Wiatrowycz o polsko-ukraińskim „pojednaniu”

Ten tekst Wołodymyra Wjatrowycza warto przeczytać, gdyż stanowi swojego rodzaju instruktaż dla tych ludzi w Polsce, którzy dotychczas wykazywali się aktywnością w obronie OUN-UPA, relatywizowaniu, minimalizowaniu a nawet zaprzeczaniu zbrodni ukraińskich nacjonalistów.

Być może dokładnie taka sama argumentacji zabrzmi z ust pewnych banderofilskich środowisk w Polsce. Mamy wybrać „przyszłość”, uznać symetrię zbrodni lub o nich zapomnieć, zbrodni ponadto nie było, była wojna, potępiać nie wolno, pomników ofiarom stawiać nie wolno, bo neobanderowcy potępią AK i BCH, bo postawią pomniki zamordowanym Ukraińcom [Wiesław Tokarczuk].

Społeczny Komitet „Pojednanie między narodami” proponuje ustanowienie wspólnego Dnia Pamięci i Pojednania narodów ukraińskiego i polskiego. Aby każdego roku pamiętać nie tylko o ofiarach z obu stron krwawej wojny, lecz także o pokoju i współpracy.

(……)

Ale dziś chcę mówić nie o Ukrainie, a przynajmniej nie tylko o niej. W sąsiadującym z nami państwie – Polsce – już od wielu lat jest konsekwentnie realizowana państwowa polityka historyczna, której celem jest przezwyciężenie totalitarnej komunistycznej przeszłości. W tym celu, podobnie jak na Litwie, utworzono specjalny organ państwowy – Instytut Pamięci Narodowej (bardzo nie podobny do swojego współczesnego ukraińskiego odpowiednika). To dzięki staraniom Instytutu wykonano wielką pracę otwarcia archiwów komunistycznych tajnych służb, poważną pracę informacyjną o tragicznej i heroicznej historii Polski w XX wieku. Jednak, podobnie jak na Ukrainie, politycy polscy nie są w stanie oprzeć się pokusie, aby uzyskać dodatkowe dywidendy na problemach przeszłości. Tak więc od czasu do czasu z ich strony zauważalne są pewne inicjatywy „uzupełnienia” działalności IPN.

Niedawno media aktywnie dyskutowały na temat zarejestrowanego w Sejmie projektu ustawy zawierającego ideę potępienia struktur ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego OUN i UPA jako zbrodniczych. Czy wystarczy polskiemu społeczeństwu sił, aby powstrzymać podobne polityczne prowokacje, na razie trudno powiedzieć. Niestety, głosy tych Polaków, którzy rozumieją, że w ten sposób nie zostanie uhonorowana pamięć ofiar konfliktu w przeszłości, lecz kładzione są podwaliny dla konfliktów w przyszłości, są wciąż bardzo mało słyszalne.

Ale w tym artykule chciałbym zwrócić uwagę na inną inicjatywę ustawodawczą, która pojawiła się nawet nieco wcześniej niż propozycja potępienia UPA, lecz znalazła się zupełnie w jej cieniu, dlatego nie została zauważona, przynajmniej przez ukraińskie media.Chodzi o projekt uchwały Senatu RP w sprawie ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian (Polaków, mieszkańców tych regionów, które po 1939 roku zostały przyłączone do ZSRR). To nie jest pierwsza inicjatywa tego typu. W czerwcu 2011 r., analogiczną propozycję zaprezentował na posiedzeniu Sejmu poseł Franciszek Jerzy Stefaniuk.

Uzasadniając swój wniosek, poseł powiedział: chodzi o upamiętnienie 200 tysięcy (liczba, której nie potwierdzają nawet najbardziej radykalni historycy) ofiar zbrodni, która miała oznaki ludobójstwa. Polityk w swoim oświadczeniu poszedł nawet jeszcze dalej i porównał ten konflikt z nazistowskimi i sowieckich zbrodniami, a powstańców ukraińskich – z współczesnymi terrorystami: „Ta trzecia zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu – obok ludobójstwa sowieckiego i niemieckiego – wciąż pozostaje nie ukarana lub potępiona. Natomiast za oceanem, na Ukrainie, a nawet w Polsce zostały postawione setki pomników, które wysławiają zbrodniarzy-terrorystów. I to dzieje się w czasie, kiedy cywilizowany świat walczy z terroryzmem.”

Tegoroczny projekt uchwały Senatu podaje skromniejsze (lecz również historycznie nie uzasadnione liczby) – 100 000 zamordowanych Polaków. Jeszcze dalszym od historii jest uzasadnienie, dlaczego 11 lipca ma stać się dniem pamięci o konflikcie. Politycy piszą, że 11 lipca 1943 oddziały UPA jednocześnie zaatakowały 99 polskich wsi. W swojej książce „Druga wojna polsko-ukraińska 1942-1947” piszę o tym, że w dokumentach z 1943 roku jest wzmianka tylko o kilkunastu (pomiędzy 11 i 19) wioskach. Natomiast w polskiej historiografii w ostatnich latach liczba ta wzrosła początkowo do 60, potem do 99, a nawet do 167 wsi. Ten stały wzrost nie opiera się na żadnych nowo znalezionych materiałach i, oczywiście, jest tylko próbą wyolbrzymienia skali tych tragicznych wydarzeń.

Ale ja nie chcę pisać tutaj o przeszłości, lecz o przyszłości. Jeśli w sąsiadującym z nami państwie każdego roku w jednym dniu będą wspominane ofiary tylko jednej strony konfliktu, to czy będzie to sprzyjać leczyeniu ran przeszłości? Myślę, że nie. Utrwalenie dominacji jednej pamięci o konflikcie poprzez marginalizację innej może prowadzić do nieporozumień w przyszłości. Taki jednostronny model pamięci może z łatwością zostać zapożyczony przez drugą stronę, która odtąd też nie zechce usłyszeć żadnej innej prawdy, oprócz własnych cierpień. W rezultacie zapewnienia z obu stron o tym, że pamięć o tragedii połączy oba narody, przekształca się w nieszczerą gadaninę.

Dlatego politycy, którzy rozumieją, że dla przyszłości Ukrainy i Polski znaczenie będą miały nie oskarżenia, lecz porozumienie, szukają innego modelu upamiętnienia poległych. Jeden z tych modeli proponuje utworzony na Ukrainie Komitet Społeczny „Pojednania między narodami.” Jego członkowie wzywają do ustanowienia wspólnego dla obu krajów Dnia Pamięci i Pojednania narodów ukraińskiego i polskiego.

Aby każdego roku pamiętać nie tylko o poległych po obu stronach krwawej wojny, lecz także o pokoju i współpracy między naszymi narodami, osiągniętymi za bardzo wysoką cenę. Mam nadzieję, że konstruktywna ukraińska propozycja znajdzie odzew w polskim społeczeństwie, i 2013 rok stanie się przełomowym w zrozumieniu tragedii minionego konfliktu pomiędzy naszymi narodami. Zrozumieniu tego, że najlepszym pomnikiem poległych w strasznych latach 1940-tych będzie owocna współpraca pomiędzy ich wnukami w XXI stuleciu.

Wołodymyr Wjatrowycz (tłum. Wiesław Tokarczuk)

=============================

Wybrane KOMENTARZE

Wasyl Rasewycz, (Ukraina)

Wołodymyrze, jeśli inicjatywa pojednania z Polakami pochodzi od Pana, to ze strony polskiej mogliby ją reprezentować, albo ojciec i córka Siemaszko, albo nawet ksiądz Isakowicz-Zaleski. Pan jest uczestnikiem współczesnej polsko-ukraińskiej wojny historycznej, dlatego wszystkie Pańskie inicjatywy pojednania mogą spowodować jedynie odwrotną do intencji reakcję. Szkoda wysiłku…

———————————————

Wjatrowycz Wołodymyr (Stany Zjednoczone, Canton)

Wasylu, po pierwsze inicjatywa nie jest wyłącznie moja, wśród innych jest Pierwszy Prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk, Świątobliwy Patriarcha Kijowski i Wszech-Rusi-Ukrainy Filaret, Świątobliwy Symeon, metropolita Winnicy i Baru UPC, Emerytowany Najwyższy Arcybiskup kardynał Lubomyr Huzar z UGKC, Iwan Wasiunik, Myrosław Marynowycz, Maria Matios, Borys Olijnyk, Ada Rogowcowa i Ihor Juchnowśkyj. Po drugie, gdyby Siemaszko (tylko Ewa, Władysław już nie żyje [!!??] ) lub Isakowicz-Zaleski kiedykolwiek wystąpili z inicjatywę pojednania, żadnych historycznych wojen by nie było.

—————————————

porada

Możesz … Ale tylko po zbadaniu i po ustaleniu faktów.Jest to ważne dla wszystkich. Należy zrozumieć OUN i UPA. Brak jest realistycznej oceny, co to byli za ludzie. Jakie to było zjawisko. Czy warto ich naśladować i kreować mit. Bo powtórki bywają straszne… Już teraz młodzi mieszkańcy Galicji po szkołach i wykładach w cerkwiach trochę szaleją. Pracy mało, a ludzie stają się tacy jak podczas pogromów we Lwowie. {Taką] przygotowujecie przyszłość.

———————————-

Galicjanin (Niemcy, Frankfurt nad Menem)

Panie Wjatrowycz, Panie Rasewycz,

Praca, jeśli jest wykonywana w dobrej wierze, nie pójdzie na marne. Nawet jeśli wynik tej inicjatywy będzie inny niż oczekiwano. Skody nie przyniesie, ale dla młodych badaczy i zainteresowanych (lub „obciążonych” historią), jak również dla starszego pokolenia mieszkańców Galicji lub dla niektórych przedstawicieli młodszego pokolenia Polaków będzie miejscem, z którego będzie można ruszyć dalej.

Na temat pojednania Ukraińców z Polakami.

Moim zdaniem warto wykorzystać w badaniach znany fakt nieefektywności pisania „narodowych historii”.

Jeśli ze strony polskiej „pojednanie” z członkami UPA i z hitlerowcami jeszcze jest jakoś zakorzeniona w tak zwanej „świadomości narodowej „, to niech tym zajmą się sami Polacy.Z ukraińskiej strony problem dotyczy w zasadzie Galicji i Wołynia. Świadomość mieszkańców Kijowie, Odessy, Charkowa nie jest obciążona żadnymi „polskimi” problemami. Nawet jeśli polski Sejm uzna UPA za organizację zbrodniczą i Polacy wysłuchają Dobkina i nie będą dawać wiz zwolennikom UPA – to tak zwany naród ukraiński pozostanie obojętny. Właśnie dlatego projekt pojednania dwóch narodów jako taki jest mało efektywny. W ideale widziałbym te badania jako regionalną próbę pojednania pamięci.

Od strony praktycznej zalecałbym rzetelniej zwrócić uwagę na pojednanie między Francuzami i Niemcami po 1945 r. i rolę Kościoła w tym pojednaniu. Albo też pojednanie Niemców i Polaków, szczególnie Ślązaków i Niemców w okresie ostatnich 20 lat. Jeszcze dziesięć lat temu przed przystąpieniem Polski do UE, oglądałem ze swoimi śląskimi przyjaciółmi mecz piłki nożnej. Jeśli grała reprezentacja Niemiec – nieważne z kim – kibicowali przeciwko Niemcom. Obecnie zachowały się jeszcze szczątkowe odruchy niechęci u niektórych osób. Ale w ogóle pojednanie następuje poprzez inkulturację młodego pokolenia, dzięki otwartym granicom, studentom, którzy jadą do sąsiedniego kraju uczyć się, współpracy gospodarczej, a po dojściu do władzy Komorowskiego (i najważniejsze, odejściu od władzy Kaczyńskiego) także politycznej. Prace naukowe w Niemczech i w Polsce, mimo niedawnego skandalu opisanego między innymi przez Liubko Petrenko, pozostają głównie w wąskim gronie ekspertów i zainteresowanych.

——————–

Facet z galerii (Ukraina)

„najlepszym pomnikiem poległych w strasznych latach 1940-tych będzie owocna współpraca pomiędzy ich wnukami w XXI stuleciu.” – Dla pojednania pomiędzy wnukami zbrodniarzy-sprawców i wnukami ofiar byłoby dobrze, aby wnuki zbrodniarzy przynajmniej przeprosiły i wyraziły skruchę… A co do uznania UPA za organizację zbrodniczą, to nareszcie świat da właściwą ocenę ich działań. A pan, panie Wjatrowycz, nie jesteś historykiem, lecz pomarańczowym karierowiczem – koniunkturalistą i pisarzem z gatunku „fantasy”, który w poważnym środowisku historycznym czcigodny dzięki Bogu nie jest akceptowany…

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz