Według relacji świadków, młoda muzułmanka, która wysadziła się w powietrze w Saint-Denis pod Paryżem głośno wołała o pomoc policjantów – najpewniej chcąc, by zbliżyli się i zginęli wraz z nią.
Jak relacjonuje jeden ze świadków, 26-letnia Hasna Ait Boulahcen tuż przed eksplozją krzyczała do zbliżających się do niej policjantów z okna mieszkania, głośno wzywając pomocy. Prawdopodobnie chciała, by jak najbardziej zbliżyli się do niej i stali się ofiarami wybuchu.
Policjanci nakazali jej przedstawić się i pokazać twarz. Choć kobieta podniosła ręce, to nie pokazała twarzy. W pewnym momencie opuściła je i przestała reagować na wezwania policjantów. Funkcjonariusze zagrozili otwarciem ognia. Gdy zaczęli strzelać, po chwili ciszy kobieta głośno krzyknęła „Allahu Akbar” a po tym ogromna eksplozja.
Według relacji jednego ze świadków, przez okna mieszkania wylatywały m.in. fragmenty ludzkich szczątków.
Rodzina kobiety twierdzi, że nie była ona radykalną islamistką – rzekomo nigdy nie przeczytała Koranu, nie stroniła od imprez i alkoholu, a hidżab zaczęła nosić zaledwie miesiąc wcześniej. Była kuzynką Abdelhamida Abaaouda – terrorysty, który zorganizował krwawe zamachy w Paryżu i zginął podczas akcji policji.
Rmf24.pl / Kresy.pl






























