Zwycięska obrona Smoleńska odbiła się wielkim echem wśród krajów środkowej Europy i sprawiła, że król Władysław IV zyskał miano wielkiego dowódcy.

Wstęp do wojny smoleńskiej 1632-1634

Pierwszy okres wojen pomiędzy Polską a Rosją zakończył się 11 grudnia 1618 r. podpisaniem rozejmu w Dywilinie. Na mocy porozumienia zakończono walki zbrojne pomiędzy polskimi i rosyjskimi oddziałami oraz przyznano Polsce Smoleńszczyznę. Smoleńsk po ponad stu latach znowu znalazł się w granicach Polski. Polacy jednak stracili swoje wpływy w Moskwie a książę Władysław IV nie objął tronu carskiego.

W Dywilinie zostało podpisane zawieszenie broni, które miało obowiązywać do 1633 r. Wynikało z tego jasno, że obie strony konfliktu nie są zadowolone z takiego zakończenia sprawy i, że w najbliższym czasie będzie się można spodziewać następnego ataku zbrojnego, którejś ze stron. Władysław IV nie mógł przeboleć tego, że nie udało mu się otrzymać korony carskiej. Cały czas rościł zatem pretensję do moskiewskiego tronu. Spadło na niego przekleństwo ojca, który z kolei nie mógł się pogodzić z utratą korony szwedzkiej i wszystkie swoje działania kierował w celu jej odzyskania.

W Rosji po wypędzeniu Władysława nowym carem został bojar Michał Fiodorowicz Romanow. Po objęciu przez niego rządów w Rosji w końcu nastał okres względnego spokoju po „wielkiej smucie”. Nie zanikła jednak pamięć o utracie Smoleńszczyzny wraz z jedną z największych i najważniejszych dla Rosji twierdz. Zresztą nie tylko Rosja miała wobec Polski pretensje terytorialne. Polska walczyła w tym okresie nie tylko z Rosją, ale przede wszystkim ze Szwecją i Turcją.

Car moskiewski był przy tym cały czas kuszony przez króla Gustawa Adolfa do ponownego wzięcia udziału w wojnie i zerwania porozumień podpisanych w Dywilinie. Romanow zdawał sobie jednak sprawę z tego, że Polska wciąż stanowi duże zagrożenie dla dopiero co się odbudowującej armii rosyjskiej. Dlatego nie chciał wejść do koalicji antypolskiej. Podejście cara zmieniło się dopiero pod koniec lat 20-tych XVII w.

Przygotowania Moskwy do wojny smoleńskiej

Moskwa nie posiadała zawodowego wojska. Armia była zbierana na podobnej zasadzie jaka panowała w Polsce, czyli pospolitego ruszenia. Niemniej na rozkaz cara po broń mogło sięgnąć ponad 100 tys. przeszkolonych żołnierzy.

Jak podają badacze w skład armii rosyjskiej w 1630 r. wchodziło:

– 27 433 jazdy szlacheckiej

– 28 130 strzelców

– 11 192 Kozaków

– 4316 puszkarzy (obsługujących maszyny oblężnicze)

– 10 208 Tatarów

– 8493 Baszkirów, Czeremisów (plemiona uznające zwierzchnictwo cara)

– 2783 cudzoziemców

Liczba żołnierzy była zatem naprawdę imponująca, ale nie dawała jeszcze carowi Romanowi gwarancji na to, że w przypadku wybuchu wojny z Rzeczpospolitą bez problemu wojska rosyjskie poradzą sobie z polskimi. Moskwie brakowało zawodowych żołnierzy, którzy już stanowili normę na zachodzie Europy. Michał Fiodorowicz Romanow myślał co prawda o stworzeniu zawodowego pułku wojskowego, sprzeciw wobec tych planów wyraziła jednak znaczna część Dumy Bojarskiej.

Bojarzy obawiali się, że żołnierze zawodowi pochłoną zbyt dużo pieniędzy z budżetu państwa. Woleli bardziej zainwestować kapitał w artylerię i w jazdę szlachecką. Car zdawał sobie jednak sprawę z tego, że bez odpowiednio wyszkolonych ludzi nie ma szans pokonać polskiej husarii. Nie chciał żeby powtórzyła się sytuacja spod Kłuszyna. Dlatego od 1629 r. wydał dekret na mocy którego formowane były zawodowe pułki.

Część wojska zawodowego to byli najemnicy werbowani na zachodzie Europy. Tutaj dużym wsparciem dla Rosji był sojusz ze Szwecją, która coraz mocniej nalegała na włączenie się Moskwy do koalicji antypolskiej. Gustaw Adolf umożliwił nabór żołnierzy z terenów niemieckich, które zostały podbite przez Szwedów. Dodatkowo zawodowe wojsko było tworzone na terenie samej Rusi. W 1630 roku wojewodowie dostali od cara rozkaz zorganizowania ochotniczych zaciągów do nowej armii. Pobór miał dotyczyć tylko i wyłącznie potomstwa bojarów, które nie posiadało majątków ziemskich.

Ochotnicy mieli dostać odpowiedni żołd i uzbrojenie, mieli być również odpowiednio przeszkoleni w stolicy. Nabór miał się odbywać zarówno do piechoty jak i jazdy konnej z czego dużo większym zainteresowaniem wśród ochotników cieszyła się właśnie ta druga. Powolna, ale konsekwentna modernizacja armii sprawiła, że w 1632 r. Moskwa była odpowiednio przygotowana na wypowiedzenie wojny Polsce.

Polska armia przed 1632 r.

Sytuacja w Polsce przed wybuchem wojny smoleńskiej nie wyglądała zbyt ciekawie. Liczne wojny prowadzone na 3 różnych frontach wyniszczały kraj pod względem gospodarczym, ale również finansowym. W 1630 r. na debecie był zarówno budżet Korony jak i Litwy. Dług Rzeczpospolitej w tym okresie był wyliczany na 4 mln zł! Główną przyczyną takiej sytuacji była blokada Pomorza Gdańskiego i portów inflanckich przez Szwedów.

Sytuację finansową dałoby się jeszcze naprawić, tutaj na drodze stała jednak szlachta Polska, która nie zgadzała się na nakładanie nowych podatków. Nie widziała również sensu w formułowaniu zawodowych oddziałów wojskowych. Powołując się na skuteczność pospolitego ruszenia w tylu bitwach nie zauważała, że od tego typu prowadzenia walk już się odchodzi. Można powiedzieć, że gdyby nie rozejm altmarski z 1629 r., który zakończył wojnę polsko-szwedzką, to Rzeczpospolita nie byłaby w stanie uchronić się przed atakiem Rosjan. A to, że atak w końcu nastąpi było pewne.

Co i rusz do króla Zygmunta III docierały informacje o zakupie nowej broni przez Moskwę, a także o powoływaniu nowych żołnierzy. Najbardziej przerażający wydawał się fakt, że zarówno z Rosją jak i ze Szwecją Rzeczpospolita miała podpisane tylko rozejmy a nie deklaracje pokojowe. Gustaw Adolf natomiast cały czas wysuwał pretensję do tronu Polskiego, zatem wojna polsko-rosyjska była mu jak najbardziej na rękę.

Nieciekawie wyglądała też sytuacja na południowej granicy Korony. Co i rusz oddziały tatarskie za przyzwoleniem Sułtana najeżdżały i plądrowały przygraniczne osady. Co prawda Sułtan zapewnił Zygmunta III, że w przypadku ewentualnego konfliktu zbrojnego z Rosją nie poprze żadnej ze stron, ale tak naprawdę sytuacje uratował konflikt Turcji z Persami, który całkowicie zaprzątnął głowę Sułtana.

Nie można jednak powiedzieć, że kwestia bezpieczeństwa była przez szlachtę i króla pomijana. Kraj, który co rusz prowadzi wojny musi być przygotowany na atak w dowolnym momencie. Obrona wschodnich i południowych granic skupiała się jednak na rozbudowie twierdz i zamków, a nie na inwestycjach w samą armię. Smoleńsk, jako że był jedną z głównych twierdz obronnych na wschodzie, praktycznie zaraz po zdobyciu przez Polaków został odbudowany.

Początek oblężenia miasta

W 1632 r. zmarł król Zygmunt III Waza. Trzeba było zatem zwołać sejm elekcyjny i wybrać jego następcę. Był to okres tzw. „bezkrólewia”, które chcieli wykorzystać zarówno Rosjanie jak i Szwedzi, którzy co prawda sami nie zamierzali łamać postanowień rozejmu, ale podburzali do wojny Moskwę.

Początkiem 1632 r. oficjalnie rozejm polsko-rosyjski został złamany i wojska rosyjskie skierowały się na Smoleńsk. Jak już było wspominane Moskwa mogła powołać pod broń ponad 100 tys. żołnierzy. Ponad powoła z nich została rzucona pod Smoleńsk. Wymarsz w kierunku ziem Rzeczpospolitej obejmował ok 60 tys. żołnierzy dowodzonych przez Michała Szeina i Artemija Izmaiłowa.

Pod miastem znalazły się wszystkie pułki piechoty cudzoziemskiej zaciągnięte na zachodzie. To jednak nie piechurzy odgrywają największą rolę w oblężeniach, ale artyleria. Pod twierdzę Smoleńsk skierowano w sumie 158 sztuk broni oblężniczej, na którą składały się armaty i moździerze oraz lekkie i ciężkie działa regimentowe.

Statystyki z kolei nie były takie dobre dla strony Polskiej. Przed uderzeniem Rosjan udało się zgromadzić w Smoleńsku nieco ponad 2 tys. żołnierzy. W skład załogi broniącej twierdzy wchodził:

– 884 żołnierzy piechoty

– 32 artylerzystów

– 3 strażników

– 279 Kozaków służebnych

– 483 osoby powołane z pospolitego ruszenia

Ułatwieniem dla broniących były fortyfikacje otaczające miasto. Odbudowane po oblężeniu z 1611, odpowiednio unowocześnione, stanowiły idealną ochronę przed atakiem frontalnym. Poza tym miasto posiadało sprzęt artyleryjski i odpowiednią ilość amunicji aby bronić się przez dłuższy okres czasu. Przewaga wojsk rosyjskich była jednak przytłaczająca i bez wysłania odpowiedniego wsparcia nie było szans na to żeby twierdza długo wytrzymała oblężenie. W takiej sytuacji rozpoczęła się po 20 latach druga wojna z Rosją.

Smoleńsk 1632

Pierwsze oddziały Michała Szeina zaczęły przybywać pod Smoleńsk w październiku 1632 r. Główne siły rosyjskie plądrowały w międzyczasie okoliczne wsie oraz zdobywały pomniejsze zamki. Dzięki temu, że Szein nie posłuchał cara i nie skierował się od razu na Smoleńsk miasto miało szansę odpowiednio przygotować się do wojny.

Trudno się jednak dziwić, że dowódca rosyjski postanowił zdobyć inne twierdze należące do Polaków. Nie chciał się znaleźć w takiej sytuacji, w której jego armia mogłaby zostać zaatakowana od tył przez oddziały polskie, które dotarły do pozostawionych zamków. Na podbijaniu okolicznych fortec armia rosyjska straciła sporo czasu. Sam Drohobuż, który po zdobyciu został siedzibą Szeina, bronił się przez kilkanaście dni.

Ten czas pozwolił obrońcom Smoleńska na przyjęcie dodatkowych posiłków. Do miasta dotarły bowiem oddziały piechoty oraz lekkiej jazdy konnej. Spalono również przedmieścia i osady otaczające miasto żeby wojska rosyjskie nie miały gdzie uzupełnić zapasów. Wszystko wskazywało również na to, że Szein nie będzie chciał szturmować twierdzy zimą, która się nieuchronnie zbliżała. Dawało to Polakom dodatkowy czas na przygotowanie odsieczy.

Główny obóz armii rosyjskiej został usytuowany w zakolu Dniepru 5 km od twierdzy smoleńskiej. Usytuowanie terenu dawało Rosjanom zabezpieczenie praktycznie z każdej strony. Od strony północnej i wschodniej obóz opływała rzeka, natomiast od zachodniej chronił go głęboki jar i bagna. Pewne jednak było, że w przypadku nadejścia odsieczy walki nie będą rozgrywać się na tym terenie tylko bezpośrednio pod Smoleńskiem. Niemniej obóz był potrzebny żeby przygotowywać natarcie na wroga.

Właściwe oblężenie miasta rozpoczęło się dopiero w grudniu 1632 r. Wtedy to Szein kazał otoczyć miasto oddziałami artyleryjskimi i zarządził długotrwały ostrzał. Kordon rosyjski nie był jednak zbyt szczelny. Jak podają źródła do miasta docierał prowiant i amunicja organizowana przez wojewodę smoleńskiego Aleksandra Gosiewskiego i księcia Krzysztofa Radziwiłła. Tak rozpoczęło się oblężenie, które trwało do 26 lutego 1634 r.

Smoleńsk 1633

Pomimo ciągłego ostrzału artylerii rosyjskiej Smoleńsk bronił się zaciekle i wytrwale. Miasto posiadało odpowiednią ilość żywności, która była również dostarczana do miasta z okolicznych wsi przez partyzantów. Miasto nie było jednak ostrzeliwane z ciężkich dział pancernych, które były dopiero szykowane.

W połowie marca 1633 r. z Moskwy dotarły pierwsze wielkie działa oblężnicze. Największe z nich nazywane przez żołnierzy „Jednorogiem” potrafiło podobno wystrzelić pocisk o masie 70 funtów! Pomniejsze strzelały pociskami o wadze od 20 do 50 funtów. Działa zostały ulokowane przy murach, które zostały ledwo co wyremontowane po ostatnim oblężeniu. Szein uznał bowiem, że ta część murów nie będzie w stanie wytrzymać naporu takiej siły ogniowej. Dodatkowo część artylerii ustawiono po przeciwległej stronie miasta.

Był to manewr, który miał odwrócić uwagę obrońców Smoleńska przed głównym atakiem. Mury zamkowe były na szczęście na tyle solidne, że dały radę wytrzymać ataki Rosjan. Problemy zaczęły pojawiać się jednak w samym mieście. Powoli zaczynało brakować żywności i amunicji. Przemycanie brakujących towarów przez ludzi księcia Radziwiłła było coraz trudniejsze z racji panującego oblężenia. Oddziały księcia starały się jednak co i rusz pomóc mieszkańcom atakując w sposób partyzancki poszczególne pułki rosyjskie.

Rosjanie nie spodziewali się, że miasto będzie się broniło tak długo i to pomimo zmasowanego ostrzału. Pod koniec marca oddawano dziennie od 400 do 600 strzałów w mury obronne i baszty. I pomimo tego, że udało się Rosjanom zniszczyć część fortyfikacji to obrońcy i tak nie odpuścili i bronili się dzielnie jeszcze przez kilka miesięcy. Czekali na odsiecz, która już powoli była szykowana.

Informacje o przybyciu wojsk polskich pod Smoleńsk docierały również poprzez szpiegów do Szeina. Zbliżające się lato dawało dowódcy wojsk rosyjskich pewność, że niedługo spotka się w otwartej walce z polską husarią. Tymi obawami można tłumaczyć fakt, że na równi z ostrzałem twierdzy były przygotowywane szańce obronne, zaczęto gromadzić zapasy oraz zwoływać dodatkowe posiłki z Moskwy. Rosjanie szykowali się powoli do wielkiej bitwy.

Wybór nowego króla i tworzenie armii królewskiej

Po śmierci króla Zygmunta III Wazy w Warszawie obradował sejm elekcyjny, który miał za zadanie wybór jego następcy. Głównym kandydatem do tronu był syn zmarłego władcy Władysław IV, który 8 listopada 1632 r. jednogłośnie został wybrany nowym królem Polski.

Władysław objął tron w chwili kiedy rozpoczęło się oblężenie Smoleńska. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego co się stanie jeżeli twierdza upadnie. Powoli też ta świadomość budziła się wśród samej szlachty. Niestety sejm, który obradował w listopadzie nie nałożył żadnych nowych podatków ani nie poruszył tematu nowego poboru żołnierzy, którzy mieliby ocalić Smoleńsk. Nowo wybrany król starał się zatem wspierać broniących twierdzę własnymi środkami.

Zastawiając własne bogactwa zgromadził kapitał, który pozwolił wysłać mu na wschód 300 dragonów i 100 kozaków ze swej armii przybocznej. Planowo chciał wesprzeć Smoleńsk 1000 żołnierzy opłacanych z budżetu królewskiego. Początkowo miał niestety wsparcie tylko wśród nielicznych szlachciców, którzy również byli w stanie poświęcić swój majątek aby obronić wschodnią granicę.

Sytuacja zmieniła się dopiero w lutym 1633 r. kiedy to zebrał się Sejm Koronacyjny. Poza tytularnym mianowaniem nowego władcy praktycznie w całości był poświęcony sprawie wojny z Rosją. Stronę królewską, czyli nałożenie nowych podatków i formułowanie nowych oddziałów wojskowych popierała szlachta litewska, która w pierwszej kolejności była narażona na atak wojsk rosyjskich po upadku Smoleńska. Doszło do długotrwałych dyskusji, które doprowadziły w końcu do powołania nowych podatków mających zapewnić utrzymanie wojsku. Rozpoczęto również nabór nowych żołnierzy. W końcu udało się zorganizować:

– 24 chorągwie husarii liczące łącznie 3220 żołnierzy

– 27 chorągwi kozackich – 3600 żołnierzy

– 10 rot rajtarskich – 1700 żołnierzy

– 7 chorągwi petyhorców – 780 żołnierzy

– 7 regimentów dragonii – 2250 żołnierzy

– 10 regimentów i 5 rot piechoty niemieckiej – 10 700 żołnierzy

– 11 rot piechoty polskiej – 1750 żołnierzy

Tak przygotowana armia została wysłana na odsiecz do oblężonej twierdzy smoleńskiej.

Odsiecz armii królewskiej

Armia dowodzona przez króla Władysława IV dotarła pod oblężony Smoleńsk we wrześniu 1633 r. Kilkanaście dni wcześniej dołączyły do niej oddziały Radziwiłła, które przez cały ten czas atakowały pułki rosyjskie Szeina. Zdawało by się, że z taką armią nie powinno być problemów z odparciem Rosjan, jednak początkowo Polacy wcale nie odnosili większych sukcesów.

Priorytetem króla była likwidacja pierścienia oblężenia, które otaczało miasto. Nie należało to wcale to zadań łatwych gdyż Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że nadciąga polska armia i zdążyli przegrupować swe siły tak, że byli w stanie odeprzeć pierwsze ataki Polaków i Litwinów. Wojskom króla udało się umieścić na szczęście ponad tysiąc żołnierzy w twierdzy dzięki czemu mogła się jeszcze bronić przez dłuższy czas. Czekano również na przybycie reszty oddziałów, które zostały wysłane pod Smoleńsk. I w końcu 19 września przybyły oddziały Kozaków zaporskich, które przechyliły szale zwycięstwa na stronę Rzeczpospolitej.

Stopniowo usuwano oblężenie wokół murów twierdzy. Władysław IV chciał jednak jak największą liczbę żołnierzy moskiewskich rozgromić u stóp atakowanych fortyfikacji, tak żeby nie zdążyły się wycofać do obozu Szeina. Ten plan nie udało się wykonać do końca a to za sprawą samych Rosjan. W ich szeregi wdzierało się zniechęcenie, a tym samym spadło morale żołnierzy.

W końcu ostatnie jednostki wycofały się spod twierdzy paląc po drodze zapasy i niszcząc maszyny, których nie dało się zabrać. Smoleńsk po tylu miesiącach skutecznej aż bardzo wyniszczającej obrony w końcu był wolny. Nie można jednak było jeszcze świętować. Trzeba było jeszcze rozgromić armię rosyjską. Doszło zatem do odwrócenia ról i to teraz Rosjanie musieli się bronić przed atakami Polaków, Litwinów i Kozaków w obozie swojego dowódcy Michała Szeina.

Bój o Żaworonkowe Wzgórza

Żaworonkowe Wzgórza to były dwa wzniesienia oddalone o kilkaset metrów od szańców głównego obozu rosyjskiego. Szein tworząc warownie nad Dnieprem nie przewidział, że te wzniesienia będą piętą achillesową całego obozu i zakończą praktycznie wojnę smoleńską.

Wzniesienia rozciągały się na wprost kolana rzeki, która w tym miejscu oblewała obóz rosyjski od północy i wschodu. Porastały je niewielkie krzewy i młode drzewa można więc było na nich ustawić jednostki strzeleckie i artylerię, która mogłaby bez problemu ostrzeliwać cały obóz.

Dowódcy rosyjscy nie spodziewali się, że armia polska dojdzie tak szybko do ich kwatery. Zwłaszcza, że teren prowadzący na Żaworonkowe Wzgórza był bardzo nieprzystępny. Polacy zatem rozpoczynając ostrzał z tak bliskiej odległości zaskoczyli całkowicie żołnierzy moskiewskich. Pierwszy pod szaniec dotarł oddział księcia Radziwiłła, który zaraz po zajęciu wzgórz rozpoczął atak i dał tym samym czas na dotarcie na wzniesienie oddziałom dowodzonym przez króla.

Szein widząc zagrożenie jakie niesie za sobą ustawienie się artylerii polskiej w tak korzystnym miejscu postanowił wysłać swoje oddziały na odbicie wzgórz. Niekorzystne ukształtowanie terenu, niskie morale panujące wśród żołnierzy i ciągły atak artylerii polskiej sprawiły, że ten manewr się nie powiódł. Szturm, który nastąpił 19 października i trwał 4 godz. był dla Rosjan tragiczny. Wielu żołnierzy zginęło, wielu również zostało wziętych do niewoli.

Najgorsze dla Szeina było jednak to, że wśród żołnierzy, którzy polegli pod Żaworonkowymi Wzgórzami było dużo oficerów dowodzących armią. Straty poniesione podczas starcia przez obie armie można szacować na 3:1 na korzyść Polaków. Przegrane starcie przez Rosjan oraz bierność ich armii przez kilka późniejszych dni sprawiły, że nie mieli już żadnych szans na zwycięstwo. Po przygotowaniu odpowiednich umocnień rozpoczął się regularny atak na obóz Szeina, który w końcu 25 lutego 1634 r. złożył kapitulację.

I tak trzeba oddać honor armii rosyjskiej, że przy ciągłych atakach potrafiła się jeszcze obronić przez kilka miesięcy. Co prawda zima ograniczyła nieco manewry wojskowe Polaków jednak nie przerwała ataku artylerii, która w końcu zakończyła historię oblężenia Smoleńska.

Oblężenie twierdzy Biała

Kapitulacja armii Szeina pod Smoleńskiem co prawda otwierała Polakom drogę na Moskwę, nie oznaczała jednak wcale końca wojny.

Zwycięska obrona Smoleńska odbiła się wielkim echem wśród krajów środkowej Europy i sprawiła, że król Władysław IV zyskał miano wielkiego dowódcy podobnie jak wcześniej hetman Żółkiewski. Nie dała mu jednak korony rosyjskiej, której tak pragnął. Cały czas rościł sobie bowiem pretensje do tronu w Moskwie i to jeszcze od czasów pierwszej wojny z Rosją w latach 1609-1611. Rozpoczął się zatem marsz wojsk polskich na Moskwę.

Główne siły armii króla rozpoczęły obleganie twierdzy Biała, która strzegła granic Rusi. Nikt nie przypuszczał, że oblężenie, które zaczęło się 22 marca może potrwać aż 7 tygodni. Tak długa obrona twierdzy oraz czynniki klimatyczne i polityczne sprawiły, że wojskom polskim nie udało się po raz drugi podbić Moskwy.

Na wszczęcie rokowań wpływ miała przedłużająca się zima, która utrudniała dostarczania potrzebnej żywności i amunicji. Rosyjskie mrozy pokonały w przyszłości zarówno armię Napoleona jak i Hitlera, które również próbowały zdobyć Moskwę. Król Władysław IV nie chciał natomiast przedłużać walk zwłaszcza, że sytuacja Polski na arenie międzynarodowej nie wyglądała zbyt ciekawie. Śmierć Gustawa Adolfa wcale nie zakończyła konfliktu polsko-szwedzkiego. Co więcej zbliżał się powoli koniec rozejmu i trzeba było kierować oddziały ku wybrzeżom Polski.

Od południa z kolei co i rusz przekraczały polskie granice oddziały tatarskie, które plądrowały przygraniczne wioski. Była to zapowiedź ponownego konfliktu z Turcją. W takiej sytuacji król zdecydował się w końcu na przerwanie walk i rokowania z Moskwą dotyczące pokoju. Ostatecznie pokój z Rosją został zawarty 14 czerwca 1634 r. a dokumenty zostały podpisane we wsi Polanów.

Pokój w Polanowie

Podpisanie pokoju wieczystego w Polanowie zakończyło trwającą od roku 1632 do 1634 wojnę polsko-rosyjską.

Dokumenty dotyczące zawarcia pokoju pomiędzy Rzeczpospolitą a Rosją zostały podpisane 14 czerwca 1634 r. czyli prawie 5 miesięcy po zakończeniu oblężenia Smoleńska. Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie ta długotrwała bitwa wpłynęła na przebieg całej wojny. Pozwoliła również Polakom wynegocjować korzystne dla nich warunki.

Po pierwsze potwierdzono przynależność do Rzeczpospolitej terenów, które przypadły jej po rozejmie w Dywilinie, tzn. przy Wielkim Księstwie Litewskim pozostało województwo smoleńskie, a przy Koronie ziemia czernichowska i siewierska. Po drugie car rosyjski zrzekł się swych roszczeń do polskich Inflant, Estonii oraz Księstwa Kurlandii i Semigalii. Po trzecie Rosja miała wypłacić kontrybucję wojenną w wysokości 200 tys. rubli w srebrze, co znacznie podreperowało budżet Korony po toczonych wojnach.

Jednocześnie król Władysław IV zrzekł się pretensji do tronu carskiego. Nie zrobił tego oczywiście za darmo. W zamian za zaprzestanie stawiania roszczeń do korony moskiewskiej polskiemu królowi została wypłacona rekompensata w wysokości 20 tys. rubli. Władysław zrezygnował z tronu w Rosji ponieważ chciał wymusić na Moskwie pomoc w razie ewentualnej wojny ze Szwecją. Ten punk umowy był jednak niezobowiązujący, a jak wiem dwadzieścia lat później nie miał już żadnego znaczenia ponieważ znowu rozpoczęły się walki z Rosją.

Pokój w Polanowie dał jednak Polakom czas na przygotowanie się do mających nastąpić następnych konfliktów. Powoli zbliżał się bowiem okres ciągłych wojen. Niedługo miast nastąpić bunt Kozaków pod wodzą Chmielnickiego, Potop Szwedzki, wojny z Turcją a także ponowna wojna z Rosją. Okres względnego spokoju był zatem Rzeczpospolitej bardzo potrzebny.

Krwawa historia Smoleńska nie zakończyła się w 1634 r. Miasto ze względu na swoje położenie w przyszłości miało być jeszcze wielokrotnie areną krwawych walk.

Artykuł powstał na podstawie materiałów pochodzących ze strony “Smoleńsk. 400-lecie zdobycia miasta”

[link=http://www.smolensk400lat.pl/]

forma płatności