Re-kolonizacja Afryki w białych rękawiczkach

Afryka boryka się wciąż z poważnymi problemami natury społeczno-gospodarczej, ale nadal jest atrakcyjnym rynkiem dla wielu państw, zwłaszcza tych o mocarstwowej pozycji. Powoli mamy więc do czynienia z pewną formą „re-kolonizacji”, w której pierwsze skrzypce grają Amerykanie, Chińczycy i Niemcy.

Powoli rozkręcająca się amerykańsko-chińska wojna handlowa może mieć duże reperkusje dla całego świata, zaostrzając tym samym globalną rywalizację obu głównych zainteresowanych. Z pewnością jednym z elementów wzajemnej ekonomicznej konkurencji będzie walka o wpływy w Afryce, co sugeruje chiński dziennik „Global Times”1, reprezentujący głównie chiński punkt widzenia na globalne relacje międzynarodowe.

„Ameryka ignoruje Afrykę”

Opublikowany na łamach dziennika artykuł poświęcony Afryce w gruncie rzeczy sprowadza się do krytyki polityki Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w kontekście niedawnej wizyty na tym kontynencie byłego już sekretarza stanu Rexa Tillersona, który chciał naprawić efekty jednej z kontrowersyjnych wypowiedzi swojego zwierzchnika. Prezydent Donald Trump na początku stycznia brał bowiem udział w konferencji poświęconej imigracji. W jej trakcie nawiązał do Afryki i wprost zadał pytanie, po co do Stanów Zjednoczonych „przyjeżdżają ci wszyscy ludzie z krajów na zadupiu?”.

Tillerson nie tylko jednak naprawiał szkody wyrządzone wizerunkowi swojego kraju w Afryce, ale zdecydował się również skrytykować chińskie zaangażowanie na tym kontynencie. Jego zdaniem prowadzi ono do uzależniania się państw „Czarnego Lądu” od chińskich pieniędzy, korupcji, a przede wszystkim drenażu afrykańskich surowców naturalnych przez chińskie firmy.

„Global Times” przypomina jednak, że Stany Zjednoczone od dawna nie prowadzą aktywnej polityki wobec Afryki. Zaś największym rozczarowaniem pod tym względem była prezydentura Baracka Obamy, zważywszy na fakt, że amerykański prezydent ma przecież kenijskie pochodzenie. Dane za 2016 rok wskazują przy tym, że USA przeznaczały niewielką ilość swoich funduszy na kraje afrykańskie. W czołówce amerykańskich wydatków na pomoc rozwojową i militarną znalazły się bowiem już tradycyjnie Afganistan, Irak i Izrael. Natomiast największy afrykański beneficjent w postaci Etiopii otrzymał od Waszyngtonu mniej pieniędzy niż Jordania. O niskim poziomie afrykańsko-amerykańskich relacji świadczy przy tym bilans handlowy. Produkty dostarczane na ten kontynent stanowią zaledwie 1,5 proc. całego amerykańskiego eksportu.

Chińska siła

Chiński dziennik oczywiście nie omieszkał pochwalić polityki swojego własnego kraju, który już od kilkunastu lat czyni wiele, aby stać się wiodącym partnerem „Czarnego Lądu”. W latach 2000-2014 dwustronny handel między Chinami i Afryką wzrósł blisko 21 razy, a chińskie interesy są realizowane za pośrednictwem inwestycji w kilka topowych branż. Należą do nich energetyka, przemysł wydobywczy oraz telekomunikacja.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Ponadto Państwo Środka realizuje szereg projektów, które można zaliczyć do tradycyjnego zestawu narzędzi „soft power”, w przeszłości będących zresztą domeną samej amerykańskiej polityki. Chodzi oczywiście o budowę infrastruktury, przybierającej głównie formę nowych dróg, szpitali, szkół, lotnisk, portów, czy też linii kolejowych. Należy przy tym zresztą wspomnieć, że w porównaniu do państw zachodnich, Chińczycy nie wymagają w zamian przestrzegania praw człowieka, czy też demokratyzacji krajów afrykańskich.

„Global Times” zauważa, że pustkę powstałą po wycofaniu się Zachodu z Afryki wypełniają inne dynamicznie rozwijające się państwa, którymi oprócz Chin są między innymi Indie i Turcja. Chińscy dyplomaci w porównaniu do swoich zachodnich odpowiedników często odwiedzają ten kontynent, dlatego w ciągu ostatnich dziesięciu lat najważniejsi chińscy politycy odbyli 79 oficjalnych wizyt w 43 państwach afrykańskich, zaś rokrocznie przebywa tam chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi.

Niemiecka cisza

Chiny, Stany Zjednoczone i wymienione przez chiński dziennik Indie i Turcja nie są przy tym jedynymi państwami, które starają się obecnie walczyć o wpływy na kontynencie afrykańskim. Zupełnie po cichu robią to bowiem nasi zachodni sąsiedzi, o czym przed miesiącem przypomniał tygodnik „Der Spiegel”2, który opisywał działalność niemieckiego pośrednictwa pracy w Ghanie.

Głównym celem niemieckiej agencji jest pomoc lokalnym mieszkańcom w poszukiwaniu pracy, aby pozostali oni w swoim kraju. Centrum nie oferuje bowiem wyjazdów do Niemiec, ale szuka Ghańczykom zatrudnienia w ich własnej ojczyźnie, zaś Ghana nie jest jedynym obszarem aktywności niemieckiego państwa, które chce powstrzymać napływ imigrantów do Europy. Niemieccy policjanci pomagają więc libijskiej straży granicznej, w Sudanie przekazują tej samej służbie odpowiednie wyposażenie, budują ogrodzenia na pustynnym piasku w Nigrze, a odpowiedniki ghańskiego biura zatrudnienia funkcjonują także w Maroku, Tunezji oraz Senegalu.

Obecność Niemiec w Afryce nie ma przy tym jedynie związku z polityką imigracyjną tego kraju, która jak widać ma obecnie odwracać negatywne skutki „polityki otwartych drzwi” kanclerz Angeli Merkel. Niemcy rozszerzają bowiem swoje wpływy głównie dzięki pracy swoich ambasadorów w Afryce, będących najczęściej specjalistami w dziedzinach, w których możliwe jest nawiązanie współpracy interesującej niemieckie firmy. Berlin oferuje więc państwom afrykańskim całą paletę programów pomocowo – rozwojowych, które w ostatecznym rozrachunku mają przynieść korzyści przedsiębiorcom znad Renu.

Afryka „wybija się na niepodległość”

Większość państw afrykańskich dalej jest niestabilna politycznie, na czym tracą oczywiście miejscowe gospodarki. Nie oznacza to jednak, że kontynent nie posiada swoich własnych aspiracji i chce być jedynie miejscem rywalizacji światowych mocarstw. Wzmocnić zwłaszcza pozycję ekonomiczną Afryki ma Afrykański Kontynentalny Obszar Wolnego Handlu (AfCFTA), mający zjednoczyć państwa członkowskie Unii Afrykańskiej w jeden obszar wolnego handlu. Początki będą z pewnością trudne, dlatego założyciele AfCFTA nie ukrywają, że liczą wciąż na inwestycje spoza swojego kontynentu, a tak wielki obszar wciąż daje pod tym względem ogromne możliwości.

Marcin Ursyński

1 http://www.globaltimes.cn/content/1093141.shtml

2 http://www.spiegel.de/international/world/preventing-the-migrant-wave-germany-exports-employment-offices-to-africa-a-1194330.html




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz