„Zdaniem części publicystów, Chiny strzeliły sobie w stopę swoją polityką w regonie, ponieważ na dobrą sprawę Pekin zantagonizował do siebie większość państw Azji Południowo-Wschodniej” – mówi w rozmowie z Kresami.pl ekspert CSPA, Paweł Behrendt. Tłumaczy również, dlaczego Pekin otwarcie wezwał przedstawicieli UE do zachowania neutralności w sporze, jak decyzja Trybunału została odebrana przez kraje Azji-Pacyfiku oraz jakich dalszych działań można spodziewać się ze strony Chin.

We wtorek Trybunał Arbitrażowy w Hadze rozpatrzył wniosek złożony przez Filipiny na niekorzyść Chin, które taktują większość Morza Południowochińskiego jako swoją własną strefę ekonomiczną. Uznano chińskie roszczenia za bezzasadne i w zasadzie przyznano racje stronie filipińskiej. Zarówno chiński prezydent Xi Jinping, jak i premier Li Keqiang zapowiedzieli, że nie zaakceptują żadnych propozycji czy akcji w oparciu o wtorkową decyzję Trybunału Arbitrażowego w Hadze ws. Morza Południowochińskiego.

PRZECZYTAJ: Pekin odrzuca arbitraż Hagi i wzywa UE do zachowania neutralności w sporze

Zdaniem Pawła Behrendta, eksperta Centrum Studiów Polska-Azja, w tym przypadku trudno mówić o wyroku, gdyż Chiny od początku odmawiały jego uznania. „Bardziej można to potraktować jako opinię prawną Trybunału, przy czym jej zakres przekroczył oczekiwania”– powiedział w rozmowie z Kresami.pl. Przypomniał, że jeszcze 3-4 lata temu Filipiny proponowały innym krajom regionu złożenie zbiorowego pozwu przeciwko Chinom. „One jednak na to nie przystały, więc sprawa założona przez Manilę dotyczyła tylko sporu filipińsko-chińskiego. Jednak w swoim oświadczeniu Trybunał jasno stwierdził, że całość chińskich roszczeń na Morzu Południowochińskim nie ma podstaw prawnych”– powiedział. Behrendt zwraca uwagę na to, że orzeczenie Trybunału jest w zasadzie nie do wyegzekwowania. „Ale w tej chwili państwa przeciwne Chinom mają przynajmniej podkładkę prawną dla swoich działań”– zaznacza.

Strzał w stopę

Na łamach chińskiego dziennika China Daily stwierdzono, że orzeczenie haskiego trybunału to tylko „kawałek papieru”, który pokazuje jedynie jego degenerację i stawanie się instrumentem walki politycznej. Gazeta zapowiada, że jego decyzja doprowadzi do wzrostu napięcia, a USA wykorzystają okazję do oczerniania Pekinu. Zdaniem Behrendta, nie tylko Stany Zjednoczone mogą wykorzystywać taką „podkładkę prawną”:

„Od kilku miesięcy Moskwa bardzo intensywnie zabiega o pozytywne relacje z państwami należącymi do ASEAN, które są skonfliktowane z Chinami lub opowiadają się przeciwko nim. Pojawiały się nawet komentarze, że każda porażka Chin jest tu sukcesem Rosji”.

Ekspert przypomniał, że Rosja sama budowała swój wizerunek jako państwa mogącego doprowadzić do polubownego rozwiązania tej sprawy. Inaczej sprawa przedstawia się w przypadku Japonii. „Jeszcze we wtorek rząd japoński ogłosił, że w pełni uznaje wyrok Trybunału i będzie to stanowiło oparcie dla dalszych działań”– powiedział.

„Zdaniem części publicystów, Chiny strzeliły sobie w stopę swoją polityką w regonie, ponieważ na dobrą sprawę Pekin zantagonizował do siebie większość państw Azji Południowo-Wschodniej – z wyjątkiem Laosu i Kambodży, które są traktowane w regionie jako wasale Chin. Ale kraje takie jak np. Indonezja były w tej kwestii otwarcie neutralne. Ale w ostatnich miesiącach działania podejmowane przez Chiny doprowadziły do tego, że Indonezja jasno opowiedziała się po stronie przeciwników Chin”– uważa Behrendt.

Neutralność UE

Prezydent Chin Xi Jinping stwierdził, że wyspy leżące na Morzu Południowochińskim stanowiły część chińskiego terytorium od czasów starożytnych, zaś na suwerenność terytorialną Chin i interesy morskie na tym akwenie w żadnym wypadku nie będzie mieć wpływu wynik orzeczenia. Słowa te padły podczas spotkania z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem i szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, którzy goszczą w Pekinie z okazji szczytu Chiny-UE. Z kolei premier Li Keqiang podczas spotkania z Tuskiem i Junckerem wezwał UE do zachowania neutralnej postawy w tej kwestii.

Behrendt zaznacza, że nie było to żadne generalne wezwanie, ale reakcja na wcześniejsze działania UE. „Unia w ostatnich miesiącach zaczynała dryfować w stronę obozu antychińskiego”– podkreśla ekspert przypominając, że Europa wzywała do polubownego załatwienia sprawy, zapewnienia swobody żeglugi na Morzu Południowochińskim, niepodejmowanie kontrowersyjnych działań. Francja zapowiedziała wręcz podjęcie zdecydowanych działań:

„Na początku czerwca, na corocznym dialogu Szangri La w Singapurze, francuski minister obrony Le Drian oświadczył, że Francja jest gotowa przeprowadzać patrole na wodach Morza Południowochińskiego i bardzo chętnie robiłaby to pod banderą Unii Europejskiej, ale jeżeli inne państwa nie wyrażą zainteresowania, to Paryż sam przeprowadzi takie akcje. Przy czym Francuzi podpisali już porozumienie o zacieśnieniu współpracy wojskowej z Filipinami”.

Co zrobią Chiny?

Bardzo pozytywnie do werdyktu ustosunkowała się także Australia, która także poczuła się zagrożona działaniami podejmowanymi przez Chiny. Zdaniem Behrendta, Chiny same zaczynają wprowadzać się w izolację. Zauważył, że choć różne państwa popierały stanowisko Pekinu (oficjalnie chwalono się, że ponad 60), to w istocie nie ma wśród nich żadnych liczących się krajów. „Z istotniejszych można wymienić tylko RPA”– powiedział Behrendt. „Chiny obróciły przeciwko sobie resztę mocarstw regionalnych, w tym Japonię, a poza Waszyngtonem także Francję, Wielką Brytanię, Australię czy Kanadę. Ponadto Rosja w swoich przyjaznych relacjach z Pekinem jest dość dwuznaczna i bardzo wykorzystuje sytuację na swoją korzyść”.

Co w takim razie zrobi Pekin? „Najprawdopodobniej Chiny przyspieszą i zintensyfikują swoje dotychczasowe działania”– mówi Behrendt. Podkreśla, że duże obawy wzbudza ustanowienie tzw. strefy identyfikacji obrony powietrznej na Morzu Południowochińskim. „Pół roku temu oceniano, że Chiny będą gotowe do tego kroku gdzieś na przełomie 2016/17 roku, najdalej w połowie przyszłego roku. Teraz może to nastąpić szybciej”– zaznaczył.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: W rozmowach z Chinami liczą się konkrety

KRESY.PL / mt

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. zan
    zan :

    W tekście pada info, że Laos i Kambodża to wasale Chin (na jakiej podstawie?) a Japonia urasta do rangi niezależnego mocarstwa…podejmującego suwerenne decyzje :))), choć tak naprawdę jest kontrolowana przez USA. Zapewne Chińczycy sobie nagrabili, ale ignorowanie wpływów amerykańskich w regionie to mocna manipulacja. USA pociąga tam za kilka sznurków rozgrywając międzysąsiedzkie animozje. UE to wasal USA, a USA konkuruje z Chinami. Traktowanie zachodnich trybunałów jako „prawa” jest śmieszne. Wiadomo, że taki trybunał nigdy nie fiknie do USA, a pogrąży jego wrogów. To de facto sędzia we własnej sprawie.