Jak licznego przeciwnika można było rozbić pojedynczą szarżą? 7 września 1621 roku, pod Chocimiem do 600 husarzy rozbiło około 10 000 Turków. Dysproporcja sił wynosiła mniej więcej 16 do 1. Czy to jest rekord?

Niekoniecznie. Pod Kutyszczami dysproporcja sił mogła być jeszcze większa i sięgać 25 do 1. Mimo to szarża husarzy okazała się skuteczna. Rozbito nią rosyjskich kirasjerów i piechotę Kozaków.



Szczęśliwy rok

Rok 1660 w polskiej historiografii uzyskał miano roku szczęśliwego. W tymże bowiem roku zakończono wojnę ze Szwedami a seria bitew stoczonych z Rosjanami uwolniła znaczną część Litwy i południowo – wschodniej Korony od moskiewskiej okupacji. Gdy na północy wojska Wielkiego Księstwa wraz z dywizją Czarnieckiego wypierały Rosjan z Litwy, na południu wojska koronne (około 15 000 żołnierzy i 20 dział), wspierane przez Tatarów, usiłowały zniszczyć armię rosyjską dowodzoną przez Wasyla Szeremietiewa. Żołnierzom rosyjskim (około 16 000 żołnierzy i ponad 40 dział) pomagali złączeni z nimi Kozacy pod dowództwem Tymofieja Cieciury (około 15 000 żołnierzy i 6 dział), a operujący oddzielnie Kozacy Jerzego Chmielnickiego (około 20 000 żołnierzy i 20 – 30 dział) stanowili dla Polaków dodatkowe zagrożenie. Muszę tu jednak zwrócić uwagę na fakt, że dane te odnoszą się tylko do liczby żołnierzy. Nie obejmują one tak zwanej luźnej czeladzi, która znacznie podnosiła liczebność uczestniczących w walkach armii.

Przed szarżą

Do pierwszych walk z połączoną armią rosyjsko – kozacką doszło w okolicy Lubaru 14 września 1660 roku. Szeremietiew jak dotąd dysponował zaniżonymi danymi co do wielkości armii polskiej. Wiedział on tylko o siłach hetmana wielkiego koronnego Stanisława Rewery Potockiego i o złączonych z nimi Tatarach. Tymczasem liczebność połączonych dywizji hetmana wielkiego koronnego Stanisława Rewery Potockiego i hetmana polnego koronnego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego wraz ze wspierającymi ich Kozakami Iwana Wyhowskiego i Tatarami dorównywała Moskwie i Kozakom Cieciury.

Pierwsze starcia (14 września), zainicjowane przez Polaków i Tatarów, zachwiały dowódcę rosyjskiego w przekonaniu, że ma przed sobą jedynie nielicznego przeciwnika. Zaskoczył go fakt, że Polacy nie uciekli przed jego armią, z którą jeszcze niedawno miał zamiar przemierzyć całą Ukrainę i wypchnąć wojska polskie za linię Sanu. Dało mu to z pewnością do myślenia, ale wciąż nie znał prawdziwej liczebności sił polskich.

Dowództwo polskie starało się utrzymać przeciwnika jak najdłużej w stanie nieświadomości, co do rozmiarów własnej armii. Następnego dnia (15 września), wojsko koronne stanęło w szyku za wzgórzem zasłaniającym je przed wzrokiem Rosjan. W pole wysłano tylko Tatarów i polskich harcowników, którzy mieli sprowokować nieprzyjaciela do wyjścia z obozu i walki w otwartym terenie. Niestety jeden z żołnierzy armii koronnej przeszedł na stronę Rosjan, zdradzając rzeczywisty stan wojsk polsko – tatarskich. Szeremietiew, który jak dotąd lekceważąco oceniał możliwości strony polskiej, zrobił się teraz bardziej ostrożny. Zamiast natychmiast podjąć zbrojne kroki przeciwko nieprzyjacielowi, postanowił najpierw zabezpieczyć swój obóz przed ewentualnym atakiem. Posunięcie to było bardzo rozsądne zważywszy, że ukształtowanie terenu uniemożliwiało mu rozpoznanie ilości i dyslokacji sił polsko – tatarskich. Gdy obóz rosyjsko – kozacki był już odpowiednio ufortyfikowany, dowódca rosyjski postanowił stoczyć bitwę w otwartym polu.

16 września 1660 roku Polacy i Tatarzy spędzili Rosjan, i ich sojuszników z pola, i zablokowali ich w warownym obozie. Armia Szeremietiewa i Cieciury oczekiwała w nim na przybycie Kozaków Chmielnickiego. Ci jednak niezbyt się spieszyli. Położenie Rosjan i Kozaków było tym trudniejsze, że w blokowanym przez Polaków obozie, ostrzał artyleryjski, brak paszy dla koni a zwłaszcza brak wody dawały się boleśnie we znaki. Nie było innej rady. Chcąc przyspieszyć połączenie armii Szeremietiewa i Cieciury z armią Chmielnickiego, dowódca rosyjski podjął decyzję wymarszu w stronę ociągającego się z przybyciem sojusznika. Pierwszym etapem marszu miała być miejscowość Cudnów.

O świcie 26 września uszykowany do marszu rosyjsko – kozacki tabor opuścił umocnienia obozu i ruszył w stronę Cudnowa. Zaskoczeni Polacy dopiero po pewnym czasie zdołali zorganizować pościg. Dopędzono jednak wolno poruszający się tabor i jeszcze tego samego dnia próbowano go rozerwać. W walkach z taborem niepoślednią rolę odegrała husaria.

Niezwykła szarża!

Ariergardę rosyjsko – kozackiego taboru stanowił pułk złożony z 2 skwadronów jazdy rosyjskiej oraz pułk piechoty kozackiej. Jazdą tą byli „kiryśnicy”, to jest noszący zbroje rajtarzy. Zgodnie z opisem pułkownika kawalerii polskiej, który brał udział w tej kampanii, Samuela Leszczyńskiego, rajtarzy rosyjscy mieli:

„[…] strzelbę wyśmienitą

Na koniach bardzo dobrych, szyszakiem okrytą

Głowę mieli, a ciała zakryte zbrojami,

Był obojczyk, karwasze i z naręczagami.”

Byli więc osłonięci zbroją równie dobrze, co atakujący ich husarze. Różnica między nimi była taka, że kirasjerzy walczyli „strzelbą”, czyli bronią palną, a husarze szarżowali z kopiami w dłoniach.

Oba pułki maszerowały na zewnątrz taboru. Liczebność tych oddziałów można szacować na co najmniej 1000 Kozaków oraz 600 – 700 kirasjerów. Są to jednak wielkości minimalne. Bardzo możliwe, że Kozaków było 2500, czy też nawet więcej, a kirasjerów blisko 1000.

Tę to właśnie ariergardę, na uroczysku Kutyszcze, kilka kilometrów na wschód od Lubaru, zaatakowały 2 chorągwie husarskie z dywizji hetmana Lubomirskiego. Były to chorągwie jego brata i syna, czyli:

  • Aleksandra Michała Lubomirskiego, koniuszego koronnego, pod porucznikiem Władysławem Wilczkowskim. Liczyła sobie ona etatowo 142 konie.

  • Stanisława Lubomirskiego, starosty spiskiego, pod porucznikiem Stanisławem Wyżyckim. Ta z kolei liczyła etatowo 143 konie.

Epitafium z 1680 roku Stanisława Wyżyckiego h. Osmoróg (1614-1680), chorążego kijowskiego, porucznika husarskiego.
(Dawny kościół bernardynów we Lwowie. Fot. Radosław Szleszyński)

W sumie 285 stawek żołdu. Ale po odliczeniu wakatów i ślepych porcji, rzeczywistą liczebność obu tych rot można szacować na łącznie około 140 husarzy. I będzie to liczba raczej zawyżona niż zaniżona. 140 to ledwie połowa stanu etatowego, ale właśnie w tak fatalnym stanie były w owym czasie wojska koronne. Na przykład wspomniany już pułkownik Samuel Leszczyński twierdził, że choć na papierze było wojska niemało, to do boju nigdy nie było go więcej niż 15 000. A to ledwie połowa wielkości etatowej tego wojska. Jak pisał Jan Chryzostom Pasek w szczególnie złym stanie („chudo, ubogo, boso, pieszo”) byli żołnierze hetmana Jerzego Sebastiana Lubomirskiego.

Atak rot husarii nie nastąpił równocześnie. Pierwsza uderzyła chorągiew Wilczkowskiego a dopiero później chorągiew Wyżyckiego. Husarzom w posiłku szli dragoni. Nie byli oni spieszeni, lecz jechali na koniach. W pobliżu znajdowały się także inne jednostki wojska polskiego, które jednak nie wzięły udziały w początkowych walkach. Włączyły się one do boju dopiero po jakimś czasie.

Pierwszy atak, przeprowadzony przez chorągiew husarską Wilczkowskiego, został skierowany przeciwko rosyjskim rajtarom. Husarze Wilczkowskiego powoli zbliżyli się na odległość 1 staja (staje statutowe to 49 – 50 m) od nieprzyjaciół, zwiększyli bieg koni, złożyli kopie, których końce pozostawiono w tokach i runęli na wroga. Warto tu zaznaczyć, że sposób przeprowadzenia tej szarży bardzo dobrze koreluje z zaleceniami „Ordynacji hetmańskiej” Hieronima Lubomirskiego, którą spisano około 44 lata później. Mamy tu te same elementy co w ordynacji, czyli:

  • najpierw powolne zbliżanie się do nieprzyjaciela (pod Kutyszczami: „małym krokiem”; w ordynacji: „kłuskiem małym”)

  • wytrzymanie ognia nieprzyjaciela (pod Kutyszczami: „na niezmierne strzelanie nic się nie wzdrygali”; w ordynacji: „[ogień nieprzyjaciela] koniecznie potrzeba wytrzymać dla lepszego skutku”)

  • pochylenie kopii, zwiększenie biegu konia (pod Kutyszczami: „Ostrogą zwarszy konia pod sobą prędkiego, w tokach kopije porządnie złożyli, w otchłań prawie żołnierze ci zacni skoczyli”; w ordynacji: „w pół pola ku nieprzyjacielowi będąc […] ZŁÓŻCIE KOPIE. I tak dalej małym kłuskiem idąc, nie powinien wprzód skoczyć i uderzyć nieprzyjaciela, aż ogień wyda”).

  • uderzenie w nieprzyjaciela, tj. skruszenie kopii i sięgnięcie po pałasze / szable (pod Kutyszczami: „tylko skruszonych kopij i pałas[z]ów wrzawy”; w ordynacji: „złamawszy zaś […] kopię o nieprzyjaciela, ostatek drzewca porzuci żołnierz, a szablę w rękę wziąwszy, po rękach naprzód rąbać będzie, aby nie dać nieprzyjacielowi do drugiego porywać się oręża, do pistoletów lub szpady, bo obciętego i ręką nie władnącego lada ciura bić i żywcem brać może”)

W trakcie szarży husarii, rajtarzy zdołali oddać w jej kierunku kilka salw karabinowych. Mimo tego ostrzału straty Polaków były minimalne. Wśród ludzi jedynie syn podkomorzego lwowskiego Piotra Ożgi został ranny w kolano. Straty wśród koni były większe, ale nie są one precyzyjnie określone. Po złamaniu kopii, husarze sięgnęli po pałasze. Wtedy to zapewne dołączyli do nich husarze Wyżyckiego (najprawdopodobniej atakując drugi skwadron pułku kawalerii Moskali). Jazda rosyjska nie wytrzymała uderzenia husarii i rzuciła się do ucieczki. Pierzchająca rajtaria zmieszała piechotę kozacką. Wykorzystała to husaria, która kontynuowała atak wjeżdżając w szyki Kozaków. Ci, nie mając żadnej osłony terenowej, która by ich uchroniła przed polską jazdą, rzucali się na ziemię. Część z nich została stratowana przez konie. Część zginęła od ciosów kopii. Jednak niektórym Kozakom udało się w zamieszaniu towarzyszącemu tej walce zabić i zranić pewną ilość koni husarskich. Robili to „wciskając się” pod nie. Najprawdopodobniej wyglądało to tak, że gdy splątane ciała poległych i rzucających się na ziemię Kozaków wyhamowały impet ataku husarzy, część leżących na ziemi obracała swoją broń (szable, itp.) przeciwko końskim brzuchom i nogom. Wspierali ich ci Kozacy, po których nie przejechała kawaleria polska. Ostrzeliwali oni Polaków z samopałów. Walka miała tu jednak przebieg dość chaotyczny. Większość Kozaków została bowiem rozbita. Wielu z nich szukało ratunku w ucieczce. Husarze zdobyli 3 sztandary a na karkach uciekających dojechali do ostatnich wozów taborowych. Tutaj przywitał ich ogień broni palnej umieszczonej na wozach (działka) i schowanych za wozami Kozaków. Husarze zawrócili i swoją broń ponownie skierowali przeciwko tym Kozakom, których dopiero co rozbili. Byli oni znacznie łatwiejszym obiektem ataku, gdyż nie chroniły ich żadne przeszkody czy to naturalne, czy sztuczne. W zamęcie walk, siedmiu czy ośmiu sotniom kozackim (czyli do 800 ludzi) udało się wycofać do pobliskiego lasku. Na jego skraju podjęli skuteczną obronę. Jazda polska nie próbowała nacierać w tych warunkach. Do boju skierowano dragonów, którzy w tym celu zeszli z koni. Do boju weszły także regimenty piesze.

Zarobiłeś Wilczkowski nieśmiertelną sławę

Atak husarzy na ariergardę rosyjsko – kozacką nie był przez hetmanów zaplanowany. Doszło do niego w wyniku inicjatywy niższej rangi dowódców – najprawdopodobniej samego Wilczkowskiego. To jego bowiem w pierwszej kolejności wymieniają autorzy relacji i uczestnicy bitwy. Na przykład Leszczyński pisał „Zarobiłeś, Wilczkowski, nieśmiertelną sławę”, zaś anonimowy żołnierz hetmana Potockiego notował „J.M. Pan Wilczkowski starosta owrucki gloriosissime[najgodniej] tam na ten czas stanął”. Chwalono również postawę towarzyszy husarskich, którzy „ojczyzny miłością pałając, do boju szli z wielką radością”.

Atak okazał się skuteczny. Ariergardę nieprzyjaciela po części zniszczono (liczba zabitych miała sięgać kilkuset), po części rozproszono, a po części wyparto do lasu. Akcja ta nie przesądziła o wynikach działań wojennych w tym dniu, lecz wpłynęła destrukcyjnie na morale sił głównych armii Szeremietiewa i Cieciury. Jeśli do tej pory żołnierze nieprzyjaciela obawiali się walczyć z Polakami w otwartym polu, to po omawianych tu wydarzeniach, ich strach przed taką walką i przed husarią musiał wzrosnąć. Sama kampania na Ukrainie 1660 roku, po dalszych krwawych walkach, zakończyła się pełnym sukcesem Polaków.

Warto na końcu dodać kilka słów o samym Władysławie Wilczkowskim. Jako towarzysz zaciągnął się do wojska koronnego już w 1643 roku. Po dekadzie został porucznikiem husarskim, którym był do 1683 roku. Czasami powierzano mu większe zgrupowania wojsk, tytułując pułkownikiem. Wsławił się w wielu bojach. Między innymi pod Krasnobrodem w 1672 roku, gdzie dysponując zaledwie dwiema rotami kawalerii (w tym husarią Aleksandra Michała Lubomirskiego, którą dowodził pod Kutyszczami), obskoczony przez masy tatarskie „długo z nimi żwawą wiódł utarczkę”. Gdy zaś przybyło mu wsparcie, rozgromił przeciwnika.

Władysław Wilczkowski wziął również udział w bitwie pod Wiedniem 1683 roku. Kilka dni po niej zmarł. Był jednym z najwybitniejszych poruczników husarii drugiej połowy XVII w.

Dr Radosław Sikora

 

Nota bibliograficzna:

Radosław Sikora „Niezwykłe bitwy i szarże husarii”. Warszawa 2011.

Tematy pokrewne:

Spektakularne zwycięstwa oręża polskiego – subiektywny przewodnik

Chwała i apologia husarii

Urodzeni żołnierze

 

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz