Idlib nie powstrzyma zwycięstwa Damaszku?

Zawarte w rosyjskim Soczi porozumienie pomiędzy Turcją i Rosją zatrzymało ofensywę syryjskiego wojska, które było już gotowe do odbicia z rąk rebeliantów prowincji Idlib. Chwilowe zwycięstwo Turcji, umacniającej w ostatnich dniach swoje pozycje w tym regionie, najprawdopodobniej nie powstrzyma jednak triumfalnego pochodu wojsk wiernych rządowi w Damaszku.

Prezydenci Rosji i Turcji, Władimir Putin i Recep Tayyip Erdoğan, spotkali się po raz drugi w ciągu ostatnich kilkunastu dni. Obaj uczestniczyli wcześniej w szczycie „astańskiej trójki” w Teheranie, po którym Ankara z pewnością nie mogła być zadowolona, ponieważ pod naciskiem Moskwy przeforsowano wspólną deklarację wzywającą zbrojne grupy do złożenia broni i przystąpienia do negocjacji pokojowych. Od początku było wiadomo, że strona turecka nie zamierza oddać swoich największych zdobyczy w czasie wojny w Syrii, dlatego po spotkaniu w stolicy Iranu nie tylko wzmocniła swoje punkty obserwacyjne na granicach prowincji Idlib, lecz dodatkowo dozbroiła pro-tureckie grupy zbrojne.

Z tego powodu kolejne konsultacje na ten temat zaplanowano w syryjskim Soczi. Zgodnie z poniedziałkowymi uzgodnieniami, do połowy października ma powstać strefa zdemilitaryzowana, która na poszczególnych obszarach będzie liczyła od 15 do 20 kilometrów. Przede wszystkim ma z niej zniknąć wszelki ciężki sprzęt, a za realizację tych porozumień odpowiedzialne będzie rosyjskie i tureckie wojsko. Jednocześnie jednak na swoich pozycjach mają pozostać grupy rebeliantów, w tym także radykalni islamiści.

Co zrobić z islamistami?

Według rosyjskiego dziennika „Kommersant”1, Rosja już od kilku miesięcy zabiegała o rozwiązanie kwestii zbuntowanej prowincji za pośrednictwem negocjacji. Turcja zdecydowanie jednak odrzucała możliwość przejęcia kontroli nad nią przez rząd w Damaszku, zaś rebelianci mogli liczyć na jej protekcje. Ankara nie zmieniła swojego stosunku do Idlib również po rozmowach w Teheranie, dlatego w ostatnich dniach Moskwa uczestniczyła w negocjacjach na temat rozwiązania tego problemu.

Zobacz także: Kreml: zestrzelenie Ił-20 nie wpłynie na porozumienie ws. Idlib

Ostatecznie osiągnięto wspomniane już porozumienie, które nie kończy jednak sporu o prowincję kontrolowaną przez zwalczające się nawzajem frakcje syryjskiej „opozycji”. Gazeta cytuje przy tym przedstawiciela przeciwników syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada, według którego szczyt w Soczi pomógł w powstrzymaniu rozlewu krwi, jaki miałby miejsce po ofensywnie syryjskiego wojska na tereny zamieszkiwane obecnie przez blisko trzy i pół miliona osób. Rozmówca „Kommersanta” dodał, że utworzenie stref zdemilitaryzowanych jest pozytywnym krokiem w stosunkach Rosji z „syryjskimi siłami rewolucyjnymi”. Jeden z syryjskich polityków cytowany przez dziennik uważa jednak, że porozumienie jest jedynie tymczasowe, zaś prędzej czy później syryjskie władze przestaną tolerować region nie znajdujący się pod jego kontrolą. Już niedługo przedmiotem sporu może więc być kwestia ewakuacji rebeliantów. Będzie ona przy tym niezwykle skomplikowana, ponieważ dotychczas to właśnie do Idlib przewożono grupy pokonane w innych częściach Syrii.

Syryjskie media również sugerują, iż ustalenia w Soczi zaledwie opóźnią ostatecznie rozprawienie się z grupami operującymi w Idlib. Dziennik „Al-Baath”2 pisze, że zbuntowana prowincja może liczyć na amerykańską protekcję, ponieważ jej upadek będzie oznaczać klęskę polityki zastraszania ze strony Stanów Zjednoczonych. Gazeta rządzącej Syrią Partii Baas ostrzega także przed użyciem przez Amerykanów wszystkich środków w celu powstrzymania ofensywy syryjskiej armii.

Assad już wygrał

Większych złudzeń w sprawie przyszłości Idlib nie ma również amerykański magazyn „The National Interest”3. Twierdzi on, że porozumienie rosyjsko-tureckie powstrzymuje atak na prowincję prowadzony na wielką skalę, ale najprawdopodobniej będzie ono jedynie „chwilowym ułaskawieniem” grup rebeliantów. Tym samym wojna domowa w Syrii ma dobiegać końca.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Periodyk uważa, iż największym problemem jest w tym momencie polityka amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Jeszcze w marcu deklarował on bowiem, że wojska USA powoli będą wycofywać się z Syrii, natomiast kilkanaście dni temu przestrzegał Assada przed atakiem na Idlib. Jego doradca ds. syryjskich James Jeffrey informował z kolei o przedefiniowaniu roli Ameryki w Syrii i chęci doprowadzenia do wycofania irańskich sił z tego kraju.

Niespójność amerykańskiej polityki wobec Syrii jest więc doskonale widoczna. Zdaniem „The National Interest”, Trump nadwyrężył swoją reputację w celu nawiązania poprawnych relacji z Rosją, lecz w tej chwili grozi konfrontacją z siłami rosyjskimi przebywającymi na syryjskim terytorium, a na dodatek zaognia stosunki z Turcją, będącą jednocześnie członkiem NATO. Amerykański prezydent ma przy tym nie dostrzegać, że przyjaciele USA w regionie już pogodzili się z pozostaniem Assada u władzy. Izraelski premier Benjamin Netanjahu w lipcu stwierdził bowiem, że problemem nie jest osoba syryjskiego prezydenta, ale przestrzeganie porozumień o zawieszeniu broni na Wzgórzach Golan. Natomiast Kurdowie z Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) od wielu tygodni prowadzą rozmowy z władzami w Damaszku.

Magazyn pyta więc, co Stany Zjednoczone mogą obecnie uzyskać w Syrii nie mając właściwie żadnych sojuszników? Ameryka nie znajdzie ich zresztą również w Idlib. Nie operują tam bowiem żadni świeccy i pro-zachodni rebelianci, lecz grupy islamskich radykałów. Ci pierwsi od dawna zresztą nie żyją albo „korzystają z zasiłków w Bawarii”, natomiast ci drudzy są zatwardziałymi fanatykami związanymi z Al-Kaidą, korzystającymi ze wsparcia zagranicznych ekstremistów.

„The National Interest” podsumowuje, że wciąż możliwa jest rosyjsko-turecka konfrontacja w Idlib, o czym świadczy wzmocnienie przez Turków ich dwunastu punktów obserwacyjnych na terenie prowincji. Bardziej prawdopodobne jest jednak odzyskanie przez siły rządowe większości terytoriów i rozpoczęcie ich fragmentarycznej odbudowy. Nie zmienia to jednak faktu, że sama Ameryka nie ma żadnego interesu w obronie Idlib, stąd nie powinna dążyć do ewentualnej konfrontacji z Rosją, ale uznać zwycięstwo Assada.

Marcin Ursyński

1 https://www.kommersant.ru/doc/3744546

2 http://albaathmedia.sy/%D9%85%D8%B9%D8%B1%D9%83%D8%A9

3 https://nationalinterest.org/blog/middle-east-watch/assad-has-won-and-america-must-go-31447




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz