„Trzeba z Chińczykami rozmawiać konkretnie: o znoszeniu blokad na mleko, jabłka itd. To są kwestie znacznie ważniejsze od geopolitycznych ogólników o budowie Nowego Jedwabnego Szlaku. Kreśli się wielkie wizje, a liczy się konkret. A tym są właśnie takie certyfikaty czy ułatwienia dla naszych przedsiębiorców, żeby mogli wejść na chiński rynek i tam ekspandować. To najlepszy sposób na dalszy rozwój Polski” – mówi Kresom.pl dr Michał Lubina.

Rewizyta chińskiego przywódcy w Polsce następuje dość szybko po tym, jak jesienią ubiegłego roku w Chinach gościł prezydent Andrzej Duda. „Chiny przykładają uwagę do grupy „1 plus 16”, ponieważ jest to jedno z ostatnich miejsc na świecie, w których są słabo obecne. Jest to więc pewne wypełnienie luki. Natomiast byłbym daleki od jakiejś megalomanii polegającej na tym, że Polska jest tu szczególnie ważna”– zaznacza dr Michał Lubina, ekspert Centrum Studiów Polska-Azja i wykładowca Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Zwraca uwagę, że wizyta w Polsce wypada pomiędzy wizytami w Serbii i Uzbekistanie, które politycznie nie należą do światowej pierwszej, ale raczej do drugiej ligi.

„Bez wątpienia wizyta w Polsce ma sens polityczny polegający na tym, że Polska po prostu dołączy do kolejnych krajów, które będą miały dobre stosunki z Chinami. To się opłaca obu stronom – zarówno naszemu rządowi, jak i chińskiemu.Chiny dzięki temu mają nie tyle sojusznika, ale kraj, który nie będzie podnosił niewygodnych kwestii, który będzie „kupował” ich optymistyczną narrację opierającą się na dyplomacji win-win, czyli uzyskiwaniu wzajemnych korzyści i na narracji, że wszyscy zyskują. To duży sukces z perspektywy Chin, że udało się to tak przedstawić, ponieważ do tej pory Polska należała do krytyków Państwa Środka. Więc ta zmiana jest dużym sukcesem politycznym tego kraju– mówi ekspert CSPA.

Dr Lubina uważa, że wizyta Xi Jinpinga w Polsce nie ma szczególnie dużego znaczenia w chińskiej polityce, w której nasz kraj nie jest istotnie ważny. Paradoksalnie, podobnie jak cały region „16 plus 1”. „Bez wątpienia ważne jest to, że Polska jest częścią tej układanki – jest ważnym krajem regionu, którego brak chęci do współpracy byłby dla Chin problemem. Ale ponieważ na szczęście chce, to wszystko jest w porządku”– uważa ekspert.

Rozmowy Xi z przedstawicielami polskich władz będą dotyczyły kwestii związanych globalnym chińskim projektem Nowego Jedwabnego Szlaku, mającego połączyć Europę z Chinami głównie siecią szybkich kolei. Ostatnio zwraca się uwagę także na połączenie na linii północ-południe: z Pireusu w kierunku Bałtyku.Tzw. Nowy Bursztynowy Szlak miałby połączyć trzy morza: Adriatyckie, Czarne i Bałtyckie. Lubina uważa, że ta idea jest bardzo korzystna dla Polski:

„Oznacza to szansę na rozwój infrastrukturalny, który jest niemożliwy w obecnym układzie UE. Po pierwsze, generalnie Unia promuje układ „wschód-zachód”, a po drugie w pewnym sensie neokolonialny, w którym Polska jest podwykonawcą dla Zachodu. Zmiana szlaków komunikacyjnych na układ „północ-południe” mogłaby to zmienić. Nastąpiłaby m.in. akumulacja kapitału. Jest to więc korzystne dla Polski, tym bardziej, że Chiny planują budować połączenia kolejowe”.

Diabeł tkwi w szczegółach

Dr Lubina zauważa, że w teorii „wygląda to wspaniale”i daje Polsce ogromne możliwości. „Ale jednocześnie musimy pamiętać o tym, że na razie mamy bardzo mało konkretów. Chińczycy są absolutnymi mistrzami PR. „Nowy Jedwabny Szlak”, „Nowy Bursztynowy Szlak” – to wszystko pięknie brzmi. Tyle tylko, że obecnie Chiny mają deficyt budżetowy w wysokości 4 proc. PKB i po prostu nie mają pieniędzy na takie inwestycje. To zasadnicza różnica w porównaniu z sytuacją sprzed zaledwie dwóch lat, kiedy Chińczycy mieli naprawdę dużo pieniędzy i nie wiedzieli co z nimi robić”– podkreśla ekspert. „Teraz zaczęli mieć problemy, co akurat dobrze widać w Azji Południowo-Wschodniej. Tam również Chiny mają wizję budowy wielkich szlaków komunikacyjnych. Tylko, że miała być droga z Chin do Singapuru, ale na razie jej nie ma, ponieważ Laos powiedział, że jej nie zbuduje, bo nie ma pieniędzy. A Chińczycy nie chcą im udzielić kredytu. Podobna sytuacja jest w Tajlandii”– zaznacza.

Zdaniem dr Lubiny, „diabeł tkwi w szczegółach”:

„Co do zasady, budowanie drogi albo linii kolejowej jest dobre. W końcu jak mówi chińskie powiedzenie: „chcesz być bogaty – zbuduj drogę”. Ale najważniejsze pytanie brzmi, kto za to zapłaci. Bo jeżeli to ma być tak, że my zbudujemy dla nich drogę, to nie jest to już takie korzystne”.

Dodaje przy tym, że powinniśmy rozmawiać z Chinami i z nimi współpracować. „Po pierwsze, to pokazuje, że Polska nie jest izolowana, co naturalnie zwiększa możliwości polityczne rządu. Po drugie: a nuż cały projekt się uda, co będzie dla nas bardzo korzystne”– wyjaśnia. Jednocześnie nie jest w pełni przekonany do całej idei NJS. Jego zdaniem fundamentalne znaczenie ma to, czym to w istocie jest. „Albo jest to wspaniały projekt geopolityczny, który odwróci losy świata i Chiny będą jego centrum, albo równie genialny PR polegający tylko i wyłącznie na tym, że Chińczycy chcą po prostu zwiększyć swoje możliwości eksportowe i wysłać nam jak najwięcej swoich produktów, a my kupujemy ich opowieść”– uważa.

„Najlepszy sposób na dalszy rozwój Polski”

Według dotychczasowych deklaracji, polski rząd wiąże duże nadzieje z otwarciem chińskiego rynku na polską żywność. Mówił o tym zarówno minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, jak i prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Dotyczy to zarówno polskich owoców i wędlin oraz mięsa (głównie drobiu i wieprzowiny), jak i produktów rolnych. Na przełom liczą polscy sadownicy, oczekujący na zezwolenie Chin na import polskich jabłek, a także rzeźnicy i wędliniarze, którzy oczekują otwarcia wielkiego chińskiego rynku na polską wieprzowinę.

Według dr Lubiny, kwestia eksportu polskiej żywności niekoniecznie łączy się z NJS, czy ogólnie ze szlakami lądowymi, ponieważ mimo postępu technologicznego, w najbliższych latach transport morski będzie szybszy. Co w tym przypadku ma kluczowe znaczenie. „Pociągami można przewozić raczej produkty bardziej zaawansowane technicznie. Żywność również, ale nie każdą. Więc generalnie to niekoniecznie musi się opłacać”– uważa.

W kontekście polskich przedsiębiorców konkurujących w Chinach ekspert zwraca uwagę na problem słabej oferty ze strony Polski. „Mamy Chinom mało do zaoferowania. Owszem, jest żywność, ale poza tym jesteśmy mało konkurencyjni. Co gorsza, struktura naszej gospodarki polegająca na tym, że w ponad 90 proc. tworzą ją małe i średnie przedsiębiorstwa, powoduje, że mamy małe szanse w samych Chinach” –zauważa. Zaznacza jednak, że takie spotkania jak wizyta Xi w Polsce, która formalnie trwa trzy dni, daje duże znaczenie polityczne. „W Chinach ma to duże znaczenie, ponieważ gospodarka zawsze zaczyna się od polityki. Daje to wiec sygnał pozostałym przedsiębiorcom chińskim i tamtejszym lokalnym politykom, że należy z Polakami rozmawiać”– mówi Lubina.

Podkreśla, że rolą rządu byłoby rozwiązywanie ważnych kwestii technicznych współpracy polsko-chińskiej, m.in. certyfikatów dla polskiej żywności, ponieważ nie wszystkie nasze produkty ją posiadają. Dotyczy to m.in. sadowników. „Trzeba z Chińczykami konkretnie rozmawiać: o znoszeniu blokad na mleko, jabłka itd. To są bardzo konkretne rzeczy, znacznie ważniejsze od geopolitycznych ogólników o NJS”– podkreśla dr Lubina. Dodaje, że w ostatnim czasie zauważa pewną modę w kwestii szlaku. „Kreśli się wielkie wizje Nowego Jedwabnego Szlaku itd., a liczy się konkret. A tym są właśnie takie certyfikaty czy ułatwienia dla naszych przedsiębiorców, żeby mogli wejść na chiński rynek”– podkreśla ekspert. Dodaje, że prawdopodobnie największą korzyścią wizyty Xi w Polsce jest to, że mamy do czynienia z kolejnym wydarzeniem uświadamiającym polskich przedsiębiorców, że powinni zwracać się na Daleki Wschód i w tamtą stronę ekspandować. „Jest to najlepszy sposób na dalszy rozwój Polski”– uważa.

Przeczytaj również:

Wizyta prezydenta Chin Xi Jinpinga w Polsce ma zakończyć się podpisaniem kilkunastu porozumień i umów

Nowy Jedwabny Szlak i Nowy Bursztynowy Szlak – kluczowe chińskie projekty dla Polski i Europy

Czy Łódź i Kutno mogą zostać bramami pomiędzy Chinami a Europą?

mt / KRESY.PL

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. zefir
    zefir :

    Słuszna konstatacja,że Polska nie może swym kosztem budować dróg i linii kolejowych dla zalewu Europy chinolskimi wyrobami-to byłby frajerski interes dla Polski.Na samym wstępie Chińczycy winni otworzyć swój rynek dla polskich produktów jak mięso,jabłka i inne produkty rolne.Dla nich to pikuś,ale w naszym odbiorze byłby to akt dobrej woli we wzajemnych interesach,skłaniający do ich rozwoju.W chińskiej koncepcji Jedwabnego,czy Bursztynowego Szlaku Polska ma niepowtarzalne atuty geograficzne,oraz wiarygodność uczciwości i stabilności partnerskich zobowiązań.Chińczycy z pewnością to dostrzegają i doceniają.Oby tylko nasi debile nie zmarnowali potencjalnych szans.

  2. bereciarz
    bereciarz :

    chińczyków trzeba traktować jak partnerów biznesowych i się nie przejmować, co u nich. I tak koszą kasę na całym świecie, wiec dlaczego by nie kosic razem z nimi? Ale z zastrzeżeniem, że mają od nas kupować, a nie tylko my od nich. tak jak wspomniał zefir, polskie rolnictwo mogłoby na tym dużo skorzystać

    • zefir
      zefir :

      Ależ „rawen”,ten polski gołodupiec wcale nie musi mieć pieniążków.Cały pic polega na tym,że może je brać z chinolskiego banku konkurującego z MFW.Rzecz w tym by impreza finansowa była na tyle rentowna,opłacalna,by spłacać odsetki i mieć jeszcze pewną nadwyżkę motywacyjną.