Znany czytelnikom Kresów konflikt w Połonnem pomiędzy proboszczem parafii św. Anny a tamtejszymi Polakami, będącymi główną częścią jej wiernych, trwa nadal.

Wszelkie działania podejmowane przez Polskie stowarzyszenie kulturalno-oświatowe, kierowane przez Anżelę Wiśniewską, dążące do jego rozładowania są bezskuteczne. Obecny proboszcz franciszkanin o. Piotr Nowoselskyj konsekwentnie ruguje język polski z liturgii i duszpasterstwa w połońskiej parafii, kontynuując w tym względzie politykę swoich poprzedników.



-Boli nas to bardzo – mówi Anżela Wiśniewska – Kościół w Połonnem powstał z ofiar Polaków i dzięki niemu nie został wysadzony w powietrze w latach trzydziestych. Nasi dziadowie stanęli w jego obronie ryzykujac utratę życia, lub co najmniej wywiezienie na Sybir. Wielu z nich zostało zamordowanych w jego podziemiach tylko dla tego, że byli Polakami. Kiedy przez kilkanaście miesięcy pełnił on rolę katowni NKWD. Obecnie w kościele chce się z nas na siłę zrobić Ukraińców, mimo, że zawsze byliśmy Polakami.

Rozgoryczeniu Polaków nie ma się co dziwić. Połonne przez cały sowiecki okres było twierdzą polskości i wiary rzymskokatolickiej nie tylko w północnej części obwodu chmielnickiego, ale także dla obwodów wołyńskiego i rówieńskiego. Kościół się Anny był jedyną czynną świątynią od Bugu do Żytomierza. Posługujący w nim księża, tacy jak ks. Antoni Chomicki, czy Andrzej Gładysiewicz przeszli do legendy Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie.

W połońskiej świątyni Polacy zawsze czuli się jak u siebie. Tylko tu mogli pielęgnować swoja narodową tożsamość. Jeżeli któryś z nich na co dzień posługiwał się językiem ukraińskim, to po przekroczeniu bramy w murze otaczającym świątynię, będącym fragmentem dawnych miejskich fortyfikacji, mówił już tylko po polsku. W pierwszych latach niepodległości Ukrainy franciszkanie, którzy objęli duszpasterstwo w parafii szanowali fakt, że zdecydowana większość jej wiernych ma nie tylko polskie korzenie, ale pochodzi z czysto polskich rodzin, które w domach rozmawiają po polsku. Po dziś dzień wspominają oni ojca Jana Duklana, który godnie kontynuował działalność wielkich poprzedników. Sytuacja zaczęła się psuć w miarę zbliżania się jubileuszu czterechsetlecia parafii. Pojawili się wtedy zakonnicy, którzy zaczęli wprowadzać do duszpasterstwa język ukraiński.

Usuwanie polskiego

Najpierw ostrożnie, a później bezceremonialnie przystąpili do jego usuwania, rugując systematycznie język polski nie tylko z liturgii, ale z parafialnego życia.

W opinii Polaków mieszkających w Połonnem była to działalność celowa nastawiona na zukrainizowanie parafii, nie mająca żadnego duszpasterskiego uzasadnienia. Po dziś dzień głowią się, czy franciszkanie zrobili to z własnej inicjatywy, czy też pod naciskiem władz. Nie można wykluczyć, że ukrainizatorski kurs rozpoczęty przez franciszkanów jest ceną zarejestrowania przez władze najpierw Kustodii, a później Prowincji św. Michała Archanioła Braci Mniejszych na Ukrainie. Połonne jest bowiem tylko wycinkiem problemu. Podobne przypadki są notowane w innych parafiach, w których posługują franciszkanie. Połonne jest przypadkiem najbardziej skrajnym, bo tutejsza parafia była zawsze twierdzą polskości, za utrzymanie której tutejsi Polacy płacili konkretną cenę. Gdyby nie ich fizyczny opór, kościół w Połonnem jeszcze w latach trzydziestych zostałby wysadzony w powietrze. Obecnie zaś, gdyby turysta z Polski wszedł do odnowionej świątyni, przeżyłby prawdziwy szok. Nie ma w nim żadnego polskiego napisu. Przy okazji generalnego remontu usunięto wszystkie…

Została jedna Msza

Sam jubileusz czterechsetlecia parafii, zrobiony z wielką pompą i udziałem wielu biskupów był dla tutejszych parafian całkowitym szokiem. Jego organizatorzy przeszli do porządku dziennego nad polskimi dziejami parafii. Nie padło żadne polskie słowo. Całą liturgię odprawiono wyłącznie po ukraińsku.

Po jubileuszu połońskim Polakom pozostała już w niedzielę tylko jedna Msza św. po polsku. Trzy pozostałe odprawione są po ukraińsku. Po ukraińsku jest prowadzona katecheza i udzielane sakramenty. Wszelkie próby podejmowane przez członków parafii w Kurii Diecezjalnej w Kamieńcu Podolskim, by zmienić ten stan rzeczy okazały się bezowocne.

Na stronie internetowej parafii został umieszczony tekst w ewidentny sposób fałszujący historię parafii, choć zgodny z polityka historyczną Ukrainy. Głoszą one m.in., że z historią Połonnego są związane takie postacie narodowowyzwoleńczego ruchu jak: Maksym Krzywonos, Iwan Mazepa czy Bogdan Chmielnicki. Ten pierwszy w historii Połonnego zasłużył się istotnie. W czasie rebelii Chmielnickiego spalił miasto, wyrżnął 10 tys. mieszkańców, paląc wszystkie kościoły. Idący ze swymi wojskami na odsiecz Połonnemu książę Jeremi Wiśniowiecki spóźnił się i nie zdążył przeszkodzić dziełu zniszczenia realizowanemu przez tego „wielkiego sławnego syna ukraińskiego narodu”. W tekście zamieszczonym na stronie parafii można też wyczytać, że mieszkańcy Połonnego dobrze pamiętają ucisk szlachty Rzeczypospolitej. Konflikt w parafii nasilił się jeszcze bardziej, gdy proboszczem parafii został o. Piotr Nowoselskij, urodzony w 1979 r., nie ukrywający swojej niechęci nie tylko do języka polskiego, ale wszystkiego co polskie.

Księża jak komuniści

Jedna z parafianek, Franciszka Wiszniewska, kwitując poczynania tego kapłana w liście do Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie napisała: „Takie ciężkie czasy nastały dla nas. Dawniej cierpieliśmy od komunistów za Kościół, a teraz cierpimy w Kościele od swoich księży. Ile mamy jeszcze być poniewierani? Teraz mamy nowego proboszcza Ukraińca. Czego on przyszedł do Kościoła? U nas są cerkwie dla Ukraińców. Mieliśmy z nim już sprzeczkę. Nasza chórzystka żeniła syna i prosiła go o Mszę św. i ślub po polsku. Ksiądz się nie zgodził i powiedział, że będzie po ukraińsku. Telefonowaliśmy do naszego biskupa Dubrawskiego. Biskup powiedział, że będzie Msza św. i ślub po polsku. Proboszcz nie posłuchał i zrobił po swojemu-po ukraińsku. Kogo mamy prosić o pomoc i obronę? Takie u nas napięcie z proboszczem.”

Niektórzy parafianie pogodzili się z tym i patrzą na wszystko spokojnie. „Teraz my w Kościele podzieleni na Ukraińców i Polaków, rodzi się wrogie nastawienie miedzy nami, czego dawniej nigdy nie było. Była jedność”.

– Choć od opublikowania tego listu na łamach biuletynu Federacji upłynęło już wiele czasu w parafii nie zmieniło się nic – ubolewa Anżela Wiśniewska – Proboszcz dalej lekceważy Polaków i traktuje nas niemal z obrzydzeniem. Nie może strawić tego, że ciągle składamy na niego skargi do biskupa za spychanie przez niego języka polskiego na całkowity margines. Najbardziej poszkodowane w całym konflikcie są dzieci pochodzące z patriotycznych polskich rodzin. W domu rozmawiają po polsku i po polsku są wychowywane. – mówi Helena Kostecka – W kościele natomiast proboszcz wymaga, by rozmawiali po ukraińsku i w ukraińskim ich katechizuje. Dzieci żyją w stresie i niektóre nie wiedzą kim są. Kogo mają słuchać. Niektórzy rodzice mają tego dość i rezygnują z polskiego, patriotycznego wychowania dzieci. To zaś w perspektywie prowadzi do ich ukrainizacji. Już teraz znam wielu młodych ludzi, pochodzących z polskich rodzin, we krwi których nie ma ani jednej kropli krwi ukraińskiej, którzy uważają się za Ukraińców.

Paweł Wiśniewski rozumie, że język ukraiński jako język państwowy powinien być obecny w kościele. – Rzecz jednak jest w proporcjach – podkreśla. – W niedzielę w parafii powinny być trzy Msze św. po polsku a jedna po ukraińsku. Po polsku powinny być też bez żadnych problemów sprawowane sakramenty i katecheza. Obecnie zaś jest tak, że w święta poza niedzielą nie mamy polskiej Mszy św. Kiedy się o nią kłócimy proboszcz odprawia ją rano albo wieczorem. Często robi to też po ukraińsku, tłumacząc później, że się zapomniał. Starsze babcie, które po dziś dzień nie umieją się modlić po ukraińsku czują się tym poniżone…

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz