Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
3 czerwca 1524 roku Mikołaj Kopernik, przebywający we Fromborku, napisał list do krakowskiego kanonika, kartografa i historyka Bernarda Wapowskiego. Dokument znany dziś jako „List przeciwko Wernerowi” uchodzi za drugą znaną pracę astronomiczną Kopernika, po wcześniejszym „Commentariolusie”, i powstał niemal dwie dekady przed drukiem „De revolutionibus orbium coelestium”.
Choć list miał formę prywatnej korespondencji, szybko zyskał znaczenie naukowe. Oryginał nie zachował się, ale jego treść przetrwała w późniejszych odpisach. Dokument był znany uczonym kolejnych pokoleń, a drukiem ukazał się dopiero w 1854 roku w Warszawie, w edycji przygotowanej przez Jana Baranowskiego.
Wydawnictwo Replika opublikowało nowe wydanie wspomnień Edwarda Bucy, żołnierza Armii Krajowej, więźnia sowieckich łagrów i jednego z przywódców buntu w Workucie.
Edward Buca nie jest postacią szerzej znaną, a szkoda, ponieważ był człowiekiem wyjątkowym. Być może dzięki książce wydanej nakładem Wydawnictwa Replika polski odbiorca lepiej pozna tę niezwykłą postać z Kresów.
Urodził się 24 marca 1926 roku we wsi Nadyby, położonej w rejonie samborskim, i zamieszkanej głównie przez Polaków (obecnie Ukraina). Jego ojciec pracował jako technik budowlany w PKP. Edward był najmłodszym dzieckiem w rodzinie — miał trzech braci i dwie siostry. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył sześć klas szkoły powszechnej.
1 czerwca 1496 roku weszły w życie statuty piotrkowskie Jana Olbrachta, określane także jako wielki przywilej piotrkowski. Była to jedna z ważnych dat w procesie kształtowania się nowożytnego ustroju politycznego Królestwa Polskiego i wzrostu znaczenia stanu szlacheckiego.
– „Sprawą najważniejszą dla króla było to, by zgodzono się za darmowe pospolite ruszenie poza granice Korony. Bowiem od czasu przywileju koszyckiego z 17 września 1374 szlachta była wynagradzana za każdą wyprawę wojenną poza granice królestwa” – mówił w Polskim Radiu prof. Wojciech Fałkowski.
2 czerwca 1979 roku Jan Paweł II rozpoczął swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski. Była to wędrówka, która na zawsze odmieniła oblicze kraju.
Papież-Polak odwiedził wówczas Warszawę, Gniezno, Częstochowę, Kalwarię Zebrzydowską, Oświęcim, Wadowice, Nowy Targ i Kraków. Jego wizyta, trwająca dziewięć dni, była wydarzeniem religijnym oraz impulsem politycznym.
Atmosfera w kraju w tamtym czasie była napięta. Po wydarzeniach z czerwca 1976 roku społeczeństwo zaczęło coraz głośniej wyrażać sprzeciw wobec reżimu. Kościół katolicki stawał się przestrzenią wolności i duchowego wsparcia dla milionów wiernych. Wybór Karola Wojtyły na papieża w 1978 roku wstrząsnął władzami PRL, które nie mogły zignorować jego pragnienia odwiedzenia ojczyzny.
2 czerwca 1943 roku — według innych relacji 5 czerwca — wieś Hurby w powiecie zdołbunowskim na Wołyniu stała się miejscem zbrodni dokonanej na polskiej ludności cywilnej. Według dostępnych opracowań napadu dokonały oddziały UPA wspierane przez lokalne formacje SKW (Samoobronne Kuszczowe Widdiły) oraz Ukraińców z okolicznych wsi.
Był to element ludobójstwa, którego celem było usunięcie Polaków z terenów wschodnich II Rzeczypospolitej.
Wieś Hurby, całkowicie polska, nie posiadała zorganizowanej samoobrony. Wieczorem 2 czerwca 1943 roku została otoczona przez około tysiąc napastników.
1 czerwca 1434 roku w Gródku pod Lwowem zmarł Władysław II Jagiełło, król Polski i najwyższy książę litewski. Był jednym z najdłużej panujących monarchów w dziejach Polski i pierwszym królem z dynastii Jagiellonów.
Do Gródka Jagiełło dotarł już ciężko chory. Według przekazu Jana Długosza przyczyną choroby miało być przeziębienie, którego sędziwy monarcha nabawił się podczas pobytu na Rusi Czerwonej.
Król, mimo chłodu, miał udać się nocą do lasu, aby słuchać śpiewu słowików. Po spędzeniu tam większej części nocy zachorował. Współcześnie najczęściej wskazuje się, że mogło chodzić o zapalenie płuc.
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem ten reportaż, bo i temat i ludzie, o których on opowiada nie są mi obcy. Jednak mnogość błędów historycznych i zwyczajnych mitów stawia pod znakiem zapytania jego wiarygodność. To przygnębiające, że mołdawscy Polacy nie znają własnych dziejów, historii własnego narodu i kraju, w którym przyszło im żyć. Ale zrozumiałe — niegdyś władze radzieckie zadbały, tak jak teraz władze Republiki Mołdawii skutecznie dbają o to, by prawda historyczna została tym ludziom wymazana z pamięci. Tak się rodzą legendy. Ale jednocześnie smutne, iż Autor reportażu, na którym spoczął obowiązek zweryfikowania tych opowieści, nie zadał sobie trudu, by sprawdzić fakty historyczne. W powszechnie dostępnym podręczniku do historii, czy też atlasie historycznym dla uczniów szkół podstawowych.
W rzeczy samej zaciera już się pamięć polsko-rumuńskiego sąsiedztwa, chociaż trwało ono długo — 430 lat: od opanowania przez Kazimierza Wielkiego ruskich ziem Podola i Pokucia i wydarcia Węgrom Rusi Halickiej przez królową Jadwigę Andegaweńską do drugiego rozbioru Polski (1793), a potem — po odrodzeniu się niepodległej Rzeczypospolitej — przez 20 lat między obiema wojnami światowymi. Długa też była wspólna granica — do 1773 roku biegnąca ponad 500 kilometrów wzdłuż środkowego Dniestru, dalej przez Prut i w pobliżu Seretu.
Polskość w Rumunii najczęściej kojarzona jest Mołdawią i jeszcze bardziej na północ wysuniętą Bukowiną, gdzie w górach jest jeszcze kilka wsi zamieszkałych w większości, a nawet w całości przez Polaków. Region ten od zarania był krainą pogranicza, spotykającą cywilizację łacińską z bizantyjską. Znajdował się pod panowaniem rozmaitych władców, poczynając od Tatarów poprzez Rzeczpospolitą, Mołdawię, Turcję, Austro-Węgry, Królestwo Rumunii, Związek Radziecki, aż po dzisiejszą Ukrainę i Rumunię. Polacy żyli tu z dawien dawna, byli tu już w czasach Kazimierza Wielkiego. Trwała też ożywiona wymiana handlowa prowadzona przez kupców obu narodów wzdłuż międzynarodowego szlaku handlowego, zwanego „drogą mołdawską”, łączącego Gdańsk z portami Morza Czarnego — Kilią i Białogrodem. W mołdawskich miastach funkcjonowały polskie placówki kupieckie. Miejscowi hospodarowie posługiwali się chętnie najemnymi żołnierzami — Polakami. Niektórzy z nich, zwłaszcza w Mołdawii, dochodzili z czasem do wysokich stanowisk, pracując na dworach hospodarów i bojarów jako dyplomaci oraz sekretarze prowadzący korespondencję łacińską i polską.
Pierwszą w naszych narodowych dziejach większą emigracją polityczną było schronienie się w Mołdawii (1709–1712) stronników pokonanego w Wielkiej Wojnie Północnej króla Stanisława Leszczyńskiego, proszwedzkiego konkurenta Augusta II Mocnego. Do Mołdawii przedostało się wówczas, za zgodą Turcji, około 3000 polskich żołnierzy, pod dowództwem Józefa Potockiego, Jana Sapiehy i Michała Wiśniowieckiego. Uchodźców rozmieszczono głównie w twierdzy Bender i okolicach. Druga fala polskiej emigracji politycznej (1768), 3000–4000 żołnierzy, konfederatów barskich, pokonanych w kraju przez interwencyjne wojska rosyjskie znalazła schronienie także w Mołdawii. Ćwierć wieku później (1795–1797) pojawiła się kolejna fala polskiego uchodźstwa. Po klęsce insurekcji kościuszkowskiej, w latach — za zgodą władz tureckich i z poparciem hospodara mołdawskiego Michała Sutu — do Mołdawii przybyło 1840 byłych żołnierzy i 50 oficerów powstańczych, kierując się patriotycznym hasłem kto kocha ojczyznę, niech idzie na Wołoszczyznę. Przewodzili im Ksawery Dąbrowski i pułkownik Joachim Denisko. Sformowani w kilka oddziałów zamierzali oni przy politycznym poparciu Francji przebić się do kraju, by tam ponownie wznowić walkę o niepodległość. Rozbici przez wojska austriackie pod Dobronowcami, wycofali się ponownie do Mołdawii, skąd przez Stambuł odjechali do Francji i Włoch. Tam stali się zalążkiem Legionów generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Jednakże część kościuszkowskich uchodźców pozostała i osiedliła się w Mołdawii, dając początek miejscowej Polonii. Zatem między bajki należy włożyć twierdzenie, jakoby to rosyjski car „zsyłał” uczestników insurekcji kościuszkowskiej do Mołdawii; było wręcz odwrotnie — to przodkowie dzisiejszej mołdawskiej Polonii szukali tam schronienia przed carem.
W tym samym czasie (przełom XVIII–XIX) do Mołdawii napływać zaczęła w poszukiwaniu chleba emigracja zarobkowa. W ramach szeroko zakrojonej akcji kolonializacyjnej pojawili się w Mołdawii bezrolni chłopi z Galicji, przeludnionych podtarnowskich i podrzeszowskich wsi, kuszeni przez austriackie władze zwolnieniami podatkowymi i ze służby wojskowej. Szybko narastające przeludnienie w nowo założonych osadach powodowało, iż kolonizacja ta stopniowo przesuwała się w kierunku południowym, w stronę dzisiejszej Gagauzji.
Po upadku powstania listopadowego na ziemiach rumuńskich znaleźli się żołnierze korpusu generała Józefa Dwernickiego. Po trzech latach władze austriackie wydaliły ich na Zachód, nie mniej jednak około 500 z nich przedostało się do północnej Mołdawii i znalazło tam swoje miejsce. Bojarzy mołdawscy zatrudniali polskich uchodźców w swoich majątkach; spotykali się z ogromną sympatią Rumunów oraz — co istotne — władz tureckich, odnoszących się wrogo do Austrii.
Do czerwca 1940 roku Besarabia (dzisiejsza Mołdawia) była częścią Wielkiej Rumunii. W Kiszyniowie funkcjonował Konsulat Generalny RP (nota bene dzisiaj w tym interesującym budynku znajduje się ambasada USA). W 1932 roku, podczas swej wizyty w Rumunii, marszałek Józef Piłsudski odwiedził Kiszyniów, entuzjastycznie witany przez tamtejszą Polonię (wystarczy poszperać w polskich lub rumuńskich gazetach z tamtego okresu). Zatem także między bajki należy włożyć tezę, jakoby ZSRR w latach trzydziestych prześladował Polaków w Mołdawii.
Rok później, w czerwcu 1941 roku, wojska rumuńskie wkroczyły do Besarabii i ta ponownie znalazła się w granicach Rumunii. Dopiero w sierpniu 1947 roku Mołdawia, już jako Mołdawska Socjalistyczna Republika Radziecka, stała się de jura częścią Związku Radzieckiego. Ale to już zupełnie inna historia.
dr Janusz SOLAK – Akademia Obrony Narodowej w Warszawie.
PS. Zainteresowanych tematem Gagauzji i Mołdawii odsyłam do książki — Mołdawia: Republika na trzy pęknięta — mojego autorstwa.
Panie doktorze, dziękujemy za ten komentarz.