Trump ma konkurenta? Gubernator Florydy zyskuje na popularności

Były amerykański prezydent Donald Trump nie ukrywa, że zamierza być kandydatem Partii Republikańskiej w kolejnych wyborach prezydenckich. Powoli wyrasta mu jednak poważna konkurencja w postaci Rona DeSantisa. Gubernator Florydy prowadzi bowiem swoistą konserwatywną rewolucję, doprowadzając do furii lewicowy establishment Stanów Zjednoczonych.

Legendarna wytwórnia filmowa Walt Disney może mieć kłopoty ze swoim Disneylandem na Florydzie, będącym notabene największym pracodawcą w całym stanie. Stanowy parlament właśnie przegłosował uchylenie przepisów z 1967 roku, które przyznawały firmie własną dzielnicę z odrębną radą nadzorczą i strażą pożarną. Dzięki temu podpisanemu ponad pięć dekad temu porozumieniu z ówczesnymi stanowymi władzami mogła przez lata unikać wielu prawnych regulacji, podatków i opłat.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

535.18 PLN    (2.43%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Dokonanie odpowiednich zmian w prawie przez Legislaturę Florydy można uznać za formę represji wobec Disneya. Koncern zapowiedział bowiem, że będzie walczył z regulacjami zaaprobowanymi w ubiegłym miesiącu przez DeSantisa. Republikański gubernator podpisał kilka tygodni temu ustawę okrzykniętą przez liberalne media mianem „Don’t Say Gay” („Nie mów gej”).

Nowe prawo zakazuje poruszania tematów dotyczących mniejszości seksualnych w szkołach podstawowych. Ustawodawca uważa pogadanki na temat LGBT za niewłaściwe na wczesnym etapie rozwoju dzieci, dlatego jego celem było przekazanie rodzicom większej kontroli nad treściami pojawiającymi się w stanowym systemie edukacji. Przeciwnicy zmian legislacyjnych uważają je natomiast za stygmatyzujące homoseksualne dzieci.

Obrońca wartości

DeSantis pod koniec marca podpisał ustawę przed telewizyjnymi kamerami, występując w otoczeniu dzieci oraz rodziców trzymających kartony z napisem „Chrońmy dzieci – wspierajmy rodziców”. W ten sposób zakończył trwającą wiele miesięcy debatę w stanowym parlamencie. Ustawa o prawach rodzicielskich była bowiem priorytetem dla republikańskich parlamentarzystów, którzy chcieli przeciwstawić się coraz większej indoktrynacji młodzieży przez lewicowych aktywistów.

Gubernator Florydy jest zresztą krytykiem nie tylko teorii promowanych przez mniejszości seksualne, nie wspominając już o legalizacji małżeństw osób tej samej płci. W ubiegłym roku podległa mu stanowa rada edukacji zdecydowała o zakazie nauczania w szkołach „krytycznej teorii rasowej”, obwiniającej białych Amerykanów praktycznie o wszystkie problemy czarnej mniejszości. Zdaniem DeSantisa wiele jej elementów „jest naprawdę toksycznych”, stąd też prowadziłaby ona do pojawiania się kolejnych społecznych podziałów.

Nie był to jedyny element walki republikańskiego gubernatora z osławionym ruchem „Black Lives Matter”. Także w ubiegłym roku stanowy Senat przegłosował ustawę przeciwko zamieszkom, zaostrzającą kary dotyczące ataku na funkcjonariuszy czy niszczenia mienia. Ostatecznie nowe prawo nie weszło jednak w życie, bo zostało zablokowane przez Sąd Federalny jako niekonstytucyjne. Zdaniem sędziego było ono „niejasne i przesadne”, a także „stanowiące atak na konstytucyjne zasady wolności słowa i zgromadzeń”.

Pierwszego dnia obchodzonego rokrocznie „Miesiąca Dumy”, organizowanego przez środowiska LGBT i cieszącego się wsparciem Partii Demokratycznej, DeSantis podpisał ustawę przeciwdziałającą „transpłciowym” sportowcom. Od czerwca ubiegłego roku nie mogą występować w żeńskich zespołach sportowych w szkołach publicznych, choć kobiety wciąż mogą brać udział w zawodach przeznaczonych dla mężczyzn i chłopców. Przez cały ubiegły rok podobne ograniczenia wprowadziło blisko trzydzieści stanów.

W tym miesiącu DeSantis podpisał z kolei wzorowaną na Teksasie ustawę ograniczającą aborcję. Zakazuje ona dokonywania zabiegu po 15. tygodniu ciąży, chyba że zachodzi taka konieczność z powodów medycznych. Decyzja Legislatury Florydy w tym względzie wpisuje się w nowy trend „wojny kulturowej” prowadzonej przez Republikanów w kontrolowanych przez nich stanach. Warto zresztą podkreślić, że Floryda zajmowała trzecie miejsce spośród wszystkich amerykańskich stanów, gdy weźmie się pod uwagę wskaźnik aborcji na tysiąc kobiet.

Ulubieniec mediów

Najmłodszy spośród wszystkich gubernatorów nie ogranicza swojej polityki jedynie do kwestii ideologicznych. Wspomniane uchylenie specjalnego statusu Disneylandu nie wiąże się bowiem jedynie z odwetem za stanowisko Disneya w sprawie homoseksualnej propagandy w szkołach. DeSantis jest zadeklarowanym przeciwnikiem dominacji dużych korporacji w życiu gospodarczym Stanów Zjednoczonych. W ten sposób uczestniczy w kolejnym ważnym aspekcie nowej polityki Partii Republikańskiej, czyli w rosnącej niechęci ugrupowania wobec dużego biznesu.

Przed rokiem gubernator Florydy podpisał chociażby ustawę przegłosowaną przez stanowy Senat, której podstawowym celem była ochrona internautów przed cenzurą ze strony mediów społecznościowych. DeSantis twierdził, że w ten sposób chroni społeczeństwo przed „elitami Doliny Krzemowej”. Przedstawiciele jego administracji zwracali przy tej okazji uwagę na rosnący nacisk na konserwatywną opinię publiczną, uciszaną konsekwentnie przez lewicowe media i technologicznych gigantów.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

W lutym DeSantis na jednej z konferencji stwierdził wprost, że „wolność nie jest wystarczającym warunkiem do stworzenia sprawiedliwego społeczeństwa”. Z tego powodu „nie można po prostu powiedzieć, iż prywatne firmy mogą robić co im się podoba”, bo same w sobie wcale nie są „przyjaciółmi wolności”. Skrytykował więc dotychczasową politykę Partii Republikańskiej w zakresie obniżania podatków, bo korzystały na tym głównie duże korporacje.

Sporą popularnością zwłaszcza wśród mediów wspierających amerykańską prawicę cieszyła się polityka DeSantisa wobec pandemii koronawirusa. Mówił on wprost o „teatrze COVID-u”, a podczas jednej ze swoich konferencji nakazał zdjęcie masek przez towarzyszących mu uczniów liceum. Przez prawie dwa lata wschodząca gwiazda Republikanów zajmowała się przeciwdziałaniem wszelkich restrykcji związanych z koronawirusem, w ubiegłym roku przeforsowując prawo pozwalające na karanie podmiotów publicznych i prywatnych wymagających certyfikatu szczepień od swoich klientów oraz pracowników.

Zobacz także: Gubernator Florydy pozwał Bidena w związku z przepisami o obowiązku szczepień

Pod tym względem DeSantis różni się znacząco od Trumpa. Pod koniec ubiegłego roku były prezydent został zresztą wygwizdany przez zwolenników prawicy, gdy w Dallas pochwalił się przyjęciem dawki przypominającej. Między innymi z tego powodu gubernator Florydy może liczyć na wspomnianą przychylność konserwatywnych mediów, które od dłuższego czasu zachwalają go przy każdej nadarzającej się okazji. Ich nagłówki nie pozostawiają wątpliwości, że „Wielki Ron” stał się ich faworytem do uzyskania republikańskiej nominacji w wyborach prezydenckich w 2024 roku.

Nie tylko Trump

Oczywiście do tego jeszcze daleka droga, a o jego kandydaturze zadecyduje lud. Wciąż najpoważniejszym konkurentem DeSantisa jest Trump, który według medialnych doniesień nieszczególnie przepada za gubernatorem Florydy. Ma mu za złe głównie brak poparcia w staraniach o uzyskanie nominacji, co odczytano oczywiście jako wstępną deklarację jego startu w republikańskich prawyborach. Poza tym Trump miał powiedzieć swoim współpracownikom, że DeSantis „nie ma osobistej charyzmy i ma nudną osobowość”.

Zwolennicy kandydatury 43-letniego polityka uważają jednak DeSantisa za kontynuatora polityki spod znaku „Make America Great Again”. Jest on zresztą uważany za jednego z „trumpisów”, nie posiadającego jednak największych wad byłej głowy państwa. Gubernator ma według mediów umiejętność wykorzystywania „populistycznej energii” generowanej przez Trumpa, ale bez jego niezdolności do słuchania doradców i zniechęcania do siebie współpracowników.

Chrapkę na republikańską nominację mają jednak nie tylko Trump i „ulubiony gubernator Ameryki”. Trzeba pamiętać, że wielu wyborców nie wybiega jeszcze tak daleko w przyszłość. Świadczy o tym niedawny sondaż przeprowadzony na zlecenie lewicowej stacji CNN. Zwolennicy Republikanów zapytani o ewentualnego innego kandydata niż Trump odpowiedzieli w 60 proc., że mógłby to być „ktoś” inny, natomiast 21 proc. respondentów wskazało na DeSantisa. Inne nazwiska nie uzyskały więcej niż 1 proc.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Poza Trumpem i DeSantisem najczęściej mówi się o byłej ambasador USA przy ONZ Nikki Haley, byłym wiceprezydencie Mike’u Pence czy senatorach Tedzie Cruzie, Tomie Cottonie i Joshu Hawley’u. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że większość z nich jest skreślona już na starcie. Albo nie odpowiadają oni oczekiwaniom republikańskich wyborców, albo najczęściej są i tak uważani za „trumpistów”. Pojawia się więc oczywiste w takich przypadkach pytanie: po co więc wybierać podróbkę, gdy można mieć oryginał?

Przed samym DeSantisem niezwykle ważny test poparcia dla jego polityki. Już w listopadzie na Florydzie odbędą się kolejne wybory gubernatorskie. Według sondaży „Wielki Ron” powinien poradzić sobie z Charliem Cristem, najbardziej prawdopodobnym kandydatem Partii Demokratycznej. Kolejny sukces z pewnością będzie ważnym argumentem za jego nominacją w 2024 roku.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz