Marine Le Pen znów nie porwała Francuzów

Marine Le Pen drugi raz z rzędu weszła do drugiej tury wyborów prezydenckich, zdobywając więcej głosów niż przed pięcioma laty. Wciąż nie jest jednak w stanie przynajmniej zbliżyć się do wygranej, co w środowiskach narodowej prawicy zapewne wywoła kolejną dyskusję nad jej rzeczywistymi politycznymi zdolnościami. Zwłaszcza, że przegrała po daleko idącym zwrocie ku dużo bardziej umiarkowanym postulatom.

Le Pen może oczywiście doszukać się szeregu pozytywów w drugiej z rzędu porażce z Emmanuelem Macronem. Najważniejszym z nich jest wzrost poparcia dla jej kandydatury. Przed dwoma laty w drugiej turze otrzymała 33,9 proc. głosów, natomiast teraz poparło ją prawie 42 proc. Francuzów. Nic więc dziwnego, że szefowa Zjednoczenia Narodowego (RN) podczas swojego wieczoru wyborczego mówiła o „historycznym wyniku”, aby w ten sposób podtrzymać na duchu swoich działaczy i wyborców.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

385.18 PLN    (1.75%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

W swoim niedzielnym przemówieniu Le Pen sugerowała również dokonującą się zmianę wśród Francuzów, którzy w coraz większym stopniu „wybierają obóz narodowy”. Zwróciła się zwłaszcza do mieszkańców francuskiej prowincji i wsi oraz terytoriów zamorskich, bo właśnie na tych terenach otrzymała najwięcej głosów. Zapewne właśnie tam będzie prowadzić bardziej intensywną kampanię przed czerwcowymi wyborami parlamentarnymi.

Szefowa narodowców zwiększyła swoje poparcie także wśród przedstawicieli szeroko pojętej „klasy ludowej”. Wśród francuskich pracowników pozytywnie rezonują jej propozycje programowe o zwiększeniu ich siły nabywczej, na czym Le Pen zaczęła skupiać swoją kampanię od jesieni ubiegłego roku. Według sondaży w pierwszej turze wyborczej poparło ją blisko 35 proc. wyborców należących właśnie do tej grupy społecznej.

Polityk umiarkowany…

Jednym z najważniejszych elementów polityki Le Pen po przejęciu partii od jej ojca było doprowadzenie do jej „de-demonizacji”. Symbolem tej polityki było dokonanie zmiany nazwy Frontu Narodowego, choć nawet jego bardziej umiarkowani politycy nie uważali, aby mogło to rzeczywiście zmienić podejście establishmentu do ich ugrupowania. Innego zdania była jednak sama szefowa, która dodatkowo zmarginalizowała albo po prostu wyrzuciła krytyków zmiany partyjnego wizerunku.

Nie od razu zrezygnowała natomiast z postulatów wzbudzających największe kontrowersje wśród francuskiego elektoratu. Zdaniem części liderów RN-u było to przyczyną jej poprzedniej wyborczej porażki z Macronem. Le Pen mówiła wówczas wprost o konieczności opuszczenia Unii Europejskiej przez Francję, sprzeciwiała się walucie euro i dużo bardziej otwarcie krytykowała Sojusz Północnoatlantycki. Od paru lat „Frexit” i wyjście ze strefy euro nie znajdują się już w jej oficjalnym programie politycznym.

Zamiast tego skupia się ona na wspomnianym dotarciu do „klasy ludowej”, najbardziej dotkniętej kosztami europejskiej polityki ekonomicznej, deindustrializacją, zmniejszającą się siłą nabywczą i negatywnymi skutkami globalizacji. Można pokusić się więc o stwierdzenie, że w tych wyborach była prawdziwą kandydatką „żółtych kamizelek”, a więc ruchu zwykłych Francuzów sprzeciwiających się neoliberalnej i globalistycznej polityce administracji Macrona.

Le Pen przez ostatnie lata ocieplała również swój własny wizerunek. Przedstawiała się jako kandydatka zwykłych Francuzów, mających nieco inne problemy niż dysputy toczone przez prawicowe i lewicowe elity intelektualne. Dodatkowo określała siebie mianem feministki, która jest jednak krytyczna wobec wojującego z mężczyznami „neofeminizmu”. Jednocześnie nie ukrywała, że jej życie prywatne nie było do końca udane, dlatego obecnie mieszka z koleżanką i swoimi kotami.

… aż do przesady

Kolejna porażka szefowej RN-u będzie niemal na pewno wodą na młyn rozrastającego się chóru krytyków jej polityki. Od paru lat narodowcy zmagają się z falą odejść ze strony doświadczonych działaczy, usuwanych przez samą Le Pen, albo nie widzących dla siebie miejsca w ugrupowaniu stale liberalizującym swój program. Ostatnie tygodnie przed pierwszą turą wyborów prezydenckich były zresztą pod tym względem sporym obciążeniem wizerunkowym dla lider francuskich narodowców.

Z jej partią pożegnało się bowiem kilku wpływowych polityków, którzy zdecydowali się zasilić nowy ruch Érica Zemmoura. Co prawda siostrzenica Le Pen, Marion Maréchal, opuściła RN przed pięcioma laty, ale nie zmieniło to wydźwięku tego wydarzenia. Poza nią akces do zemmourowej „Rekonkwisty” zgłosili posłowie, senatorowie i europosłowie należący dotychczas do czołowych postaci w ugrupowaniu obchodzącym w tym roku swoje pięćdziesięciolecie.

O zbyt daleko idącej przemianie ideologicznej RN-u świadczy najlepiej historia znanego prawnika i pisarza Gilberta Collarda. Przez kilka lat był on jednym z najbliższych współpracowników Le Pen, w tym również szefem organizacji skupiającej partie i ruchy społeczne popierające jej kandydaturę w dwóch poprzednich wyborach prezydenckich. Collard był przez lata symbolem polityki „de-demonizacji” narodowców, ale później dołączył do działaczy poddających w wątpliwość sens zmiany partyjnego szyldu. Ostatecznie w styczniu został honorowym przewodniczącym i jednym z liderów ruchu Zemmoura.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Przed drugą turą wyborów dwójka wiceprzewodniczących „Rekonkwisty”, czyli siostrzenica Le Pen i poseł Guillaume Peltier, wezwali nawet konkurentkę Macrona do „niezapominania o wartościach prawicy”. Ich zdaniem szefowa narodowców pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów zajmowała się głównie „kręceniem się wokół wartości lewicowych”, gdy tymczasem 14 milionów Francuzów przed dwoma tygodniami zagłosowało przede wszystkim za prawicowymi ideami.

Na razie zostaje

Podczas swojego wieczoru wyborczego Le Pen zapowiedziała przeprowadzenie intensywnej kampanii przed czerwcowymi wyborami parlamentarnymi. Dodatkowo stwierdziła, że „nigdy się nie podda” i nie zamierza w związku z tym rezygnować z polityki, choć nie wiadomo czy powróci formalnie na stanowisko przewodniczącej swojej partii. Już teraz można natomiast przewidzieć, że w czerwcu RN wbrew zapowiedziom liderów nie stanie się „poważną grupą polityczną”, która będzie w stanie zakwestionować kolejne działania Macrona.

Wybory parlamentarne są bowiem najtrudniejszymi dla narodowców. Nie tylko odbywają się one w systemie jednomandatowych okręgów wyborczych, ale dodatkowo obowiązuje w nich druga tura, o ile oczywiście kandydat nie przekroczy pułapu 50 proc. głosów. Te rozwiązanie zostało wprowadzone jeszcze w latach osiemdziesiątych, właśnie w celu osłabienia wpływów ugrupowania kierowanego wówczas przez Jean-Marie Le Pena.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Wydaje się jednak, że nie wszyscy działacze i zwolennicy RN-u przejdą do porządku dziennego nad kolejną porażką swojej partii. Zwłaszcza, że coraz bardziej próbuje ich przyciągać Zemmour, który komentując wyniki drugiej tury mówił o „ósmej porażce nazwiska Le Pen”, przewidywanej przez niego zresztą od lat. Jednocześnie szef ‘Rekonkwisty” wezwał do przezwyciężenia podziałów i utworzenia „zjednoczonego bloku narodowego”, mogącego „walczyć z dziełem dekonstrukcji Francji przez Macrona”. Propozycja ta została już jednak odrzucona przez współpracowników samej Le Pen.

Liderzy RN-u przy tej okazji skrytykowali Zemmoura za brak pokory, wypominając mu wynik z pierwszej tury. Sami powinni jednak uderzyć się w piersi. Ich szefowej, mimo coraz lepszych wyników wyborczych, wciąż nie udało się zbudować dobrze funkcjonującej partii. Niewielkie rozłamy nie są usprawiedliwieniem dla braku profesjonalnych struktur lokalnych, gdy narodowcy w wielu regionach mają wieloletnie doświadczenia z pracy samorządowej. Bez rekrutacji nowych działaczy i wyjścia do społeczeństwa obywatelskiego trudno będzie odnieść sukces.

Broniąc Le Pen nie można jednak zapominać, że ma ona przeciwko sobie cały establishment. Przeciwko niej występują wszystkie największe media, nie wspominając już o opisanym wcześniej systemie wyborczym i towarzyszącym mu „froncie republikańskim” tworzonym przez prawicę i lewicę. Być może Francuzi muszą jeszcze dojrzeć nawet do umiarkowanej wersji idei narodowej, która w ostatnich latach znacząco zmieniła zresztą francuską debatę publiczną.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz