Ojciec Michał Bagiński musiał się sporo napocić, by spłodzić elaborat, w którym tłumaczy politykę i działania Zakonu Braci Mniejszych w Połonnem wobec tamtejszych Polaków.

Tego typu wypowiedziw gwarze dziennikarzy katolickich, do jakich niżej podpisany się zalicza, określa się mianem „bełkotu teologicznego”. Jego połowa składa się z cytatów Pisma Świętego, nie mających żadnego odniesienia do sprawy. Mój tekst opisujący praktyki franciszkanów w Połonnem był w miarę spokojny i zawierał zaledwie 10 proc. zarzutów tamtejszych Polaków wysuwanych pod ich adresem. Nie zawierał on np. cytatów z pisma o. Martyniana Darzyckiego, dzięki któremu Zakon Bernardynów przetrwał w podziemiu na Ukrainie, a które ów zacny zakonnik wręczył Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II podczas spotkania w Dukli. W piśmie tym o. Martynian błagał papieża, by ten stanął w obronie języka polskiego w Kościele na Ukrainie, który już wtedy był w nim rugowany i dyskryminowany. Obecnie, obserwując praktyki swoich duchowych synów, o. Martynian przewraca się pewnie w grobie. Jest publiczną tajemnicą, że już za życia był nimi bardzo zniesmaczony. Rzecz bowiem nie dotyczy tylko Połonnego, ale całej linii duszpasterskiej zakonu franciszkanów na Ukrainie, który dąży do jak najszybszej ukrainizacji wszystkich obsługiwanych przez niego parafii. Na tym tle od dawna trwa w nim ukryty konflikt. Jest bowiem publiczną tajemnicą, że nie wszyscy zakonnicy podzielają ukrainizacyjną linię obecnych władz prowincji i rugowanie języka polskiego z duszpasterstwa. Spektakularnym jego owocem jest wystąpienie o. Jana Duklana z zakonu i przejście do kleru świeckiego. Nie chciał bowiem uczestniczyć podobnie jak kilku jego poprzedników w niszczeniu polskości i usuwaniu z duszpasterstwa języka polskiego. Innym efektem ukrainizatorskiego kursu jest zanik powołań do zakonu na Ukrainie. Ojciec Bagiński wraz ze swoim proboszczem należy do ostatniego pokolenia zakonników wywodzących się z polskich rodzin z Połonnego, które wydały powołania. W momencie, gdy w parafii rozpoczęła się przymusowa ukrainizacja, powołania wyschły. Chłopcy z polskich rodzin nie chcą bowiem wstępować do zakonu, który nie cieszy się uznaniem ziomków, działając na ich ewidentną szkodę, niszcząc ich narodową tożsamość. Twierdzenia, że rugując język polski na korzyść języka ukraińskiego, franciszkanie postępują zgodnie ze wskazaniem Chrystusa jest zaprzeczeniem Jego Nauki. Nie chcę tutaj wpadać w bełkot teologiczny i cytować św. Pawła, z nauczania którego jednoznacznie wynika, że kapłan, który chce osiągnąć duszpasterski sukces, musi być dla Polaka Polakiem, dla Ukraińca Ukraińcem, a dla Rosjanina Rosjaninem. Każde odstępstwo od tej linii stanowi zaprzeczenie ponadnarodowej misji Kościoła. Jego zadaniem jest bowiem głoszenie Dobrej Nowiny w zrozumiałym dla wiernych języku. Dla Polaków po polsku, dla Ukraińców po ukraińsku. Każde przegięcie w tej delikatnej materii woła o pomstę do Nieba. Odcinanie się od polskich korzeni Kościoła katolickiego świadczy wyraźnie, że franciszkanie na Ukrainie nie rozumieją pojęcia inkulturacji. Inkulturację stosuje się w krajach misyjnych, w których Kościół nie ma korzeni i żadnych tradycji. Na Ukrainie takiej sytuacji nie ma. Kościół ma w tym kraju jednoznacznie polskie korzenie i negowanie tego faktu jest po prostu śmieszne, świadczy o braku wiedzy i elementarnej kultury. Można oczywiście uważać Maksyma Krzywonosa za bohatera narodowego i wychwalać jego zasługi dla Kościoła w Połonnem, ale jest to droga na krótka metę. Prawda jest tylko jedna. Wcześniej czy później ukraińskie dzieci będą poznawać autentyczna historię Ukrainy i dowiedzą się, że główną zasługą Krzywonosa było wyrżnięcie 10 tys. Rusinów i Żydów, którzy nie przyłączyli się do buntu Chmielnickiego i za murami Połonnego szukali schronienia.

Jest teź ciekawe, że obecny proboszcz Połonnego ubliżający Polakom od chamów i odchodzący od ołtarza, gdy na ukraińskie pozdrowienie słyszy polską odpowiedź, jako jeden z pierwszych złożył wniosek o nadanie „Karty Polaka”. Dlaczego potrzebuje potwierdzenia faktu przynależności do narodu polskiego, skoro robi wszystko, by jego resztki wyginęły na Ukrainie. Czy nie jest to zwykła kpina?

Na koniec jeszcze jedna kwestia. Zakon Braci Mniejszych na Ukrainie nie działa w próżni. Żyje z ofiar. W tym także zbieranych w Polsce. Każdy z nas powinien więc rozważyć, czy składać datek na tacę, idącą na konto tej prowincji. Skoro odcina się od polskich korzeni, to powinien szukać wsparcia wśród diaspory ukraińskiej w USA i Kanadzie. Zobaczymy, ile od niej dostanie. Dla potomków rezunów, czy pogrobowców OUN-UPA, rzymscy katolicy choćby zaklinali się, że są Ukraińcami, pozostaną zwykłymi Lachami. Podobnie zresztą patrzą na katolików Ukraińcy na Ukrainie. Skoro chodzi do kościoła, jest Polakiem i już. Żadne ukrainizacyjne wysiłki ze strony katolickich duchownych nic tu nie zmienią. Kultury polskiej nie da się bowiem wyplenić przez żadną inkulturację. Odrasta niczym pokrzywa.

Marek A. Koprowski

Zobacz także:

Kościelne rugi w Połonnem

Kościelne rugi w Połonnem w świetle Bożego Słowa




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz