem z warunkiem wstrzymania dostaw pocisków manewrujących Tomahawk.
Instytut Badań nad Wojną (ISW) poinformował w niedzielę, że prezydent Rosji Władimir Putin kontynuuje działania mające na celu zniechęcenie Stanów Zjednoczonych do przekazania Ukrainie pocisków manewrujących Tomahawk. Jak podkreśla ośrodek, Kreml próbuje połączyć ewentualne polepszenie relacji z Waszyngtonem z oczekiwaniem ustępstw w kwestii wsparcia militarnego dla Kijowa.
W opublikowanym 5 października wywiadzie Putin stwierdził, że dostawy Tomahawków „doprowadzą do zniszczenia pojawiającego się pozytywnego trendu” w relacjach rosyjsko-amerykańskich. ISW ocenia, że rosyjski przywódca stosuje znaną taktykę „kija i marchewki” – oferując niejasne korzyści dyplomatyczne w zamian za ograniczenie pomocy wojskowej dla Ukrainy.
Zobacz też: USA rozważają przekazanie Ukrainie rakiet Tomahawk. Vance: „Rosjanie muszą się obudzić”
Według raportu instytutu, Moskwa próbuje ponownie wykorzystać temat rozmów o kontroli zbrojeń, aby zbliżyć się do administracji Donalda Trumpa i w ten sposób wymusić rozwiązania korzystne dla siebie w kontekście wojny na Ukrainie. Putin już wcześniej próbował wpływać na decyzje USA, grożąc eskalacją, jeśli amerykańskie uzbrojenie – takie jak czołgi Abrams, samoloty F-16 czy pociski ATACMS – zostanie przekazane Kijowowi.
2 października Putin ostrzegł, że przekazanie Ukrainie Tomahawków „oznaczałoby nowy etap eskalacji”, a ich użycie wymagałoby „bezpośredniego udziału personelu amerykańskiego”. Jak zauważa ISW, Kreml próbuje w ten sposób wzbudzić obawy wśród decydentów w Waszyngtonie, sugerując ryzyko bezpośredniego starcia z Rosją.
Z analizy instytutu wynika, że głównym celem Moskwy jest zachowanie bezpiecznego zaplecza operacyjnego, w tym baz lotniczych i zakładów produkcyjnych, które do tej pory pozostają poza zasięgiem ukraińskich ataków. Drony, którymi dysponuje Kijów, mają ograniczony zasięg i ładunek, natomiast pociski Tomahawk o zasięgu 1600–2500 kilometrów mogłyby zagrozić takim obiektom jak fabryka dronów w Jelabudze czy baza lotnicza Engels-2 w obwodzie saratowskim.
ISW podkreśla, że możliwość uderzeń dalekiego zasięgu mogłaby poważnie osłabić rosyjskie zaplecze wojenne i wpłynąć na przebieg działań na froncie. Zdaniem analityków, obawy Kremla przed utratą przewagi logistycznej tłumaczą intensywną kampanię propagandową wymierzoną w decyzję USA o ewentualnym przekazaniu Tomahawków Ukrainie.
Zobacz też: Putin ostrzega przed konsekwencjami użycia Tomahawków przez Ukrainę
Kresy.pl/ISW































