Janukowycz uznaje stan faktyczny

Dopiero, kiedy społeczeństwo zacznie odczuwać efekty poprawy sytuacji ekonomicznej, będzie można pomyśleć o eksperymencie zbudowania narodu ukraińskiego.

Podstawowym zadaniem Wiktora Janukowycza po objęciu prezydentury jest doprowadzenie do ładu gospodarki ukraińskiej. Gospodarka znajduje się w tak ciężkim stanie, że jakiekolwiek działania, które ją porządkują owocują poparciem dla obecnego prezydenta. Tak więc i pewne posunięcia w polityce międzynarodowej mają przełożenie na sytuację wewnątrz kraju.

Jeśli przyjrzymy się dokładnie takim ruchom, jak przedłużenie stacjonowania Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu czy rezygnacja Ukrainy z członkostwa NATO, wówczas się okaże, że jest to wyłącznie uznanie stanu faktycznego. Janukowycz nie zrobił żadnego kroku wstecz. Flota Czarnomorska i tak stacjonuje na Krymie, i trudno byłoby ją stamtąd wyrzucić. Natomiast w przypadku NATO większość społeczeństwa ukraińskiego nie popiera przystąpienia do tej organizacji. Nawet akcja promocyjna na rzecz wejścia Ukrainy do NATO – prowadzona wprawdzie skromnymi środkami przez poprzedniego prezydenta – spaliła na panewce.

Podobnie uznaniem stanu faktycznego jest polityka w sprawach dwujęzyczności. To, że język rosyjski będzie przywrócony w oświacie i ludzie będą mogli wybierać, w jakim języku chcą się uczyć, nie jest niczym nowym. Cała wschodnia część kraju i tak się uczy po rosyjsku. Przy czym trzeba tu podkreślić, że wschód Ukrainy nie był prorosyjski i nie chciał oderwania od reszty kraju. Owszem, pozostaje on rosyjski w sensie kulturowym, ale z Rosją ma sprzeczne interesy. Ukrainizacja Charkowa czy Doniecka jest więc niemożliwa. Prezydent Wiktor Juszczenko, który ją forsował, porwał się na coś, co było nie do zrealizowania przy środkach, jakimi dysponował.

Z kolei na zachodzie Ukrainy ludzie już mówią, że bałagan jest zły, a porządek lepszy. Oznacza to dla nich tyle, że jeśli nawet nastąpiłoby cofnięcie reform, to wolą oni porządek od bałaganu. Ale na zachodzie Janukowycz również uznaje stan faktyczny. Tam nie ma żadnej rusyfikacji. Ukraińskie symbole narodowe są powszechnie obecne. Rząd nie zamierza tego zmieniać i pozostawia w tych sprawach wolną rękę regionom.

Tak więc Janukowycz nie zrobił żadnego istotnego ukłonu w stronę Moskwy ani nie cofnął żadnych reform. Wydaje się, że jest to rozsądne jak na czas obecny. Dopiero, kiedy społeczeństwo zacznie odczuwać efekty poprawy sytuacji ekonomicznej, będzie można pomyśleć o eksperymencie zbudowania narodu ukraińskiego. I niekoniecznie w oparciu historię, ale o dumę z dokonań gospodarczych czy z pozycji międzynarodowej czy wreszcie z poczucia wspólnoty interesów i bycia razem.

W tym stanie rzeczy zachowanie Julii Tymoszenko trzeba uznać za nieracjonalne. Wpierw nie uznawała ona rezultatów wyborów prezydenckich. Potem je uznała, ale warunkowo, przymuszona przez obserwatorów międzynarodowych. Teraz jest oskarżona o przestępstwa gospodarcze, a konkretnie o defraudację. Tymoszenko alarmuje, że mamy do czynienia z próbą złamania opozycji.

Tymczasem niektóre zarzuty są uzasadnione. Przecież to Tymoszenko była zainteresowana niejasnym układem jeśli chodzi o sprzedaż gazu i jego tranzyt do krajów zachodnich. Zarówno Unia Europejska, jak i Rosja proponowały jednego dostawcę, jednego odbiorcę i jednego pośrednika. Ale zamiast takiego jednego pośrednika było dużo różnych małych firm, co leżało w interesie Tymoszenko.

Była premier Ukrainy broni się przy użyciu argumentów politycznych. A mogą ją jednak obciążać zarzuty. I teraz jest kwestia tego, kto je ujawni. Jeśli Janukowycz, to rzeczywiście to będzie to problem polityczny. Ale jeśli jakaś niezależna firma audytorska – to już nie. Dlatego Janukowycz zlecił audyt prac rządu Tymoszenko firmie amerykańskiej. I jest duża szansa, że firma ta wykaże, jak pieniądze wyciekały do szarej strefy. Będzie to wtedy powód do procesu.

Andrzej Talaga– dziennikarz, publicysta, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Gazety Prawnej”




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz