Rząd w Kopenhadze ogłosił decyzję o pozyskaniu precyzyjnych systemów uderzeniowych dalekiego zasięgu. Jak podkreślono, ma to zwiększyć zarówno zdolności obronne Danii, jak i całego NATO wobec zagrożeń ze strony Rosji.
Rząd Danii poinformował o decyzji dotyczącej wprowadzenia do sił zbrojnych uzbrojenia dalekiego zasięgu. Ma ono wzmocnić narodową politykę odstraszania oraz zwiększyć wspólne bezpieczeństwo Sojuszu Północnoatlantyckiego. Decyzja została podjęta na podstawie rekomendacji szefa duńskich sił zbrojnych, generała Michaela Hyldgaarda.
Minister obrony Troels Lund Poulsen przekazał w oświadczeniu, że obecnie armia duńska ma zająć się analizą możliwych opcji zakupu oraz sposobów integracji nowego uzbrojenia w istniejących strukturach. Wcześniej, na początku września, Kopenhaga zapowiedziała inwestycję w osiem średnio- i dalekozasięgowych systemów obrony powietrznej o łącznej wartości około 58 miliardów koron, czyli 9,2 miliarda dolarów.
Decyzja Danii wpisuje się w rosnące w Europie przekonanie, że sama obrona punktowa nie jest w stanie zabezpieczyć miast przed masowymi atakami rakietowymi i dronowymi, jakie Rosja regularnie stosuje na Ukrainie. Wnioski z tych doświadczeń wskazują, że kluczowe staje się neutralizowanie wyrzutni przeciwnika jeszcze przed odpaleniem pocisków.
Zobacz też: Dania organizuje największe ćwiczenia wojskowe na Grenlandii – bez USA
Zobacz też: Dania rozszerza współpracę obronną z Ukrainą. Rasmussen: „Bezpieczna przystań” dla produkcji zbrojeniowej
„Razem z naziemną obroną powietrzną Dania wzmacnia swoje zdolności nie tylko do odpierania zagrożeń z powietrza, ale również do aktywnego zwalczania zagrożeń daleko od granic Danii” – podkreślił Lund Poulsen. Ministerstwo Obrony dodało, że ukraińskie doświadczenia pokazują znaczenie wielowarstwowej obrony, która pozwala zarówno neutralizować pociski w powietrzu, jak i atakować wyrzutnie na terytorium wroga.
Minister spraw zagranicznych Lars Løkke Rasmussen zaznaczył z kolei, że zakup broni dalekiego zasięgu jest odpowiedzią na oczekiwania NATO. „To inwestycja w odstraszanie, abyśmy uniknęli sytuacji, w której te systemy musiałyby zostać faktycznie użyte” – wyjaśnił. Jak dodał, zdolności te wpisują się w unijną i sojuszniczą strategię, której celem jest pełna samowystarczalność obronna Europy najpóźniej do 2030 roku.
Duńska Agencja ds. Zakupów i Logistyki Obrony będzie teraz badać rynek w celu wyłonienia najlepszego rozwiązania. Rozważane są różne opcje, w tym pociski manewrujące Tomahawk, które mogłyby zostać rozmieszczone na fregatach klasy Iver Huitfeldt. Alternatywą są pociski JASSM-ER, kompatybilne z myśliwcami F-35. Europejski koncern MBDA oferuje natomiast lądową wersję swojego pocisku manewrującego oraz nowy projekt o nazwie Crossbow, o deklarowanym zasięgu ponad 800 kilometrów i planowanej gotowości produkcyjnej w 2026 roku.
Kresy.pl/Defense News






























