Według polskich źródeł z XVI i XVII wieku, w krwawej bitwie pod Newlem stoczonej 19 sierpnia 1562 roku, pokonaliśmy około trzydziestokrotnie liczniejsze wojska moskiewskie. Według rosyjskiego historyka, niewiele znacząca potyczka, przez polską propagandę została rozdmuchana do granic możliwości. Gdzie leży prawda?
Poglądy Filjuszkina
W roku 2012 doktor nauk historycznych, Aleksander Ilicz Filjuszkin, opublikował artykuł „Mitologia i rzeczywistość bitwy pod Newlem 1562 r.”[1]. Analizując znane mu polskie źródła, w szczególności kronikę Marcina Bielskiego, doszedł do wniosku, iż przez mniej więcej rok od jej stoczenia, Polacy milczeli na jej temat. Dopiero gdy Rosjanie zdobyli należący do Wielkiego Księstwa Litewskiego Połock[2], by podnieść morale własnych żołnierzy, podczas sejmu warszawskiego, rozpoczętego w listopadzie 1563 roku, przypomniano o bitwie, która z mało znaczącego epizodu stała się nagle wielką wiktorią wojsk polskich nad moskiewskimi. To zachowanie miało się drastycznie różnić od tego, co zrobiono po spektakularnym zwycięstwie wojsk litewskich odniesionym nad rzeką Ułą w styczniu 1564 roku. Wówczas wypuszczono w świat tak zwane druki ulotne z opisem tego wielkiego sukcesu.
W bitwie pod Newlem stroną moskiewską dowodził Andriej Michajłowicz Kurbskij (Андрей Михайлович Курбский), który w 1564 roku zdradził Iwana Groźnego i uciekł do polskiego króla. W tym samym roku Iwan Groźny obwinił Kurbskiego o to, że mając 15 000 żołnierzy nie był w stanie pobić pod Newlem wroga liczącego sobie 4000[3]. Biorąc ten fakt pod uwagę biografowie Kurbskiego byli dotychczas skłonni wierzyć polskim źródłom. Jeśli bowiem sam car[4] ganił Kurbskiego za niekorzystny wynik bitwy, to fakt ten uwiarygodniał wersję polskich kronikarzy, a jednocześnie dawał Kurbskiemu doskonały powód do ucieczki z ojczyzny. Wszak konsekwencje gniewu Iwan Groźny były jego poddanym doskonale znane.
Zdaniem Filjuszkina jest to jednak błędne rozumowanie. Rosyjski historyk uważa, że gdyby car był tak bardzo niezadowolony z wyniku bitwy, to nie czekałby z naganą aż do 1564 roku. Przecież po tej bitwie Kurbski utrzymał wysoką pozycję w wojsku i w hierarchii urzędniczej. Filjuszkin zwraca również uwagę na to, że sam Kurbski w swojej autobiograficznej „Истории о великого князя московского делах” nie wspomina nawet o tej bitwie. W domyśle, nie mogła ona być tak ważna, jak to przedstawili Polacy.
Co równie ciekawe, rosyjski historyk poddaje w wątpliwość twierdzenie cara iż Kurbski dowodził aż piętnastotysięczną armią! Latopis pskowski, w którym bardzo krótko opisano działania pod Newlem[5], zdaniem Filjuszkina jest wystarczającym dowodem na to iż cała ta wyprawa wojsk polskich była nic nie znaczącą akcją maruderów, przeciwko którym nie wysłano by aż 15 000 żołnierzy.
Filjuszkin się myli…
Z tego co wiem, żaden z polskich historyków nie ustosunkował się jeszcze do tez rosyjskiego kolegi. Na przykład nie zrobił tego prof. Marek Plewczyński w książce wydanej również w 2012 roku, choć samej bitwie poświęcił całkiem sporo miejsca[6]. Być może nie zdążył, a może tylko nie widzi takiej potrzeby, gdyż w naszej literaturze już od blisko ośmiu dekad znane są listy hetmana koronnego Floriana Zebrzydowskiego adresowane do hetmana litewskiego Mikołaja „Rudego” Radziwiłła, które napisano kilka dni po bitwie[7], a które jednoznacznie dowodzą, iż tezy Aleksandra Ilicza Filjuszkina są błędne. O czym mówią wspomniane listy? Między innymi o tym iż pod Newlem spotkała się armia polska z 45-tysięczną armią rosyjską. Z nią to stoczono bitwę ponosząc minimalne straty, a zadając przeciwnikowi straty około stokrotnie większe:
„[…] dowiedzieli się [Moskale] w czas o naszych w Newlu i posłali na Wielkie Łuki o ratunek, ma których ludzi byli gotowi, i przyciągnęli prawie w ty czasy, kiedy i nasi ku Newlowi, których było wojsko wielkie, jako języki powiadają, iż 40 tysięcy i pięć [Moskwy było] i nasi to dobrze oczyma oglądali, że była wielkość ludzi. Z którymi się naszy spierali, i do tego przyszło, iż się roty jezdne i piesze potykały [starły z przeciwnikiem], aż gdy im [Polakom] ciężko było, tedy uciągali zasię ku Ozierzyszczom miescy [miejscami] twardymi, prowadzili ich [Moskale] półtory mili [około 10 km]. Zginęło tam naszych o czternaście pachołków, a dwa towarzysze. Wszakoż nam w koniach tatarowie [moskiewscy] wielką szkodę uczynili. Ale nieprzyjacielskich zginęło pewnie, jako się wszyscy zgadzają, o półtora tysiąca. Bom był z nimi posłał kilka działek, z których je bar[d]zo bili i draby [piechurzy] także strzelbą szkodzili. I zabit między nimi ktoś znacny, pewnie jeden z hetmanów. Bo widząc, iż sprawuje [dowodzi], k’temu [bogato?] ubrany, tedy go kazali jednemu drabowi postrzelić, który za postrzeleniem zaraz z konia spadł. Skoczyło do niego 200 człowieka, którzy go całowali w ręce, w nogi i od tego czasu chnet [wnet] wszyscy osłabli. A tak chocia nieprzyjaciel przeszedł na naszych niewiadomie [zaskoczył naszych swoim przybyciem], tedy miasto [zamiast] pociechy wziął klęskę niemałą i poznał co za ludzie nasz pan [król Zygmunt August] ma, iż chocia im bar[d]zo nierówno [chociaż naszych było dużo mniej], tedy przedsię płocho nie bieżą, ale statecznie, mężnie a obronną ręką uchodzą, z czego Pan Bóg nasz wieczny niechaj będzie pochwalon. [Po odciągnięciu z pola bitwy] Położyli się [rozłożyli się obozem] nasi tylko we dwu milach [około 14 km] od nich, pół jedno mile [około 3,5 km] od tego miejsca, gdzie ich przestali [„prowadzić” Moskale]. Ale nikt na nas nie natarł. Potym [po noclegu] dwie mili uciągnęli [kolejne dwie mile maszerowali Polacy]. Mieli z nimi we środę tę burdę, nie przyciągnęli do mnie pod Ozierzyszcze aż w piątek.”[8]
W liście pisanym dwa dni później Zebrzydowski dodał kolejne informacje:
„Ludzie są pewni [czyli można na nich polegać], którzy [teraz] na bitwę czekają, z którymi [Moskalami] już moi, którem był wyprawił dla dostania żywności burdy mieli, jakom o tym wszystkim przez Sielawę, służebnika pana Marszałka dwornego, waszej M.[iłości] wypisał. Było ich [wojsk Kurbskiego] na ten czas [w trakcie bitwy] 45 tysięcy, ale potym k’wieczoru [pod wieczór] przyciągnęło 40 druga tysięcy z Sierebrnym a z Morozowem i jest ich wszyćkich 80 tysięcy tam tej moskiewskiej liczby, jako o tym ten język [jeniec / informator] pierwszy powiadał iż mieli przybyć i ten drugi, który mi dziś przywiedli, powiada. Nie wzięli [Moskale], chwała Panu Bogu, nad naszymi pociechy, i owszem, [wzięli, czyli ponieśli] klęskę.”[9]
Informację o osiemdziesięciotysięcznym wojsku moskiewskim powtórzył Zebrzydowski w kolejnym liście, pisanym 25 sierpnia 1562 roku.
Z tych wszystkich doniesień, pisanych ledwie kilka dni po bitwie, wynika iż pod Newlem doszło do starcia wielokrotnie mniej licznych wojsk polskich z 45-tysięcznymi wojskami moskiewskimi. Straty zadane przeciwnikowi były około stokrotnie większe niż własne. Ostatecznie Polacy zaczęli wycofywać się w stronę Ozierzyszcz, czyli tam, gdzie z innymi żołnierzami przebywał sam hetman Florian Zebrzydowski. Żołnierze Kurbskiego asystowali im w tej drodze około 10 km, po czym odpuścili sobie dalsze walki. I to mimo że pod wieczór tego samego dnia, przybyło im potężne wsparcie w postaci drugiej armii, liczącej 40 tysięcy ludzi!
Oprócz listów Zebrzydowskiego istnieją inne źródła, spisane jeszcze przed wyprawą Iwana Groźnego na Połock, które na przykład wyliczają siły polskie zaangażowane w tę bitwę, potwierdzając ich niewielką liczebność. O tym jednak opowiem w kolejnym artykule. Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na powód powściągliwości Polaków w nagłośnieniu swojego sukcesu. Wyjaśnienie odnalazłem w liście polskiego króla, Zygmunt August z 16 listopada 1562 roku:
„A tak teraz podpisawszy te wszytki listy tego poselstwa, instrukcije też roskazawszy zapieczętować, odsyłamy ku W[aszej]. Miłości instrukcije obie do Króla Duńskiego, et publicam et secretoriem, kazaliśmy przepisać znowu, ex publica wyjąwszy, jako rzecz mało potrzebną, descriptionem [opis] mężnego czynienia służebnych abo rycerstwa naszego pod Newlem o czem lepiej jest, żeby z inąd dostateczniej wiedziano a nie od nas samych, żeby nierozumiano, iż się tak umyślnie sami zalecamy, takież i nieco innego w tej instrukciej roskazaliśmy opuścić.”[10]
Jak widać, król Zygmunt August miał wówczas dość dziwny stosunek do sukcesów swojego rycerstwa. Nie chciał ich rozgłaszać w swoim imieniu, gdyż uważał, że jemu to nie uchodzi. Bał się, że odebrano by to jako jego przechwałki. Ewidentnie nie doceniał wówczas roli propagandy. Działał w myśl zasady „siedź w kącie, a znajdą cię”. Był to oczywisty błąd, który chyba wkrótce zrozumiał, skoro w trakcie wspominanego tu już sejmu informacja o tej bitwie trafiła w końcu do publicznej wiadomości.
Sęk w tym, że listów o których tu była mowa nie znał rosyjski historyk. Stąd jego niesłuszne oskarżenie strony polskiej o mitomanię. Do bitwy pod Newlem jednak doszło. Było to bardzo zażarte i krwawe starcie, w którym Rosjanie mieli wielokrotną przewagę liczebną. Mimo to Polacy obronili się. Nie są to bajania wymyślone przed sejmem warszawskim i rozpowszechniane przez potrzebującego na gwałt sukcesu polskiego króla. To były fakty.
A skoro tak, to dlaczego zaraz po bitwie Iwan Groźny nie ukarał Kurbskiego? Powodów może być całe mnóstwo. Trzeba brać pod uwagę to, że jego armia nie została rozbita, więc nie była to porażka na miarę na przykład Kłuszyna. Trzeba również pamiętać, że skoro w naganie Iwana Groźnego pojawiają się liczby 4000 przeciwko 15 000, to miał on zupełnie inny obraz tej bitwy niż król Zygmunt August. Nie ma wątpliwości, że Kurbski był żywotnie zainteresowany w przedstawieniu jej w jak najkorzystniejszym dla siebie świetle. Być może to na jakiś czas wystarczyło, zwłaszcza, że i przybyli mu z pomocą Serebrianny i Morozow również nie kwapili się do walk z Polakami. Mogli później przedstawić Iwanowi Groźnemu podobną ocenę tych wydarzeń, co Kurbski. A że ten ostatni nie chwalił się w „Истории о великого князя московского делах” tą bitwą? Cóż, nikt nie lubi chwalić się porażkami.
… ale nie do końca
Mimo iż najważniejsze tezy Aleksandra Ilicza Filjuszkina są ewidentnie błędne, ma on jednak częściowo rację. Polscy kronikarze podkoloryzowali tę bitwę i przerysowali jej wynik. Najlepszym przykładem jest Szymon Starowolski, który w XVII już wieku pisał:
„Stanisław Leśniowski, chcąc uderzyć pod Newlem na 40 tysięcy Moskali z siłą 1500 kopijników, w taki sposób rozstawił szyk między dwoma zagajnikami, że ani nie mogła otoczyć go nieprzyjacielska konnica z powodu podmokłego terenu, ani wróg nie mógł wypatrzeć, ile wojska ma z tyłu. Uderzywszy więc znienacka wprawił w zamęt szeregi Moskali i odniósł wspaniałe zwycięstwo. Wyciął w bitwie 18 tysięcy wrogów.”[11]
Jak widać straty moskiewskie wzrosły u niego z 1500 do 18 000, a bitwa ze skutecznego oporu, który dali Polacy wielokrotnie liczniejszemu nieprzyjacielowi, stała się pogromem Rosjan. Tyle, że ani ten, ani inne opisy Polaków nie mają nic wspólnego z faktem zdobycia przez wojska Iwana Groźnego Połocka w lutym 1563 roku.
W relacje Polaków wkradły się typowe błędy i przekłamania owej epoki. Trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że wszystkie źródła były stronnicze. Taka jest natura człowieka, więc i spisane przez nich relacje nie są od tej stronniczości wolne. Najlepiej to widać w przypadku określenia liczebności armii obu stron. I Polacy, i Rosjanie zrobili to samo, czyli podając wielkość swojej armii, ograniczyli się do określenia liczby żołnierzy, podczas gdy u przeciwnika dostrzeżono także obecność innych ludzi ciągnących z wojskiem. W relacjach polskich stało się to więc starcie 1500 Polaków z 40-45 000 Rosjan (dysproporcja sił około 1 do 30!). A w liście Iwana Groźnego na odwrót – 4000 Polaków miało walczyć z 15 000 Rosjan (około 1 do 4). W rzeczywistości stosunek sił wynosił 1 do 10, gdyż 1500 polskich żołnierzy miało przeciwko sobie 15 000 moskiewskich. A gdy uwzględnimy luźną czeladź ciągnącą z wojskiem, wielkości te wzrosną odpowiednio do około 4000 przeciw 40 – 45 000. Skąd te dane? O tym i o przebiegu bitwy opowiem w kolejnych artykułach poświęconych bitwie pod Newlem.
Dr Radosław Sikora
Przypisy:
[1] Александр Ильич Филюшкин, Мифология и реалии битвы под Невелем 1562 г., „Studia Slavica et Balcanica Petropolitana”, Nr 1 (11) / 2012, s. 197 – 202.
[2] Połock zdobyto 15 lutego 1563 roku.
[3] „Како же убо под градомъ нашимъ Невлемъ пятьюнадесятъ тысящъ четырехъ тысящъ не могосте побити […]” (Первое послание Ивана Грозного Курбскому; zdigitalizowana wersja dostępna na stronie: http://www.pushkinskijdom.ru/Default.aspx?tabid=9106 )
[4] Carem był i jest dla Rosjan. W Polsce i na Litwie tytuł ten uznawano za uzurpację. Dla naszych przodków Iwan Groźny był tylko wielkim księciem moskiewskim.
[5] „Того же лета, августа, приходили литовские люди под Невлю, городок великого князя, и волости воевали и пошли прочь, и ходил за ними князь Андрей Курбской и с иными воеводами, и мала была помощь, с обоих сторон потернулися и языков наши взяли у них” (Cytat za: Филюшкин, Мифология, s. 197).
[6] Marek Plewczyński, Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548 – 1575. Zabrze – Tarnowskie Góry 2012. s. 155 – 162.
[7] „Materiały do działalności wojskowej Floriana Zebrzydowskiego” wśród których znajdują się wspomniane listy, opublikował Józef Jasnowski („Przegląd Historyczno – Wojskowy” t. IX, z. 2. Warszawa 1937, s. 267 – 304).
[8] List Floriana Zebrzydowskiego do Mikołaja Radziwiłła pisany z obozu pod Ozierzyszczami (Jezierzyszczami), 21 sierpnia 1562 roku.
[9] List Floriana Zebrzydowskiego do Mikołaja Radziwiłła pisany z obozu pod Ozierzyszczami (Jezierzyszczami), 23 sierpnia 1562 roku.
[10] List Zygmunta Augusta do Mikołaja „Czarnego” Radziwiłła, z Warszawy 16 listopada 1562 roku. (W: Listy oryginalne Zygmunta Augusta do Mikołaja Radziwiłła Czarnego wojewody wileńskiego marszałka i kanclerza W.X.L. […] tudzież niektóre jego listy do Mikołaja Radziwiłła wojewody trockiego […]. Opr. Stanisław August Lachowicz. Wilno 1842. s. 143.
[11] Szymon Starowolski, Institutorum rei militaris libri VIII. Czyli O sztuce prowadzenia wojen osiem ksiąg. Księga VI, rozdział III, s. 340 – 341. Kraków 1639. Tłumaczenie za: Szymon Starowolski, Wybór pism. Przekład, wybór i opracowanie Ignacy Lewandowski. Wrocław-Warszawa-Kraków 1991. s. 136.








