„Suche bułki dla Gomułki!”. Tak zaczęły się strajki na Wybrzeżu

14 grudnia 1970 roku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina wybuchł strajk robotniczy, który zapoczątkował falę protestów na Wybrzeżu, znaną w historii jako wydarzenia Grudnia ’70.

Bezpośrednim impulsem była ogłoszona dwa dni wcześniej przez władze komunistyczne decyzja o gwałtownych podwyżkach cen podstawowych artykułów, zwłaszcza żywności.

Podrożało jedzenie

12 grudnia Rada Ministrów przyjęła uchwałę o zmianie cen detalicznych, które miały obowiązywać od 13 grudnia. Podwyżki objęły 45 grup towarów, w tym mięso, mąkę, ryby i węgiel, uderzając przede wszystkim w najuboższych. O decyzji poinformował w wystąpieniu radiowo-telewizyjnym I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka. Władze liczyły, że społeczeństwo zaakceptuje zmiany, jednak reakcja była natychmiastowa.

Rankiem 14 grudnia część załogi Stoczni Gdańskiej odmówiła podjęcia pracy. W ciągu kilku godzin strajk objął kolejne wydziały i przedsiębiorstwa, a następnie przerodził się w manifestację uliczną. Robotnicy domagali się cofnięcia podwyżek oraz rozmów z najwyższymi władzami partyjnymi. Pochód udał się pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. Próby uspokojenia protestujących zakończyły się fiaskiem.

Starcia z milicją

Po południu doszło do pierwszych starć z milicją. W centrum miasta rozpoczęły się walki uliczne, podpalano budynki partyjne i niszczono infrastrukturę. Do akcji skierowano duże siły Milicji Obywatelskiej i wojska, używając gazów łzawiących, a następnie broni palnej. Protesty szybko ogarnęły Gdynię, Szczecin, Elbląg i Słupsk.

W Gdyni zaczęło się tak: „Nastał grudzień, zbliżały się święta, a władza ogłosiła podwyżki artykułów żywnościowych. To było 12 grudnia. 14 grudnia dowiedzieliśmy się, że protestują robotnicy w Gdańsku, że wyszli na ulice, ale zostali pobici i wielu z nich aresztowano. Zebraliśmy się na naszym wydziale i ustaliliśmy, że następnego dnia rozpoczniemy strajk. Na wiecu na naszym wydziale było około czterystu osób, ale tak samo ustalili robotnicy z innych wydziałów. Nazajutrz, czyli 15 grudnia, rzeczywiście część pracowników nie przebrała się w robocze ubrania […]. Udaliśmy się pod bramę wyjściową, gdzie stało już około tysiąca osób – pracowników Dalmoru. Kolega z magazynu w Dalmorze Edmund Hulsz miał tubę, przez którą powiedział, że w naszym kierunku zmierzają robotnicy ze Stoczni im. Komuny Paryskiej i że razem pójdziemy pod Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Po drodze do stoczniowców z Komuny Paryskiej dołączyły Stocznia Nauta, Stocznia Remontowa, Zarząd Portu. Zanim ten ponaddwutysięczny tłum zbliżył się do Dalmoru, z daleka słychać było okrzyki. Nie były to hasła polityczne, głównie krzyczano: «Suche bułki dla Gomułki!», «Chodźcie z nami!»”– wspominał Jerzy Kowalczyk, wówczas pracownik Przedsiębiorstwa Połowów Dalekomorskich „Dalmor”.

15 i 16 grudnia władze podjęły decyzję o użyciu wojska przeciw robotnikom. 17 grudnia w Gdyni doszło do masakry protestujących, gdy żołnierze otworzyli ogień do ludzi idących do pracy. Łącznie w wyniku wydarzeń Grudnia ’70 zginęło 45 osób, ponad tysiąc zostało rannych, a kilka tysięcy aresztowano i brutalnie pobito.

Grudzień 1970 roku stał się jednym z najważniejszych doświadczeń polskiego ruchu robotniczego. Pamięć o krwawo stłumionych protestach miała istotny wpływ na późniejsze strajki, zwłaszcza w sierpniu 1980 roku, które doprowadziły do powstania „Solidarności”.

Kresy.pl / PAP / Przystanek Historia

Czytaj też:

Komuniści przeciw religii

Gdyby w 1920 roku zwyciężyli bolszewicy

forma płatności