PiS-owska dziennikarka jak Monika Olejnik

Określenie „PiS-owski” nie musi kojarzyć się negatywnie. Można – a niekiedy wręcz należy – nie zgadzać się z pewnymi punktami programu tej partii i je kwestionować. Samo skojarzenie z tym ugrupowaniem nie jest jednak niczym kompromitującym. Postacie takie jak Katarzyna Gójska-Hejke usilnie zabiegają o to, by ten stan rzeczy się zmienił.

Niemal od początku rozmowy z Pawłem Kukizem było widać, że jej celem nie było zapoznanie się z poglądami polityka, lecz jego dyskredytacja i wytrącenie z równowagi. Poczynione przez Kukiza porównanie pisowskiej dziennikarki do znanej ze stronniczości i agresywnego stylu prowadzenia rozmowy Moniki Olejnik ze stacji TVN24 nie było nadużyciem. Monika Olejnik szorstko traktuje osoby sympatyzujące z PiS-em i członków tej partii, tymczasem per analogiamKatarzyna Gójska-Hejke stawia sobie za cel postawienie w jak najgorszym świetle krytyków wspomnianego ugrupowania – zupełnie tak, jakby usiłowała Monikę Olejnik przelicytować.

Kukiz zapłacił za brak entuzjazmu dla agendy politycznej prezydenta Dudy w sprawie Ukrainy, którą zresztą odrzucił sam Petro Poroszenko, upokarzając tym samym polskiego przywódcę. Polityk i muzyk argumentował ponadto, że nie można Rosji „prowokować”. Reakcja Gójskiej-Hejke jest co najmniej zdumiewająca, bowiem w odpowiedzi na to stwierdzenie pada prowokacyjne pytanie, czy należy się wobec tego spodziewać rosyjskiej inwazji na Polskę, co rzekomo tenże miał sugerować. Pytanie było o tyle dziwne, że jeszcze przed chwilą oburzające były dla Gójskiej-Hejke kontakty Korwina-Mikke z Rosją w trakcie i po „inwazji” na Krym, będącej ponoć bezpośrednim zagrożeniem także dla nas. Pozytywnym jest fakt, że prowadząca wywiad zauważyła wreszcie, iż Krym został odebrany nie Polsce, a Ukrainie i to na terytorium tej ostatniej została przeprowadzona „inwazja”. Chyba że ta niekonsekwencja podyktowana była czystą złośliwością, o co, rzecz jasna, Gójskiej-Hejke nie należy absolutnie podejrzewać.

Lider ruchu Kukiz’15 pogrążył się jednak jeszcze bardziej, gdy próbował rozmawiać z Gójską-Hejke niezrozumiałym dla niej językiem interesu narodowego. Polityk zwrócił uwagę na dość wymierne straty, jakie ponoszą polscy przedsiębiorcy i cała nasza gospodarka z powodu kontr-sankcji ze strony Rosji. A wszystko to – jak zauważyła wcześniej sama prowadząca – z powodu naruszenia integralności terytorialnej obcego państwa. Zupełnie tak, jakby Kukiz miał odpowiadać przed polskim wyborcą za to, by Krym znów był ukraiński.

Gójskiej-Hejke nie przekonuje też argument, z którym powinna się teoretycznie zgodzić. Nie kto inny, jak właśnie Prawo i Sprawiedliwość nie bez racji przekonuje o fatalnej kondycji państwa polskiego. Dziwnym trafem III Rzeczpospolita staje się mocarstwem wtedy, gdy ma się zaangażować w konflikt ukraińsko-rosyjski. Do takiej konkluzji trzeba dojść, słuchając zarzutów Gójskiej-Hejke o „potulności” względem Federacji Rosyjskiej.

Być może jednak dziennikarka prezentuje po prostu ukraiński, a nie polski punkt widzenia. Wszak według niej wojna toczy się „na naszejgranicy”, opcjonalnie: „przy naszejgranicy”. Polskie granice są oddalone od donbaskiego konfliktu o tysiące kilometrów, nie mamy więc powodu przypuszczać, by Gójska-Hejke miała na myśli Polskę. Chyba że jest po prostu źle poinformowana o przebiegu linii frontu.

W dalszej części tzw. „wywiadu” Kukiz jeszcze raz ma się opowiedzieć po którejś ze stron ukraińsko-rosyjskiego konfliktu, mimo że wcześniej zadeklarował się jako zwolennik neutralności. Jednoczesne zwrócenie uwagi na problem wykupu polskiej ziemi przez obcokrajowców ze względu na kończący się unijny okres ochronny Gójska-Hejke kwituje – tak jak wcześniejsze wnioski Kukiza dotyczące stanu państwa polskiego – stwierdzeniem, iż są to zagadnienia polityki wewnętrznej. Problem w tym, że – jak zwracają uwagę politolodzy – zaciera się granica między polityką zewnętrzną a polityką wewnętrzną państwa i kojarzenie różnych faktów z tych obszarów świadczy akurat na korzyść Pawła Kukiza. W ten sam sposób zaciera się również granica między bezpieczeństwem wewnętrznym i zewnętrznym, trudno więc wymagać, by państwo polskie w swoim żałosnym stanie angażowało się czynnie w jakikolwiek konflikt, czego Gójska-Hejke zdaje się nie rozumieć. Nie rozumie też ona, że argument o uregulowaniu statusu polskiej ziemi przez polski Sejm nie ma żadnego znaczenia w kontekście ustaleń zawartych w toku negocjacji członkowskich z Unią Europejską. Trudno sobie wyobrazić podmiotową rolę Polski na arenie międzynarodowej, jeśli nie będziemy wkrótce gospodarzem we własnym kraju.

Powtórzone po raz trzeci pytanie o politykę Polski wobec konfliktu na Ukrainie pozornie zbiło Kukiza z tropu. Jako kontrapunkt przedstawił on stanowisko prezydenta Dudy, który – jak stwierdził Kukiz – usiłuje nadać Polsce rolę arbitra we wspomnianym konflikcie. Gójska-Hejke zaprzeczyła jednak, by Andrzej Duda prowadził taką politykę. „Ja słyszałam wypowiedź prezydenta, nic takiego nie było” – usłyszał w odpowiedzi Paweł Kukiz. Wprawdzie dość nieprecyzyjnie odpowiedział on, że czytał na ten temat w internecie, ale nawet tego typu researchu zabrakło u rozmówczyni Kukiza. Jeszcze jako prezydent-elekt Andrzej Duda powiedział w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej z 5 sierpnia o zmianie formatu rozmów nt kryzysu ukraińskiego na taki, który uwzględniałby udział Polski:

„Uważam, że trzeba podjąć rozmowy na ten temat. Także z samą stroną ukraińską. To jest oczywiście bardzo trudne, ale nie oznacza to, że nie należy podejmować działań. Myślę o takiej polityce, która będzie szukała sojuszników, aby nową formułę rozmów przygotować. Mam nadzieję, i chciałbym, aby te rozmowy były prowadzone z udziałem Polski i innych sąsiadów Ukrainy. Trwały pokój może zapewnić tylko szeroka konferencja pokojowa”.

Z kolei w wywiadzie z 9 lutego dla Polskiego Radia kandydat na urząd Prezydenta RP Andrzej Duda powiedział: „To bardzo źle, że nie ma Polski przy stole tych rokowań w sprawie Ukrainy”. Obiegający się o najwyższy urząd w państwie Andrzej Duda stwierdził również, że „Polska powinna zdecydowanie forsować swoją obecność przy stole rokowań”.

Jak przytomnie zauważył w trakcie tzw. „wywiadu” Paweł Kukiz, „od dawna jesteśmy wykluczeni z gry”, o czym przekonał się właśnie prezydent Duda, gdyż jego propozycje odrzuciły nie tylko Niemcy, ale i sama Ukraina. Nie da się ukryć, że krytykowane przez muzyka „wychylanie się przed szereg” przyniosło nam właśnie kolejne upokorzenie ze strony Ukraińców.

Ostatecznie Kukiz na minutę przed końcem programu wyszedł ze studia, czym nadał rozgłos tej imitującej wywiad telewizyjny konwersacji. To właśnie ten radykalny krok umożliwił naświetlenie problemów poruszanych przez muzyka, jak i problemu czynnego zaangażowania niektórych tzw. dziennikarzy „niezależnych” po stronie określonych sił politycznych. Nie trzeba się zgadzać z poglądami PiS-u, które bez wątpienia Gójska-Hejke podziela, tak jak i nie muszą wzbudzać entuzjazmu wszystkie propozycje Pawła Kukiza. W zaaranżowanym przez dziennikarkę Telewizji Republika starciu obydwu racji ciężko jednak opowiedzieć się po stronie tych pierwszych. Z uwagi na styl prowadzenia rozmowy nie wiemy tylko, czy ze względu na słuszność tych drugich, czy też agresję i ignorancję stronniczki PiS-u. Same PiS-owskie poglądy nie sytuowały jej wszak na straconej z góry pozycji, o czym najwyraźniej Gójska-Hejke nie była do końca przekonana.

Marcin Skalski

forma płatności