Kozacy brali aktywny udział we wszystkich wojnach jakie toczyły się z Moskwą w XVI – pierwszej połowie XVII wieku. Ponadto, sami wielokrotnie zgłaszali królom polskim chęć samodzielnego “pójścia na Moskwę”.
Dla Kozaków w epoce nowożytnej, istniały tylko dwa atrakcyjne oraz realnie dostępne modele cywilizacyjne, na które to modele gotowi byli się orientować w swych działaniach politycznych i społeczno-gospodarczych. Pierwszym z nich była Rzeczpospolita, drugim zaś państwo moskiewskie (Moskwa). Imperium Habsburskie, choć silne ekonomicznie i militarnie, było jednak położone zbyt daleko od kozackich siedzib, by oddziaływać na Kozaczyznę w sposób zorganizowany i ściągać ją w orbitę swych wpływów. Hospodarstwo Mołdawskie – zbliżone kulturowo i religijnie, prawosławne księstwo podlegające władzy osmańskiej – było zaś za słabe militarnie, ekonomicznie oraz politycznie, by na trwale związać ze sobą Kozaków. To samo dotyczy krótkotrwałych epizodów współpracy kozackiej z protestanckim Siedmiogrodem i Królestwem Szwecji. Tak więc w realnej grze o rząd dusz i panowanie nad kozacką Ukrainą w interesującej nas epoce historycznej, pozostawały (oprócz muzułmańskiego Imperium Osmańskiego oraz Chanatu Krymskiego) tylko Rzeczpospolita i Moskwa. Jako że wzajemne stosunki Kozaczyzny z Rzeczpospolitą w omawianym okresie, wymagają osobnego potraktowania, w niniejszym tekście skupię się wyłącznie na przedstawieniu problemu postrzegania Moskwy przez Kozaków ukraińskich w epoce nowożytnej.
Wielkie Księstwo Moskiewskie (od 1547 roku Carstwo Moskiewskie) było jednym z niewielu państw, które miało wolę i możliwości, by zaproponować Kozakom poddaństwo oraz roztoczyć nad nimi „opiekę”. Ekspansja na tereny dawnej Rusi Kijowskiej (program „zbierania ziem ruskich”) wchodzące w skład Rzeczypospolitej, była jednym z podstawowych elementów programu politycznego tej monarchii, a Kozacy żyjący na tych terenach mogli stać się dla niej – potencjalnie – cennym sojusznikiem w tych staraniach. Pierwsze kontakty oraz umowy polityczne jakie nawiązała Moskwa z Kozakami, nie dawały tej pierwszej realnych podstaw do realizacji jej ekspansjonistycznych zamiarów względem ruskich ziem Rzeczypospolitej. Jednym z powodów tego stanu rzeczy, była „samozwańczość” elit kozackich, traktowanych przez Moskwę jako poddanych Rzeczypospolitej. Elity te, jakkolwiek traktowały się same jako takie, lub też chciały być postrzegane jako „nowa szlachta”, to ze względu na zasady prawne oraz społeczne jakie panowały ówcześnie, zarówno w Rzeczpospolitej jak i Moskwie, nie mogły nimi zostać, i być równorzędnym partnerem w jakiejkolwiek dyskusji z silniejszymi wobec nich stronami.
Koniec XVI wieku, i pierwsza połowa wieku XVII przyniosły nawet sytuację, w której to Moskwa została znacznie wyprzedzona przez Austrię i Szwecję w ich staraniach o pozyskanie Kozaczyzny do własnej strefy wpływów. Taki stan rzeczy tłumaczyć można oczywiście skomplikowaną sytuacją wewnętrzną i zewnętrzną w jakiej znalazło się państwo moskiewskie w tym okresie. W państwie moskiewskim nie wyróżniano ukraińskiego kozactwa jako czegoś szczególnego i zasadniczo innego od kozackich społeczności funkcjonujących na terenie carstwa. Nawet jednoznaczne opowiedzenie się przez Kozaków po stronie Cerkwi prawosławnej w latach dwudziestych XVII wieku, nie spowodowało zasadniczej zmiany nastawiania wobec nich w elicie moskiewskiej. Moskiewskie propozycje obejmowały bowiem tylko jedno rozwiązanie – Kozacy mieli bezwarunkowo uznać zwierzchność cara oraz służyć mu, również bezwarunkowo. Nie trzeba chyba wielkiej wyobraźni, by uzmysłowić sobie jaka mogła być reakcja strony kozackiej na takie „propozycje”. Kolejne wojny jakie toczyło państwo moskiewskie z Rzeczpospolitą w końcu XVI wieku, i klęski w nich odnoszone, spowodowały stopniową ewolucję stanowiska elity moskiewskiej względem Kozaków. Zmieniono również taktykę rozgrywek dyplomatycznych z Kozaczyzną. Od tego bowiem momentu, starano się wśród nich wytworzyć obraz cara jako miłosiernego, dobrotliwego „opiekuna” (w odróżnieniu od dotychczasowego wizerunku srogiego pana i władcy) – uważających się przecież za wolnych i niepodlegających żadnej władzy – Kozaków, przywódcy walk z niewiernymi oraz łaskawcy przyjmującego „wygnańców” z Rzeczypospolitej w swoje włości. Uwypuklano również wśród Kozaków czynnik religijny, czyli obraz Moskwy jako jedynego ośrodka broniącego prawosławia przed zakusami Turcji, Krymu i Rzeczypospolitej. Starano się pozyskać Zaporożców do aktywnej walki z zagrożeniem tatarskim. Tak czynił m.in. car Fiodor Iwanowicz. W 1592 roku przyjął on poselstwo kozackie od hetmana Krzysztofa Kosińskiego oferujące wspólną walkę z muzułmanami. Również Borys Godunow podtrzymał idee wspólnej walki i kolejnego pochodu na Krym. W gramocie carskiej do Krzysztofa Kosińskiego proponował on wspólną akcję Zaporożców z Kozakami dońskimi. Pewną – dość głęboką – szczelinę we wzajemnych kontaktach można dostrzec w czasach tzw. Wielkiej Smuty i interwencji Rzeczypospolitej w państwie moskiewskim. Kozacy wzięli wtedy aktywny udział w walkach, niszcząc spore obszary Rosji. W latach trzydziestych i czterdziestych XVII wieku powrócono do polityki „głaskania” Kozaków, a to ze względu na czynnik tatarski, stanowiący stałe zagrożenie dla terytoriów podlegających władzy Moskwy.
Tak np. w 1646 roku przebywający w Warszawie posłowie moskiewscy, starali się nakłonić króla polskiego, by zezwolił zaporożcom (poddanym króla) na wspólną z dońcami (poddanymi cara) akcję lądową i morską przeciwko Krymowi. Moskwa w tym czasie zaczęła także ochoczo przyjmować do siebie Kozaków, którzy przechodzili „pod carskie imię” wyznaczając im za zadanie m.in. kolonizację terenów przygranicznych (step na granicy Moskwy i Rzeczypospolitej oraz Moskwy i Chanatu Krymskiego).
A jak w tym czasie na państwo moskiewskie zapatrywali się sami Kozacy? Przede wszystkim, Moskwa była tradycyjnym wrogiem ich suwerena tzn. króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego. Kozacy brali aktywny udział we wszystkich wojnach jakie toczyły się z Moskwą w XVI – pierwszej połowie XVII wieku. Ponadto, sami wielokrotnie zgłaszali chęć samodzielnego „pójścia na Moskwę”, tak jak czynił to m.in. Seweryn Nalewajko w swych „kondycjach” do króla Zygmunta III ze stycznia 1596 roku. Oczywiście czynili to z różnych powodów, także wygodnych sobie, niekoniecznie zgodnych z ówczesną „racją stanu” Rzeczypospolitej. Hetman Piotr Sahajdaczny utrzymywał stały kurs na walkę z Moskwą. W sierpniu 1618 roku w liście do królewicza Władysława pisał „Pan Bóg wszechmogący pomógł osiągnąć przeznaczone waszej miłości carstwo, a mój naród złożyć pod nogi majestatu twego”. W latach 1622-1623 Kozacy nadal aktywnie proponowali swoje usługi przeciwko Moskwie, a tamtejsi przygraniczni wojewodowie gromadzili mnóstwo relacji na temat gotowości Wojska Zaporoskiego do marszu na Moskwę. Myślano także wśród Kozaków o wykorzystaniu przeciw Moskwie kolejnego „Samozwańca”. Także podczas kampanii smoleńskiej w latach 1632-1634 odznaczyli się oni aktywnym i licznym w niej udziałem. Wszystkie te wydarzenia nie przeszkadzały jednak w jednoczesnym postrzeganiu Moskwy jako tradycyjnego sojusznika w walce z muzułmańskimi sąsiadami. Pamiętać jednak musimy, że środowisko kozackie nie było jednorodne, i oprócz postaw antymoskiewskich, spotkać można było również i te, które opowiadały się za „rycerską służbą” na rzecz cara. Ukraiński badacz tego zagadnienia Wiktor Brechunienko tłumaczy tę niejednorodność warunkami w jakich przyszło żyć Kozakom, gdzie do przetrwania konieczna była elastyczność postaw i umiejętność dostosowania się do każdej nadarzającej się okazji. Od początku wzajemnych kontaktów, postrzegano Moskwę przez pryzmat własnych interesów. Służba na rzecz cara nie różniła się w oczach niektórych Kozaków niczym od służby na rzecz innych chrześcijańskich władców – cesarza austriackiego, hospodara moskiewskiego i księcia siedmiogrodzkiego. Traktowali oni takową służbę jako „posługi rycerskie”, za które należy się nagroda.
Jak pisał Bartosz Paprocki „kozacy z Moskwy, takoż z wielkiego księstwa moskiewskiego upominki co rok dostają”. W czerwcu 1626 roku hetman Michał Doroszenko pisał do hetmana koronnego Stanisława Koniecpolskiego, że „Wnosiliśmy nie raz przez naszych posłów do Jego Królewskiej Miłości, by mieć pozwolenie posłów swoich do moskiewskiego cara po żołd wysyłać, jaki naszym przodkom Moskwa zwykła dawać”. Jeszcze jednym elementem „wykorzystania” Moskwy przez Kozaków, było ich osiedlanie się na terenach przygranicznych na tzw. „carskie imię”. Już w 1561 roku na terenach państwa moskiewskiego znalazło się czterysta osób z wojska kniazia Dymitra Wiśniowieckiego. Proces ten uległ pewnemu przyspieszeniu w pierwszych latach XVII wieku. Na przykład, w 1618 roku z wojska hetmana Sahajdacznego na „carskie imię” przeszło 670 kozaków, a klęska powstania z lat 1638-1639 dała początek fali ludzkiej, która osiedliła na terenach Ukrainy Słobodzkiej. Jednakże, proces ten obejmował tylko wąskie grupy Kozaków i skozaczonego chłopstwa, i nie miał charakteru masowego do 1648 roku. Ponad to, był on w większości przymusowy (z rozmaitych względów) dla ludzi, którzy wybierali ten sposób życia. Jako ciekawostkę, można uznać w tym miejscu fakt obierania przez niektórych „wychodźców” z Ukrainy, Krymu jako miejsca swego nowego osiedlenia i życia. Badacze zagadnienia podobną „anomalie do bisurmanienia się”, zanotowali również wśród dońskiego kozactwa. Z kolei, liczne przykłady osiedlania się w państwie moskiewskim przedstawicieli szlachty polskiej, litewskiej i ruskiej (osobny problem wart omówienia) odbierały kozackim przesiedleńcom (propagandzie carskiej zresztą też), argument o ich tylko szczególnym umiłowaniu tego państwa. Ukraińscy historycy twierdzą ponad to, na podstawie materiałów źródłowych z epoki, że wśród ówczesnych Kozaków nie było żadnych sygnałów świadczących o myśleniu kategoriami ich etnicznej bliskości (inna sprawa to bliższość kulturowo-religijna) z „moskalami”, co ma świadczyć o świadomej już wtedy, odmienności Ukraińców od Rosjan. Wyczuwalnych przez Kozaków różnic nie mogły zmienić – zdaniem tych historyków – ani wspólnota wiary, ani carskie upominki, ani poparcie Moskwy dla kozackiej emigracji na jej tereny, ani silna oraz aktywna promoskiewska agitacja, jaką prowadziła w latach dwudziestych XVII wieku wśród kozactwa cerkiew prawosławna. Właśnie ta agitacja spowodowała, że pojawiło się wcale liczne grono osób gotowych poddać się pod protekcję cara. Poza tym wszystkim, Moskwa stała się w tym okresie dla Kozaków „straszakiem”, którym można było skutecznie grozić (szantażować) Rzeczypospolitej, domagając się realizacji własnych postulatów, czego dobitnym przykładem mogą być sejmy czasów wojny smoleńskiej z lat 1632-1634, gdzie Kozakom wykorzystującym argument o potrzebie dostarczenia posiłków wojskowych, udało się w ten sposób wiele dla siebie ugrać.
Aktywna, promoskiewska retoryka kozacka, była spowodowana, przede wszystkim, względami czysto taktycznymi, na użytek gry politycznej, tak by uzyskać również jak najwięcej korzyści od cara i państwa moskiewskiego. W 1622 roku obiecywano carowi gotowość „bycia w poddaństwie u cara”, jednocześnie wysyłając poselstwo do Warszawy z propozycjami uderzenia na Moskwę. Propozycje zmieszenia rejestru kozackiego skwitowano w liście do komisarzy królewskich ze stycznia 1622 roku, stwierdzeniem, że „w Moskwie trzy tysiące(liczba wpisanych do rejestru) ma być”, a swój udział w kampaniach moskiewskich stawiano na równi z udziałem w kampaniach mołdawskich, inflanckich i tureckich, jako obrona wspólnej ojczyzny. Motywy te zostały raz jeszcze poruszone w instrukcji poselskiej na sejm elekcyjny w 1632 roku. O tym, że motywy religijne w działaniach Kozaków miały koniunkturalne znaczenie, świadczyć może fakt udziału zaporożców w tatarskich wyprawach na Moskwę z lat 1643-1644, tak że zmuszona była ona zadać władzom Rzeczypospolitej niewygodne pytania o to – jak to określono – „czerkaskie złodziejstwo”. Podczas walk jakie toczono w 1618 roku, wojska kozackie podległe hetmanowi Sahajdacznemu, brały jeńców wśród ludności moskiewskiej tak (np. zagon pułkownika Jakowa Szysza), że do królewskiego obozu w taborze pod Tuszynem razem z Kozakami szła „wielka liczba ruskich ludzi, mężów, chłopców, kobiet i dziewcząt”, jak donosił sam car Michał Fiodorowicz w swojej gramocie do wojewody białoozierskiego. Moskiewski patriarcha Hermogen nazwał ich wrogami chrześcijaństwa, „którzy odstąpili od Boga i wiary chrześcijańskiej”. Wracając z tej wyprawy do swoich ukraińskich siedzib, zdążyli oni jeszcze „zabrać ze sobą” wielu mieszkańców Kaługi, tak że za samą informację o Kozakach, którzy przeszli na służbę moskiewską, uzyskaną od carskich urzędników, hetman Sahajdaczny zgodził się wypuścić z niewoli ponad dwa tysiące jeńców. Jednocześnie, w liście z lutego 1620 roku, jaki wiozło poselstwo kozackie od hetmana Sahajdacznego do Moskwy, zaznaczano, że „kozacy gotowi są służyć głowami wielkiemu hosudarowi, tak jak służyli wielu innym rosyjskim hosudarom i w ich hosudarskich łaskach byli, i na wrogów hosudarskich chodzili, i krymskie ułusy gromili”. W odpowiedzi car odpowiedział o swej przychylności do Kozaków, rozważając możliwość przysłania na Sicz zapłaty za konkretne kozackie „służby” na jego rzecz. Były to jedynie gesty czysto formalne, wynikające z taktyki prowadzenia rozmów dyplomatycznych jakie należało stosować w rozmowach z Kozakami. Także instrukcje carskie dla wojewody putywlskiego jasno wskazywały na instrumentalne traktowanie poselstwa i żądań kozackich. Pamiętano przecież o niedawnych wydarzeniach z ich udziałem.
W 1623 roku w odpowiedzi na sygnały dotyczące gotowości bycia Kozaków na służbie carskiej, Michał Fiodorowicz zakazał swoim wojewodom przyjmować kozaków-wychodźców do siebie na zasadzie „carskiego imienia”. Wstrzymano także przyjecie poselstw kozackich w 1625 i 1626 roku. Były to jedyne sposoby jakie ówcześnie wobec butnych Zaporożców zastosować mógł car Michał Fiodorowicz i jego otoczenie. Podobna sytuacja do tej z lat 1617-1619, powtórzyła się pod czas wojny smoleńskiej. Z Biełgorodu w 1633 roku na Ukrainę wywieziono 483 osoby, a w 1634 roku – 62. Osiedlono ich w miastach lewobrzeżnej Ukrainy – Łubinach, Łochwicy, Mirhorodzie. Liczne relacje źródłowe pokazują natomiast, jak wyglądała ta niewola moskwian u Kozaków, przetrzymywanych głównie z myślą o uzyskaniu za nich jakiegoś solidnego okupu. Umacniał ją dodatkowo fakt, że traktat rozejmu w Dywilinie nie przewidywał masowej wymiany jeńców. Tę sytuację zmienił dopiero traktat pokoju polanowskiego z 1634 roku, który szczegółowo regulował te kwestie. Podsumowując, dymitriady, wyprawy króla Zygmunta III oraz królewicza Władysława IV, stały się rajem dla „działalności” prowadzonej przez Kozaków, i sprawiły, że w gramotach carskich zaczęto ich nazywać „wiecznymi wrogami” podobnie jak Polaków. Dodatkowo, coraz częściej w latach dwudziestych XVII wieku, myśleli oni o podjęciu wspólnej z Tatarami akcji przeciwko Moskwie. Pewne próby zawiązania takiej koalicji podjęto w latach 1624-1625 oraz 1628-1629. Próby te miały bezpośredni związek z toczącą się w tym czasie na Krymie walką wewnętrzną o władzę nad Chanatem, w której to walce, Kozacy również dostrzegali konkretne szanse dla siebie. Jak pisał w kwietniu 1629 roku wojewoda białogrodzki do cara Michała Fiodorowicza: „Szach-Girej z Tatarami i z zaporoskimi Czerkasami z Zaporoża wyszedł z licznymi ludźmi, a stoi w pogranicznych, w litewskich miastach zebrany, a podchodzi pod twoje hosudarskie, ukrainne miasta”. W latach trzydziestych XVII wieku sytuacja uległa zmianie. Poseł szwedzki radził carowi zaangażować i wykorzystać Kozaków przeciwko Rzeczypospolitej. Moskwa posłuchała jego rady, wyprawiono do nich poselstwo z carskimi gramotami, a patriarcha Filaret oświadczył posłom tureckim przebywającym w Moskwie, że „zaporoscy Czerkasi wszyscy chcą służyć carowi i dalej być pod jego wysoką, hospodarską ręką po na wieki, a od litewskich ludzi odeszli”. Poselstwo jednak nie osiągnęło wyznaczonych dla niego celów i powróciło do Moskwy z niczym. Starszyzna kozacka zebrana na radzie w Kaniowie zdecydowała o dochowaniu wierności Rzeczypospolitej, a „ludzi drobnych” opowiadających się za antypolską opcją Moskwy i Szwecji, po prostu straciła. Zapewnienia promoskiewskich hierarchów prawosławnych na Ukrainie o orientowaniu się Kozaków na Moskwę nie miały pokrycia w rzeczywistości, okazały się dla tej ostatniej płonne i stanowiły dla niej bardzo nieprzyjemną niespodziankę.
W okresie od roku 1630 do połowy lat 40-ych XVII wieku w elicie moskiewskiej nie wierzono w przejście Kozaków „wraz z ich miastami” pod władzę carską, tak jak swego czasu nie wierzono w szczerość zapewnień posłów hetman Sahajdacznego. Po porażce w wojnie smoleńskiej oraz rozczarowaniu kozacką postawa Moskwa skupiła się na realnym zadaniu, jakim było wytworzenie wśród Kozaków obrazu cara moskiewskiego jako ich przyjaciela i potencjalnego opiekuna. Kolonizowano także rekami Kozaków pograniczne tereny, poprawiając sobie krok po kroku swoją pozycje strategiczną w tym obszarze Europy. Taka polityka wydała swe owoce i okazała się skuteczna, ale dopiero na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XVII wieku.
Mobilizacja kozactwa pod szyldem zdobycia „chleba”, powtórzyła się w latach 1642-1647 na gruncie przygotowań do wojny z Turcją i Krymem, prowadzonych przez Rzeczpospolitą. Swoją szanse dostrzegli w niej również Kozacy. Oczywiście wtedy, użyli w negocjacjach prowadzonych z Moskwą i Rzeczpospolitą, argumentów natury religijnej, stawiając się jako obrońcy wiary chrześcijańskiej. Nawiązano porozumienie z Kozakami dońskimi, planowano działania morskie przeciw chanatowi na olbrzymią skalę. Z różnych względów do tej wojny jednak nie doszło, a utrzymywanie stosunków oraz kontaktów z Moskwą pozostało dla Kozaków jednym z dogodnych sposobów nacisku na Rzeczpospolitą w celu osiągnięcia swych własnych, szeroko zarysowywanych i artykułowanych, postulatów i korzyści. Taktyczne wykorzystywanie prawosławia i cara jako jego obrońcy miało ten sam cel, czyli zapewnienie „praw i swobód narodu ruskiego”, jak się wtedy wyrażano.
Jacek Drozd







