Odwet establishmentu przeciwko Trumpowi i Putinowi

Jeśli informacja zawarta w aktach oskarżenia jest całkowicie prawdziwa, a tak wcale nie musi być, to sugerowałoby, że domniemani moskiewscy pośrednicy mogli celowo starać się podważyć kampanię Hillary Clinton, by faworyzować Berniego Sandersa, ale nie ma absolutnie żadnych dowodów, że zrobili oni coś, aby pomóc Donaldowi Trumpowi – uważa były oficer CIA, Philip Giraldi, na łamach Strategic Culture.

Jest wiele niespójnych i niewiarygodnych elementów w akcie oskarżenia przeciwko dwunastu rosyjskim oficerom wywiadu wojskowego GRU, przedstawionym przez zastępcę prokuratora generalnego, Roda Rosensteina. Zanim jednak przejdę do ich omówienia, warto rozważyć kontekst ogłoszenia tych oskarżeń.

Departament Sprawiedliwości, który w oparciu o dowody już ujawnione, faktycznie ingerował w wybory w 2016 r. o wiele bardziej niż Moskwa, kontynuował tę niechlubną tradycję, publikując akt oskarżenia trzy dni przed tym, jak prezydent Donald Trump miał się spotkać z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Szczyt w Helsinkach między dwoma przywódcami był niezwykle ważny i nie było żadnego powodu, aby upublicznić dokument akurat w tym czasie, co miało wyraźnie rzucić cień na przebieg spotkania prezydentów. W rzeczywistości pojawienie się aktu oskarżenia można łatwo wytłumaczyć jako celową próbę upolitycznionego Departamentu Sprawiedliwości i specjalnego prokuratora Roberta Muellera, by storpedować prezydenta Trumpa z powodu obaw, że może dojść do porozumienia z Putinem.

30-stronicowy akt oskarżenia zawiera mnóstwo szczegółowych informacji na temat domniemanego rosyjskiego zaangażowania, ale zawiera liczne twierdzenia, które czytelnik musi zaakceptować na wiarę, ponieważ niewiele jest dowodów na ich poparcie, a same twierdzenia mogą być fałszywymi tropami wrogich służb wywiadowczych, mających na celu wplątać Moskwę. Z punktu widzenia oficera wywiadu są nawet pewne znaczące obszary, w których operacyjna niewiarygodność całkowicie podważa sprawę. Akt oskarżenia identyfikuje po imieniu i stanowisku dwunastu rzekomych funkcjonariuszy GRU, którzy „świadomie i celowo sprzysięgli się ze sobą oraz z osobami znanymi i nieznanymi Ławie Przysięgłych, aby uzyskać nieautoryzowany dostęp do komputerów amerykańskich osób i podmiotów biorących udział w wyborach prezydenckich w 2016 r., dokonać kradzieży dokumentów z tych komputerów i etapowo publikować skradzione dokumenty, aby ingerować w wybory prezydenckie w USA w 2016 r”.

Wszystkich dwunastu rzekomych funkcjonariuszy GRU szczegółowo opisano, wraz z mechanizmami zabezpieczeń, które mieli wykorzystywać oraz z celami, które realizowali. Ale wszyscy są w Rosji i nie ma praktycznie żadnej szansy, że zostaną oni poddani ekstradycji, aby stanąć przed sądem w Waszyngtonie, co z pewnością było oczywiste, gdy oskarżenie zostało sporządzone. Oznacza to, że „fakty”, jak stwierdzono w dokumencie, nigdy nie zostaną poddane zwykłemu procesowi sądowej weryfikacji lub odkryciu, które ma miejsce, gdy ktoś zostanie oskarżony o przestępstwo, co z kolei oznacza, że informacje zawarte w aktach oskarżenia nigdy nie zostaną podważone.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Sam dokument nie zawiera również informacji o tym, jak rosyjscy oficerowie i ich stanowiska zostały zidentyfikowane, co sugeruje, że mógł to być amerykański haker lub agent działający pod nadzorem CIA lub NSA, który wymyślił listę osób powiązanych z operacjami cybernetycznymi GRU. To byłaby informacja obejmująca źródła i metody, materiał chroniony kodami powyżej desygnacji „ściśle tajne”.

Jeśli lista funkcjonariuszy GRU jest autentyczna, ujawniłaby zdolność USA do penetracji tej organizacji, co doprowadziłoby Moskwę do zaostrzenia bezpieczeństwa ze szkodą dla amerykańskiego wywiadu. Istnieje jednak możliwość, że autorzy aktu oskarżenia potrzebowali grupy wiarygodnych Rosjan i wykorzystali ogólną listę dostarczoną przez CIA lub NSA w celu wymyślenia sprawców, a następnie wykorzystali te tożsamości i szczegółowe informacje na ich temat, aby zapewnić wiarygodność swojej narracji. To, czego nie zrobili, to dostarczenie rzeczywistych dowodów łączących te osoby z „hakowaniem / ingerencją” lub powiązanie ich z rosyjskim rządem. Jeśli informacja zawarta w aktach oskarżenia jest całkowicie prawdziwa, a tak wcale nie musi być, to sugerowałoby to, że domniemani moskiewscy pośrednicy mogli celowo starać się podważyć kampanię Hillary Clinton, by faworyzować Berniego Sandersa, ale nie ma absolutnie żadnych dowodów, że zrobili oni coś, aby pomóc Donaldowi Trumpowi.

Poza tym, co jest lub nie jest zawarte w samym dokumencie, istnieje wyraźne nieporozumienie co do sposobu działania wyrafinowanej organizacji wywiadowczej, którą na pewno jest GRU. Gdyby istniał zakrojony na szeroką skalę plan Kremla zakłócenia wyborów w USA, nie byłby on obsługiwany przez dwunastu zidentyfikowanych funkcjonariuszy GRU pracujących z czymś, co wydaje się być jedynie ograniczoną osłoną i zasobami. Jeśli oskarżenia są prawdziwe, mogło to być rutynowe sondowanie, zbieranie i selektywne rozpowszechnianie informacji, w które zaangażowane są wszystkie agencje wywiadowcze. Stany Zjednoczone robią to regularnie w wielu krajach, ingerując w wybory na całym świecie, znacznie częściej niż Rosja z jej ograniczonymi zasobami, a nawet przeprowadzają zmiany reżimu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Czy Rosja naprawdę ingerowała w amerykańskie wybory prezydenckie?

Gdyby celem Kremla było prawdziwe podważenie amerykańskiej demokracji (co jest obecnie skutecznie realizowane przez republikanów i demokratów), zaangażowanych byłyby setki oficerów, wszyscy pracowaliby pod głęboką przykrywką i bezpiecznie w rozproszonych lokalizacjach. Nikt nie używałby komputerów podłączonych do sieci, które można przeniknąć w celu umożliwienia osobistej identyfikacji lub odkrycia ostatecznego źródła aktywności. Wszyscy pracowaliby pod pseudonimami na samodzielnych maszynach, a informacje byłyby w taki sposób przekazywane, aby przerwać łańcuch dowodowy. Odcięcie może polegać na użyciu na przykład pendrive’a do przesyłania informacji z jednego komputera na drugi. Informacje nie byłyby wysyłane lub odbierane kanałami, które mogłyby zostać zidentyfikowane przez NSA lub CIA i narażone na szwank.

Tak więc przekonanie, że rząd Stanów Zjednoczonych zidentyfikował dwunastu winowajców, którzy byli odpowiedzialni za próbę obalenia amerykańskiej demokracji, jest w każdym z wypadków niedorzeczne, jeśli w ogóle istniał poważny plan zakłócenia wyborów. Akt oskarżenia jest jedynie dokumentem politycznym, mającym na celu podważenie wszelkich starań Donalda Trumpa o zbliżenie z Władimirem Putinem. Służy on również jako paliwo dla demokratów, którzy wciąż nie mogą zrozumieć, co się stało z Hillary Clinton, i republikańskimi jastrzębiami, takimi jak John McCain, Lindsay Graham, Jeff Flake i Ben Sasse, którzy uporczywie dążą do odtworzenia zimnej wojny. Jak stwierdzili Donald Trump i Władimir Putin na swojej konferencji prasowej w Helsinkach, spotkanie przywódców dwóch najpotężniejszych nuklearnych mocarstw jest zbyt ważną okazją, by ją zlekceważyć. Zimnowojenni wojownicy powinni to wziąć pod uwagę.

Philip Giraldi

 

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz