Wasza Nemezis się uśmiecha

Nemezis uśmiecha się na wasz widok Francuzi i Europejczycy. Na widok waszego zadziwienia, szoku, strachu na przemian zastępowanego potupywaniem, tromtadracją z jaką jej wygrażacie. Uśmiecha się na widok sentymentalnego festiwalu świeczek, grafik na portalach społecznościowych, marszów milczenia. Uśmiecha się gdy gorliwie bronicie się przed świadomością dlaczego spada na was jej bicz. I dlaczego spadnie jeszcze nie raz.

Piątkowy wieczór przyniósł najbardziej krwawy atak terrorystyczny. Był to także najbardziej tragiczny atak islamistycznych ekstremistów od czasów zamachów w madryckim metrze w marcu 2004 r. Bilans ofiar w niedzielę wynosił 129 zabitych. Ponad 350 zostało rannych. Uderzenia nastąpiły w 6 miejscach mniej więcej w tym samym czasie, co wyklucza spontaniczne akty desperatów – „samotnych wilków”. Według francuskich służb przeprowadziły je trzy komanda. Zginęło 8 ich członków, choć już wiadomo, że terrorystów było więcej. Co najmniej jeden zbiegł.

Inaczej niż w przypadku styczniowego ataku na redakcję „Charlie Hebdo” i sklep z żywnością koszerną nie było to dzieło grupki luźno powiązanej, głównie poprzez inspirację ideologiczną, ale dobrze zorganizowanej siatki kierowanej z sąsiedniego państwa, z Brukseli. Siatki będącej przedłużeniem terrorystycznego kalifatu ISIS jaki rozpostarł swoją władzę nad całymi połaciami terytoriów Iraku i Syrii. Ataki były również, choć zabrzmi to niezwykle złowrogo, bardziej profesjonalne. Dżihadyści sięgnęli bowiem po swoją najbardziej wyrafinowaną broń – zamachowców -samobójców. Inaczej niż w przypadku styczniowych ataków cele nie były wyselekcjonowanie – celem była masa przypadkowych ludzi, celem była Francja. A może właściwie jej cywilizacja. Współcześni asasyni motywowani przez radykalną interpretację sunnickiego islamu uderzyli pod stadionem sportowym, w czasie heavy-metalowego koncertu, w kawiarnie na bulwarze Woltera. Uderzyli w rzeczywiste świątynie hedonistycznego zachodniego społeczeństwa, dokładnie na rozpoczęcie weekendowego święta używania i zabawy.

Kto sieje wiatr…

Oczywiście ten zamach ma swój wymiar taktyczny, co zresztą również wskazuje na bezpośrednie powiązania z organizacją „Kalifa Ibrahima” – przywódcy ISIS. Paryski atak nastąpił niemal dokładnie w dwa tygodnie od katastrofy rosyjskiego Airbusa nad Synajem. 17 listopada Rosjanie oficjalnie przyznali, że jej przyczyną był wybuch bomby. Do ataku też zresztą przyznał się lokalny odłam ISIS. Dzień przed zamachami w Paryżu „Państwo Islamskie” uderzyło w stolicy sąsiadującego z Syrią Libanu – Bejrucie. Celem była dzielnica zamieszkana przez szyitów – zwolenników Hezbollahu. Jego bojownicy tysiącami wspierają syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada w walce z sunnickimi ekstremistami. Atak synajski i paryski można uznać za odwet za zaangażowanie Rosji i Francji w bombardowanie pozycji dżihadystów w Syrii. Zresztą przy ciele jednego z zamachowców znaleziono syryjski paszport. Inny terrorysta, będący obywatelem Francji, spędził wśród bojowników w Syrii kilka miesięcy.

Współczucie dla ofiar, dla ich bliskich nie może być usprawiedliwieniem dla braku refleksji. Francuzi zebrali burzę zasianą przez ich polityków. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy był głównym inspiratorem interwencji NATO w Libii, która doprowadziła do zamordowania Muammara Kadafiego i całkowitego bezwładu państwowości libijskiej. Dzięki Wikileaks wiemy już, że francuski wywiad i francuskie pieniądze walnie przyczyniły się do wybuchu „libijskiej rewolucji”, której NATO zapewniło potem decydujące o wyniku wojny wsparcie z powietrza.Za Kaddafiego Libia była główną barierą blokującą nielegalną migrację z Afryki ku śródziemnomorskim wybrzeżom Europy. Dziś bariery już nie ma, bo nie ma samej Libii. Pozostało mrowie zwalczających się ugrupowań i klanów, które zbijają pieniądze na przerzucie migrantów do Włoch i wśród których swoje udzielne władztwo już buduje lokalna odnoga „Państwa Islamskiego”.

Prezydent Francji Francois Hollande od początku swoich rządów, zbiegających się w czasie z eskalacją konfliktu syryjskiego, jest tym przywódcą europejskim, który najbardziej prze do obalenia legalnych władz Syrii. Francja jest jednym z głównych popleczników politycznych tamtejszej rebelii, która wytworzyła w Syrii ten poziom chaosu, w którym stały się możliwe narodziny i wzrost potwora jakim jest ISIS. Dziś to właśnie ten potwór jest Nemzis Francji.

Samobójczy kosmopolityzm

Nade wszystko jednak paryskie zamachy odsłaniają słabość zachodniej cywilizacji i słabość zachodnich społeczeństw. Wykorzenionych, negujących swoją kulturową tradycję i tożsamość na rzecz abstrakcyjnego humanitaryzmu i kosmopolityzmu, które składają się na credo europejskiej nowej lewicy dostarczającej ideologicznej nadbudowy dla „społeczeństwa multikulturalnego”. Lewica używa zaś wszelkich narzędzi dla zagwarantowania hegemonii swojej kosmopolitycznej ideologii narzucając ton dyskursu, nawet środkami administracyjnymi. Jeszcze nie wyschła dobrze krew ofiar a zachodni systemowi politycy, dziennikarze, publicyści, działacze społeczni uznali za wskazane rzucić się na rodzimych „rasistów”, „ksenofobów” bądź „islamofobów”. Tak wybrnęli z sytuacji, w której etniczna i kulturowa dystynkcja agresorów nie mogła zostać zamaskowana w żaden sposób. W maskowaniu problemu francuskie elity mają skądinąd spore doświadczenie. Od lat mówią o bezprzymiotnikowej „młodzieży” stawiającej pod znakiem zapytania realną kontrolę nad „trudnymi dzielnicami” tak prężącej dziś swoje muskuły francuskiej republiki. Ta młodzież, te dzielnice są arabskie, afrykańskie, imigranckie, podobnie zresztą jak większość pensjonariuszy francuskich zakładów karnych. Zresztą nawet przy tej okazji prezydent Hollande spróbował starego triku obwieszczając, że „Francuzi zaatakowali Francuzów”. Pewnie właśnie z tego powodu wysłał samoloty nad Syrię.

Zachodnioeuropejskie elity, w tym francuskie, są tak przesięknięte kosmpolityzmem, że tracą elementarne dla każdej wspólnoty rozróżnienie na swojego i obcego. Już sam fakt, z psychologicznego punktu widzenia zupełnie naturalny dla człowieka jako istoty społęcznej, dokonywania takiego rozróżnienia, kwalifikowany jest jako naganny. Często też redukowany ad Htilerum – do tego historycznego golema, którego tak uwielbiają się bać ludzie zachodu. Hegemonia kosmopolitycznej „antyfaszystowskiej” ideologii jest niezachwiana. Kazała ona otwierać szeroko drzwi, witać chlebem i solą masy nielegalnych migrantów z państw islamskich, co tak gorliwie czynili zwykli obywatele państw Europy Zachodniej. Każe ona zachodnim politykom i dziennikarzom wyżywać się, z trybuny cywilizacyjnej wyższości, w moralizowaniu oraz piętnowaniu niechętnych wobec tego typu polityki narodów Europy Środkowej. I nic się w tym względzie nie zmienia i nie zmieni. Dzień po paryskich zamachach tłum mieszkańców miasta Lille z okrzykami „faszyści precz” rzucił się na kilkunastu narodowców żądających „deportacji islamistów”. Był to tłum zgromadzony na manifestacji „solidarności z ofiarami” zwołanej przez organizację o wdzięcznej jak Marianna nazwie „Liga Praw Człowieka”. Ostatecznym rozwiązaniem kwestii obecności „ksenofobów” w przestrzeni publicznej zajęła się podjudzana przez obrońców praw człowieka policja.Nawet w Polsce chór, u nas całe szczęście zmargnalizowanych, lewicowych i liberalnych publicystów próbuje oddzielić terroryzm od jego społecznego kontekstu, w postaci wielomilionowych społeczności imigranckich egzystujących na zachodzie Europy, dopełnianych obecnie przez niekontrolowany potok kolejnych przybyszów, wlewający się przez Bałkany. Tymczasem już wiemy, że co najmniej jeden z terrorystów wpłynął na tej fali do Francji.

Nie trzeba uważać, że wszyscy arabscy czy też muzułmańscy imigranci podzielają ekstremistyczną interpretację islamu spod znaku ISIS, by jednak zauważyć, że obecność milionowych mas imigrantów stwarza naturalne środowisko działania dżihadystów. Daje im osłonę zmowy milczenia i bazę rekrutacyjną. Agresorzy, którzy uderzyli w piątek nie byli socjopatami. Wśród nich było dwóch braci. Trzeci jest podejrzany o współpracę. Ich matka przyznała, że wiedziała o kilkumiesięcznym pobycie syna w Syrii, ale najwyraźniej nie uznała tego za nic nagannego czy szczególnie istotnego.Jak muzułmańskie masy reagują na tragedię świadczy zachowanie widzów na wtorkowych meczach reprezentaci piłkarskich Turcji i Bośni i Hercegowiny. Turcy i Bośniacy, gwizdali i krzyczeli „Allahu Akbar”, przy czym często przeciwstawiani są oni Arabom jako „umiarkowani muzułmanie”.Imigranci i ich potomkowie nie muszą być bezpośrednimi agresorami. Wystarczy, że nie są jednymi z nas i nie postrzegają naszej wspólnoty jako swojej.

Doświadczenie ostatnich 15 lat potwierdza, że wielkie zamachy terrorystyczne możliwe były jedynie w krajach posiadających znaczne społeczności imigranckie – USA, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Francji. Żaden taki atak nie nastąpił w europejskim państwie jednolitym etnicznie w których terroryści nie mogą utonąć w pstrokatym tłumie. Społeczeństwa multi-kulti są naturalnym polem bitwy w wojnie cywilizacyjnej. Kolejne tego typu ataki są tylko kwestią czasu. Refleksja ta mieści się jednak poza polityczną poprawnością, wyznaczającą ramy dyskusji publicznej na zachodzie.

Antynomie państwa liberalnego

Odpowiedzialność za budowę „społeczeństwa wielokulturowego” spada nie tylko na nowo-lewicowych ideologów, którzy marszem przez instytucję opanowali kolejne urzędy i redakcje. Jak trafnie zauważył Allain de Benoist, intelektualny dysydent Francji, imigranci są „armią rezerwową kapitału”. To elity gospodarcze takich krajów jak Francja, Niemcy i Wielka Brytania stały za polityką otwartych drzwi tych państw począwszy od lat 50 XX wieku. To neoliberalny konsensus dostarczał argumentów dla podporządkowania polityki postulatom elity kapitalistycznej, która żądać zaczęła nie tylko deregulacji, wolnego handlu ale i dopływu taniej siły roboczej. Przy czym wszystkie te trzy elementy były ze sobą ściśle wiązane. Tym łatwiej było więc siłom systemowej centroprawicy, zblatowanej z plutokratami, zaaprobować suflowane przez lewicę ideały multikulturalizmu. Symbolem tego spotkania europejskiej lewicy i prawicy może być postać brytyjskiego premiera lat 1997-2007 Tony Blaira. Został pupilkiem finansistów londyńskiego City, gdy przedstawił Partię Pracy na tory neoliberalizmu jednocześnie sprowadzając do Wielkiej Brytanii setki tysięcy imigrantów. Jeszcze w tym roku Blair miał czelność atakować premiera Davida Camerona za próbę ograniczenia imigracji.

Hedonistyczna i materialistyczna kultura w praktyce przejawia się nieokiełznanym konsumpcjonizmem zachodnich społeczeństw. Aby więcej konsumować, jak chce tego lewica, trzeba taniej produkować, jak chcą tego kapitaliści i prawica. Import taniej siły roboczej z innych kontynentów jest konsekwencją obu tych przesłanek. Oczywiście w dalszej konsekwencji przyczynia się on do zamrożenia płac lokalnej klasy pracowniczej, a więc i popytu wewnętrznego. Od czego jednak są czarodzieje sektora finansowego, którzy pomogą im konsumować kredytami i pożyczkami. Gdy przebierze się miara tworzenia wirtualnego pieniądza kolejny „kryzys”, będący nie żadnym błędem lecz elementem systemu współczesnego globalnego trubokapitalizmu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemieni wzajemne zadłużenie finansistów w dług państw i ich obywateli.

Zarówno więc systemowa prawica jak i lewica odpowiadają za obecną katastrofę zachodu. Ostatecznie zarówno zachodnia prawica jak i lewica stoją na stanowisku obrony obecnej formy państwa demoliberalnego. Humanistyczny kosmopolityzm demoliberalizmu został w ostatnich czasach sformułowany prawnie w ramach koncepcji praw człowieka, ignorujących prawa wspólnoty. Został on zinstytucjonalizowany w postaci ideału i praktyki państwa prawa.

W niedawnym artykule na łamach „Kultury Liberalnej” były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz napisał z rozbrajającą szczerością „ta walka została przegrana, zanim w ogóle się zaczęła. Nikt w Europie nie będzie strzelał do bezbronnych uchodźców, nikt nie poświęci własnego życia, by chronić państwo przed zalewem zdesperowanych ludzi owładniętych pragnieniem lepszego życia, mirażem Europy jako ostoi pokoju i dobrobytu dla każdego”. Opisał Europę jako „kontynent Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, opieki nad słabszymi i pilnowania bestii w człowieku za pomocą prawa. I dlatego można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć: żegnaj stary świecie!” – pisze w kontekście nielegalnych imigrantów szturmujących Europę Sienkiewicz.

Były minister spraw wewnętrznych jest z pewnością człowiekiem inteligentnym, posiadającym niemałą wiedzę o otaczającym nas świecie, a także o mechanizmach władzy w różnych jego zakątkach, o czym świadczą choćby nieliczne godne rzeczywistej refleksji nagrania z afery taśmowej. Jest jednak coś przemożnie symbolicznego w słowach liberalnego inteligenta ogłaszającego kapitulację. Inteligenta zajmującego swego czasu tak newralgiczne dla każdego państwa, bo określające rdzeniowe funkcje polityczne, stanowisko ministra spraw wewnętrznych (wcześniej funkcjonariusza UOP), który z jego wysokości perorował swego czasu „idziemy po was!”, chcąc zastraszyć rzekomych polskich „faszystów”. Słowa te ujawniają nieprzezwyciężalną antynomię państwa demoliberalnego.

W sferze elementarnej

Sprzeczność między demoliberalizmem a wspólnotą wyraźnie uwidacznia się w czasie kryzysu, dotyczącego właśnie najbardziej elementarnej kwestii bezpieczeństwa i zagrożenia stwarzanego przez obcych. Swój-Obcy, jak wskazał Carl Schmitt, to kluczowe dla samego pojęcia polityczności rozróżnienie, stojące u jej źródeł. Tymczasem państwo demoliberalne i jego apologeci usiłują zapomnieć o tym fundamencie polityczności. Państwo to próbuje być niejako antypolitycznym, ucieka w kodeksy prawne ignorując rzeczywistość. W rzeczywistości kryzysu godzącego w ład, ostateczną sankcją jest nie tyle prawo, lecz właśnie czysto polityczna decyzja nie cofająca się przed podjęciem wszelkich środków niezbędnych dla ocalenie tegoż ładu, który ma charakter przedprawny (w rozumieniu spisanego prawa stanowionego).

Do takich decyzji nie jest jednak zdolne państwo demoliberalne i jego elity. Ich ideologia wykastrowała je z woli podejmowania takich elementarnych decyzji, doprowadziła do ignorowania sfery elementarnej w ujęciu Ernsta Jüngera. To ideologia oparta na mitologii politycznej jaką zachodnie elity sobie stworzyły i w którą same uwierzyły, a w której personifikacją ich strachów pozostaje postać wiedeńskiego malarza z wąsikiem. Ani Francja, ani Europa nie mogą się ostać bez przezwyciężenia politycznej niemocy, przez ludzi posiadających nade wszystko właśnie wolę elementarnych rozstrzygnięć politycznych bez żadnej asekuracji w tanim moralizatorstwie czy paragrafach. Ani Francuzi, ani Europejczycy nie mogą się ostać jeśli nie nauczą się znów ponosić świadomej ofiary, także najwyższej, ale też jeśli nie nauczą się, w ostateczności, zabijać w imię przetrwania swojej wspólnoty.

Reakcje zachodnich elit, ale również obywateli państwa zachodnich, napawają pesymizmem. Można sobie wyobrazić, że władze Francji czy innych państw odstąpią od polityki niszczenia na Bliskim Wschodzie tych reżimów politycznych, które bezlitośnie zwalczały dżihadystów jako konkurencję polityczną i ideologiczną, której nie tolerują, nawet jeśli reżimy te odbiegają znacznie od standardów liberalnej demokracji. Trudno jednak wyobrazić sobie, by zachodnioerupejskie społeczeństwa okazały się zdolne do zmiany swojej kultury politycznej i fundującej ją mentalności. Czy humanitaryzm pozwoli Europejczykom na obronę świętości ich granic nawet z użyciem broni palnej? Czy możemy sobie wyobrazić, że strzelają do nielegalnych migrantów tak jak w ostatnią niedzielę zrobili to egipscy policjanci, którzy zabili piętnastu intruzów?Czy humanitaryzm pozwoli na obronę ładu wewnątrz tych granic poprzez mniej lub bardziej masowe deportacje? Czy ich kosmopolityzm pozwoli im postawić bezwzględne żądanie uznania nadrzędności ich własnej kultury i przystosowania się do niej tych przedstawicieli kultur obcych, którym zezwolono na pozostanie? Tak się nie stanie. Bowiem wykorzenieni mieszkańcy zachodniej Europy poza samotną jednostką, kosmopolityzmem, paragrafami prawa i wolnym rynkiem siły roboczej niczego już nie mają. Ogłaszają wojnę, ale jako sztandar wznoszą symbol pacyfizmu. Dlatego dalej będą bronić swojej liberalnej „wolności”. Dlatego dalej będą bronić równości i braterstwa, oraz „światła XVIII wieku” jak wyraził to Francois Hollande. A bomby będą dalej wybuchać, aż kiedyś skapitulują w sposób całkowicie zgodny z logiką relatywizmu tego systemu, w sposób jaki wieszczy Michel Houellebecq. Wasza Nemezis się uśmiecha – drodzy Francuzi i Europejczycy. Całe szczęście nie jestem jednym z was.

Karol Kaźmierczak

Czytaj kolejny artykuł
5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. trachu
    trachu :

    Szanowny Panie Karolu, dziekuje za ten tekst. W zasadzie z wszystkim się zgadzam, jest jednak jeden fragment w którym, nie tyle Pan się myli co nieodpowiednie nadaje rzeczy słowo:

    „To elity gospodarcze takich krajów jak Francja, Niemcy i Wielka Brytania stały za polityką otwartych drzwi tych państw począwszy od lat 50 XX wieku. To neoliberalny konsensus dostarczał argumentów dla podporządkowania polityki postulatom elity kapitalistycznej, która żądać zaczęła nie tylko deregulacji, wolnego handlu ale i dopływu taniej siły roboczej. Przy czym wszystkie te trzy elementy były ze sobą ściśle wiązane. Tym łatwiej było więc siłom systemowej centroprawicy, zblatowanej z plutokratami, zaaprobować suflowane przez lewicę ideały multikulturalizmu. Symbolem tego spotkania europejskiej lewicy i prawicy może być postać brytyjskiego premiera lat 1997-2007 Tony Blaira. Został pupilkiem finansistów londyńskiego City, gdy przedstawił Partię Pracy na tory neoliberalizmu jednocześnie sprowadzając do Wielkiej Brytanii setki tysięcy imigrantów. Jeszcze w tym roku Blair miał czelność atakować premiera Davida Camerona za próbę ograniczenia imigracji.”

    To co napisał Pan powyżej dotyczy wyłącznie dużego kapitału, uosabianego czy to przez rynki finansowe, czy też przez korporacje, natomiast zupełnie nie pasuje do małych i średnich przedsiębiorstw, które maja coraz więcej biurokracji, coraz bardziej licencjonowany handel i niestety musza to rekompensować wielokrotnie oszczedzajac na ludziach.
    Dla dużego kapitału powszechne regulacje i wszechwladza biurokracji jest korzystna, bo nie pozwala malym stać się średnimi, a srednim dużymi. Innymi slowy pozbywają się potencjalnej konkurencji i dlatego tak chętnie finansują politykow demokratycznych którzy im te regulacje zapewniają.
    Innymi slowy, to wszystko co pan napisał jest prawda, ale bez zrozumienia roznicy interesow małych i dużych przedsiebiorcow, wszelkie wnioski bylyby niewlasciwe.
    Tak żeby nie mowic tylko teoretycznie, proszę się zapoznać jak duże i skomplikowane obowiązki na male firmy transportowe naklada ustawa niemiecka MILOG i jak w sumie nie stanowi to problemu dla firmy mającej 100 samochodow, która stać na prawnika i osobe zajmujaca się wyłącznie biurokracja na potrzeby tej ustawy.

  2. braveheart
    braveheart :

    Trafna uwaga. Kapitalistką jest przecież i babcia handlująca pietruszką na chodniku, a trudno ją posądzać o tak niecne plany, jak to zgrabnie ujął autor artykułu. Korporacje nie chcą żadnej deregulacji rynku!!! One chcą totalnej regulacji rynku!!! Ona „chroni” rynek przed konkurencją, której takowe nie chcą.

  3. zan
    zan :

    Japońscy kapitaliści obeszli się bez tej „taniej” siły roboczej. Z resztą…teraz to fabryki buduje się bezpośrednio w kraju trzeciego świata, bo to daje nieporównywalnie tańszą siłę roboczą. Tani pracownik w Europie Zachodniej i tak ma jakieś minimalne 1500 euro. To jest 5 razy więcej niż w dobra pensja w biednych krajach, gdzie dodatkowo jest tańsza waluta, można truć, można nawet zabić fikających związkowców…. Poza tym murzyńska i muzułmańska szlachta nie pracuje.

  4. mopveljerzyjj
    mopveljerzyjj :

    Jesteśmy już dawno na etapie gdzie żadne żelazne argumenty ze sfery logiki do tego bydła nie docierają. To są ludzie tak samo fanatyczni w lewackiej – „postmodernistycznej” ideologii, jak terroryści dżihadyści w swoim islamskim szaleństwie. To bydło nie myśli nad tym co głosi, ani nad tym robi – oni nie mają „tolerancji” dla naszych poglądów, tylko dla siebie i sobie podobnym. To bydło zostało ukształtowane przez dekady kłamstw i oszczerstw środowisk masońskich i żydowskich – umownie nazywanych „lewicowymi” albo „liberalnymi” – pod adresem własnej rasy. Ich celem jest zniszczyć cywilizację europejską, w tym także polską. Robią to bo do tego zostali zaprogramowani – oni nie rozumieją tego mechanizmu tylko wykonują program. Z nimi nie można się dogadać, ich trzeba zwalczać, siłą i przemocą jeżeli tego będzie wymagać chwila. W Niemczech, mimo widzimy, być może objawy otrzeźwienia, choć mogą to być ostatnie konwulsje Volku przed jego ostatecznym upadkiem. Nie możemy do tego dopuścić. Poczytajcie o „ojcu duchowym” Unii Europejskim – Richardzie Coudenhove-Kalergim, i jego wizji przyszłej Paneuropy – przecież to jest wykonanie tego planu.