Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Dnia 26 lipca 1400 roku król Władysław Jagiełło wystawił dokument odnowienia Uniwersytetu Krakowskiego, kończąc wieloletni proces wskrzeszania uczelni założonej w 1364 roku przez Kazimierza Wielkiego.
Wydarzenie to na stałe wpisało się w dzieje polskiego szkolnictwa wyższego i kultury, nadając nowy impuls rozwojowi nauki w Polsce.
Pierwotna fundacja Kazimierza Wielkiego, choć ambitna, nie przetrwała długo. Po śmierci króla w 1370 roku uniwersytet niemal zaprzestał działalności, choć być może nie cakowicie.
25 lipca 1628 roku do Żagania przybył słynny astronom Jan Kepler. Zamieszkał tu na ponad dwa lata, kontynuując prace naukowe i przygotowując swoje dzieła do druku. Zajmował się również astrologią oraz pracował nad utworem literacko-naukowym.
Choć Johannes Kepler kojarzy się przede wszystkim z odkryciem praw ruchu planet i obroną teorii Kopernika, mało kto wie, że u schyłku życia ten wybitny astronom i matematyk znalazł schronienie w dolnośląskim Żaganiu. Tam, na prowincji ówczesnego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, Kepler nie tylko kontynuował badania, lecz także sporządzał horoskopy i dopracowywał utwór uznawany dziś za prekursora literatury science fiction.
Urodzony w 1571 roku w niemieckim Weil der Stadt Kepler już jako dziecko fascynował się niebem – w wieku sześciu lat widział kometę, a mając dziewięć lat obserwował zaćmienie Księżyca. Studiując w Tybindze, trafił pod skrzydła Michaela Maestlina, który – jako jeden z nielicznych – otwarcie popierał heliocentryzm Kopernika. Późniejsze życie Keplera to nieustanna podróż: nauczał w Grazu, współpracował z Tychonem Brahe, pracował dla cesarza Rudolfa II, mieszkał w Pradze i działał w Linzu.
24 lipca 1919 roku Sejm Ustawodawczy uchwalił ustawę o Policji Państwowej. Jej przyjęcie było jednym z etapów budowania administracji odrodzonej Rzeczypospolitej, która po okresie zaborów musiała stworzyć jednolitą służbę odpowiedzialną za bezpieczeństwo obywateli i utrzymanie porządku publicznego.
Niepodległe państwo przejęło ziemie należące wcześniej do trzech mocarstw zaborczych. Obowiązywały na nich odmienne przepisy, struktury administracyjne i systemy organizacji służb porządkowych. Jeszcze przed odzyskaniem niepodległości powstawały lokalne straże obywatelskie, milicje miejskie oraz formacje związane z poszczególnymi środowiskami politycznymi i samorządami.
Jedną z pierwszych formacji działających na ziemiach odradzającego się państwa była Milicja Ludowa. Jej oddziały tworzono przede wszystkim z członków Polskiej Partii Socjalistycznej, Polskiej Organizacji Wojskowej, PSL „Wyzwolenie”, a także robotników i mieszkańców wsi. Najsilniejsze struktury powstały w Radomskiem, Kieleckiem, Lubelskiem i Zagłębiu Dąbrowskim.
Nocą z 25 na 26 lipca 1944 roku, tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego, w okupowanej Polsce miała miejsce jedna z najbardziej spektakularnych operacji Polskiego Państwa Podziemnego — „Most III”.
Była to trzecia i zarazem najważniejsza z serii tajnych akcji lotniczych, podczas których alianckie samoloty lądowały w Polsce, by dostarczyć emisariuszy i sprzęt, a zabrać ludzi oraz informacje strategiczne. Tym razem chodziło o coś wyjątkowego: dane techniczne i fragmenty niemieckiej rakiety balistycznej V-2, zdobyte przez wywiad Armii Krajowej.
26 lipca o godz. 00:23 brytyjski samolot transportowy Dakota KG-477 „V” z 267. Dywizjonu RAF wylądował na konspiracyjnym lądowisku „Motyl” w okolicach Wał-Rudy nieopodal Tarnowa. Była to misja o najwyższym stopniu ryzyka — w pobliżu lądowiska stacjonowały oddziały Luftwaffe i niemiecka żandarmeria. Bezpośrednio do ochrony lądowiska wyznaczono ponad 200 żołnierzy, a według szerszych szacunków w przygotowaniu i zabezpieczeniu operacji uczestniczyło około 400 żołnierzy AK i mieszkańców okolicznych miejscowości. Samolot przyleciał z Brindisi we Włoszech, skąd loty były krótsze i bezpieczniejsze niż z Anglii. Dzięki zdobyciu przez aliantów baz we Włoszech operacje tego typu stały się możliwe w 1944 roku.
25 lipca 1939 roku w podwarszawskich Pyrach rozpoczęło się spotkanie, które miało istotne znaczenie dla przebiegu II wojny światowej. Podczas konferencji polski wywiad przekazał swoim sojusznikom – Francuzom i Brytyjczykom – wiedzę o złamaniu szyfrów niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”, zaprezentował stosowane urządzenia i metody oraz zobowiązał się dostarczyć obu państwom po jednej replice maszyny.
Konferencja, która odbywała się 25 i 26 lipca, niespełna sześć tygodni przed wybuchem wojny, była ukoronowaniem lat prowadzonej w tajemnicy i niezwykle skomplikowanej pracy polskich matematyków: Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego.
Choć alianci już wcześniej próbowali rozpracować Enigmę – Brytyjczycy za pomocą analiz kryptologicznych, a Francuzi także dzięki działalności wywiadowczej – to właśnie Polacy jako pierwsi opracowali skuteczną metodę łamania szyfrów niemieckiej wojskowej Enigmy. Francuski wywiad przekazał stronie polskiej dokumenty pozyskane od niemieckiego szyfranta Hansa-Thila Schmidta, jednak przełomu dokonali matematycy z Biura Szyfrów, wykorzystując nowatorskie metody matematyczne.
24 lipca 1655 roku pod Ujściem nad Notecią rozpoczęło się starcie armii szwedzkiej dowodzonej przez feldmarszałka Arvida Wittenberga z pospolitym ruszeniem województw wielkopolskich pod wodzą wojewody poznańskiego Krzysztofa Opalińskiego i wojewody kaliskiego Andrzeja Karola Grudzińskiego.
Szwedzi zaatakowali Rzeczpospolitą z dwóch kierunków. Wojska Gustawa Adolfa Lewenhaupta uderzyły w Inflantach, natomiast korpus Wittenberga wkroczył od strony zajętego przez Szwecję Pomorza Zachodniego. 21 lipca przekroczył granicę Rzeczypospolitej, kierując się ku strategicznym przeprawom na Noteci.
Armia Wittenberga liczyła, według różnych szacunków, od niespełna 15 do około 17 tys. żołnierzy i dysponowała 72 działami. Naprzeciw niej stanęło około 13 tys. przedstawicieli pospolitego ruszenia oraz 1,4 tys. żołnierzy piechoty łanowej.
Kolejne, chaotycznie rozrzucone, podebrane (z cudzych koszyków) grzybki. Wartość edukacyjna więcej niż mierna – efekciarska frazeologia skutkująca przekłamaniem. Widoczny brak elementarnej wiedzy i terminologii hipologicznej, a kończący akapit… żenada.
temat godny uwagi, zresztą Autor poruszał już te zagadnienia w swoich tekstach. Żal, że Polacy nie potrafili ocalić rasy własnych koni. P.S. krytykom, którym ten tekst się nie podoba, a pewnie głownie nie podobają się kresy.pl, polecam „doskonałą” publicystykę na portalu gw – wracajcie do swoich, żegnam ozięble.
Trochę się tym tematem interesuję i powiem tylko tyle że może istniały lokalne rasy koni w Polsce a może i nie…Nie widzę sensu by się o to kłócić bo konie te i tak wymarły wieki temu. Polskie konie miały bardzo dobre cechy użytkowe bo od pokoleń hodowano je na dużych pastwiskach (o czym doskonale wiedzieli Niemcy) i były krzyżowane z lekkimi końmi szlachetnymi typu orientalnego (chociaż zdaje się że z zachodnimi rasami czasami też). Wydaje mi się że niekoniecznie konie polskie wzbudzały wielkie zainteresowanie na zachodzie :
https://quod.lib.umich.edu/e/eebo/A53074.0001.001/1:4.1.10.11?rgn=div4;view=fulltext
Niestety, kolejny tekst delikatnie sugerujący że „nasze było lepsze” a konie z zachodu nic nie warte były (a jednak te „kosmate szkapy” dały początek niezliczonym rasom i typom użytkowym, i to na zachodzie powstały różne szkoły jeździeckie, siodła itd.) .