Szwecja zbiera żniwo polityki pobłażania imigrantom

Trwające przed kilka dni zamieszki w Szwecji nie były dziełem przypadku. Przez lata problemy związane z muzułmańskimi imigrantami zamiatano pod dywan, choć od dłuższego czasu ostrzegało przed nimi także kierownictwo tamtejszej policji. Ostatnie wydarzenia w kontekście zagrożeń dla bezpieczeństwa Szwedów to zresztą tylko wierzchołek góry lodowej.

Prowodyrem kilkudniowych starć na przedmieściach paru szwedzkich miast był duński aktywista Rasmus Paludan. Lider niewielkiego duńskiego, pozaparlamentarnego ugrupowania „Twarda Linia” posiada jednocześnie szwedzkie obywatelstwo, które otrzymał przed dwoma laty. Ojcem Paludana jest bowiem jeden ze szwedzkich dziennikarzy, a on sam często pomieszkiwał w tym kraju. Co ciekawe, Paludan kilka miesięcy przed nadaniem mu szwedzkiego paszportu otrzymał zakaz wjazdu do Szwecji z powodu zapowiedzi organizacji palenia Koranu.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

385.18 PLN    (1.75%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Niszczenie świętej księgi islamu doprowadziło do wielu protestów także w samej Danii. Szef „Twardej Linii” z tego powodu jest chroniony przez tamtejszą policję, bo otrzymywał wiele gróźb śmierci za swoje działania. Można było więc bez problemu przewidzieć, że akcja palenia Koranu w szwedzkim Linköping wzbudzi spore kontrowersje. Zwłaszcza biorąc pod uwagę oficjalne statystyki, według których jedna trzecia mieszkańców Szwecji urodziła się poza jej granicami, a populacja muzułmanów wynosi około 600 tysięcy.

I tak rzeczywiście się stało. Od czwartku do niedzieli świadkami zamieszek były szwedzkie miasta, które mogą „pochwalić” się bardzo dużym odsetkiem populacji imigranckiego pochodzenia. Całkowity bilans rozruchów to 26 rannych policjantów, 14 ranionych cywilów (w tym trzy osoby w wyniku policyjnego ostrzału) oraz 20 zniszczonych lub uszkodzonych radiowozów.

Paludan się nie podda…

Samemu Paludanowi w wyniku zamieszek nic się nie stało, bo był starannie chroniony przez szwedzką policję. Ostatnie wydarzenia nie spowodowały także zmiany w jego dotychczasowym podejściu. Polityk zamierza nie tylko dalej palić Koran albo przynajmniej tym straszyć, ale chciałby także wziąć udział w kolejnych wyborach parlamentarnych w Danii i Szwecji. Taką możliwość daje mu bowiem podwójne obywatelstwo.

Paludan twierdzi zresztą, że start w szwedzkich wyborach jest dla niego dużo ważniejszy. W jego opinii Szwecja znajduje się w dużo bardziej zaawansowanym „stadium” islamizacji. Eksperci uważają z kolei, że lider „Twardej Linii” bardzo starannie planuje swoje prowokacje. Właśnie dlatego zdaje sobie sprawę z ich większego rozłogu w Szwecji niż w Danii. Jednocześnie w Danii był już kilka razy skazywany za tak zwane przestępstwa z nienawiści.

Kolejnych demonstracji Duńczyka ze szwedzkim obywatelstwem nie życzą sobie jednak miasta, które zostały najbardziej dotknięte ostatnimi zamieszkami. Władze gmin Linköping i Norrköping zwróciły się do szwedzkiej policji, aby nie zezwoliła na następne antyislamskie działania Paludana. Już w sobotę w związku z utrudnieniami musiał on zresztą przenieść swój protest z Landskrony do Malmö.

….muzułmanie także

Zapowiedzi duńsko-szwedzkiego aktywisty nie tylko niepokoją samorządowców, ale ponownie rozpoczynają w Szwecji debatę na temat granic wolności słowa. Bardzo często pojawiają się bowiem głosy, aby jego demonstracje były zakazywane ze względów bezpieczeństwa, lecz z powodu obrazy uczuć religijnych. Tego poglądu nie podzielają jednak zwolennicy konstytucyjnego prawa do wolności zgromadzeń, uznający palenie Koranu za jeden z przejawów wolności słowa.

Oczywiście tego poglądu nie podzielają imigranci z przedmieść największych szwedzkich miast. Trudno spodziewać się zresztą, żeby było inaczej, gdy mamy do czynienia z osobami sprawiającymi od lat problemy szwedzkiemu państwu. Zdaniem policji wielkanocne zamieszki były najpoważniejszymi w całej historii, tym niemniej wybuchają one z różnych powodów od wielu lat.

Nie bez przyczyny od siedmiu lat szwedzkie służby prowadzą listę tzw. „no-go zones”, oficjalnie nazywanych w Szwecji „obszarami wrażliwymi”. Lista najniebezpieczniejszych miejsc w kraju jest stale aktualizowana, choć w ostatnich latach nie obyło się bez pewnych kontrowersji. Zwłaszcza liberalne środowiska uważają udostępnianie jej do publicznej wiadomości jako zniechęcające inwestorów. Dzieje się tak mimo zapewnień, że sytuacja na przedmieściach stale się poprawia.

W chwili obecnej lista „obszarów wrażliwych” liczy sobie dokładnie 61 miejsc. Ich mapa opracowywana jest na podstawie raportów wysyłanych przez lokalne oddziały policji. Oceniają one skalę przestępczości w poszczególnych dzielnicach miast, badając również jej oddziaływanie na całą społeczność. W tej kwestii szwedzka policja wykorzystywała doświadczenia służb w Stanach Zjednoczonych i Ameryce Południowej, bo właśnie tam istnieją gangi zajmujące określone terytoria i walczące między sobą o wpływy.

Komendant ostrzegał

Skalą zamieszek wyraźnie zaniepokojony jest komendant główny szwedzkiej policji. Anders Thornberg przyznał, że różniły się one od dotychczas spotykanych rozruchów na przedmieściach tamtejszych miast. Jego zdaniem uczestnicy protestów przeciwko paleniu Koranu byli nie tylko agresywni wobec funkcjonariuszy, lecz często próbowali ich po prostu zabić. Dodał on zresztą, że spora część muzułmanów jest na co dzień związana z gangami przestępczymi.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Thornberg nie pierwszy raz uderza w alarmistyczne tony. Dowódca szwedzkiej policji na początku roku powiedział wprost, że do przestępczości w jego kraju przyczynia się masowa imigracja, której towarzyszy brak integracji obcokrajowców z resztą społeczeństwa. Gdy głównym wyzwaniem dla policjantów są obecnie przestępcze gangi, jest ona dodatkowo obarczana zastępowaniem państwa w wykonywaniu należących do niego podstawowych zadań. W tym względzie chodziło mu głównie o przeciwdziałanie samobójstwom młodych ludzi.

Między innymi z tego powodu domaga się on większego zaangażowania państwa i służb socjalnych. Zwiększenie wydatków na cele takie jak opieka nad psychiką młodych ludzi odciążyłoby bowiem policję. Jednocześnie Thornberg domaga się nowych środków na walkę z przestępczością, w tym głównie zaostrzenia kar, lepszej wymiany informacji między służbami czy łatwiejszego przejmowania majątków pochodzących z przestępstw.

Brak pieniędzy i wsparcia ze strony administracji państwowej jest jednak tylko wycinkiem problemów szwedzkiej policji. Jej komendant nie ukrywa, że musi mierzyć się z dużymi brakami kadrowymi, konkurując w tej kwestii chociażby z wojskiem i służbą więzienną. Celem Thornberga jest więc zwiększenie liczby funkcjonariuszy do 10 tysięcy w 2025 roku, ale powątpiewa on w możliwość realizacji tych planów.

A we wrześniu wybory…

Po ostatnich zamieszkach politycy zaczynają licytować się w kwestii wsparcia dla policji, krytykowanej powszechnie choćby za „taktyczne odwroty” podczas ataków ze strony muzułmańskich chuliganów. W parlamencie zaczyna się właśnie debata nad poprawkami do ustawy budżetowej, dlatego opozycja domaga się zwiększenia nakładów finansowych na policję i sądownictwo. Takich postulatów będzie z pewnością jeszcze więcej, bo we wrześniu w Szwecji odbędą się wybory parlamentarne.

Wydarzenia z przedmieść szwedzkich miast są najbardziej korzystne dla nacjonalistów. Szwedzcy Demokraci (SD) w ostatnich miesiącach cieszyli się zresztą rekordowym poparciem, a w niektórych sondażach udało im się nawet prześcignąć centroprawicę i rządzących socjaldemokratów. Przeprowadzone w marcu badania opinii publicznej wskazywały co prawda osunięcie się SD na trzecie miejsce w stawce, tym niemniej sytuacja w Szwecji jest bardzo dynamiczna.

Dodatkowo na korzyść nacjonalistów przemawia fakt, że od blisko trzech dekad ostrzegali oni przed skutkami masowej imigracji. Pod ich wpływem praktycznie cała szwedzka scena polityczna przesunęła się na prawo, dlatego zamieszek pod dywan nie mogą zamieść zarówno największe ugrupowania, jak i szwedzkie media. Trudno byłoby więc obecnie ukryć przed opinią publiczną, że w Szwecji w wyniku strzelanin urządzanych przez gangi imigrantów ginie rocznie już ponad 100 osób.

Z powodu wrześniowych wyborów do Riksdagu głowy w piasek nie może chować socjaldemokratyczny rząd. Minister sprawiedliwości Morgan Johansson zapowiada zapewnienie policji odpowiednich środków do walki z chuliganami i przestępcami. Po latach zaniedbań i pobłażania trudno będzie jednak poprawić sytuację w ciągu kilku miesięcy, a nawet lat. Zwłaszcza, że imigranci nie wydają się być przesadnie zainteresowani asymilacją.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz