Walkę o Wielką Polskę uważam za największy swój obowiązek – Od tych słów rozpoczynała się przysięga żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Jednej z największych działających organizacji niepodległościowych działających w powojennej okupowanej przez sowietów Polsce.

W listopadzie obchodzimy 70 rocznicę jej powstania. O NZW warto szerzyć pamięć. Według dzisiejszych szacunków do tej organizacji należało ponad 30 tysięcy żołnierzy, z tego ponad 7 tysięcy walczyło w oddziałach partyzanckich. Liczebnie stanowiła więc drugą organizacje w Polsce po wywodzącej się z AK Wolności i Niezawisłości.

Narodowe Zjednoczenie Wojskowe powstało w listopadzie 1944 roku z połączenia wchodzących wcześniej w skład AK części NSZ i NOW. Utworzenie NZW było odpowiedzią na kryzys w AK wywołany Powstaniem Warszawskim. Do NZW oprócz dwóch wspomnianych organizacji przystąpiły również inne oddziały AK niepowiązane wcześniej z obozem narodowym. Nieco później w roku 1946 NZW podporządkowały się wraz z Komendantem Głównym Stanisławem Kasznicą oddziały frakcji NSZ niescalonej wcześniej z AK a więc pozostającej pod kontrolą Organizacji Polskiej(NSZ-OP). Ideowo organizacja nawiązywała do tradycji NSZ (a więc walki przeciwko dwóm wrogom – Niemcom i sowietom), politycznie podlegała zakonspirowanemu Stronnictwu Narodowemu. Uznawała legalny Rząd RP na uchodźctwie znajdujący się w Londynie. Organizacją kierowało aż sześciu komendantów. Ostatnim ogólnopolskim dowódcą był płk. Bronisław Banasik ps. „Stefan”.

Organizacyjnie NZW zostało podzielone na szesnaście okręgów zgrupowanych w pięciu obszarach po 2-3 okręgi każdy. Najsilniejsze struktury były w okręgach centralnych i wschodnich. Za działania bojowe odpowiadały oddziały Pogotowia Akcji Specjalnej(PAS), które składały się z dobrze wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy. Jednym z najzdolniejszych dowódców takich oddziałów był starszy sierżant Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. „Rój”, którego oddział działał na północnym Mazowszu. Każdy żołnierz wstępujący do NZW musiał złożyć przysięgę, która brzmiała następująco:

Walkę o Wielką Polskę uważam za największy swój obowiązek. Wstępując w szeregi NZW, mam szczerą i nieprzymuszoną wolę. Wpierw zginę, aniżeli zdradzę. Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu, że wiernie będę walczył o niepodległość Polski. Rozkazu Wodza Naczelnego oraz wszystkich innych przełożonych będę słuchał i posłusznie wykonywał. Tak mi dopomóż Bóg i Ty Królowo Korony Polskiej.

NZW nie ograniczała się tylko do walki zbrojnej z komunistyczną okupacją, przyłożono wagę również do walki politycznej, czego dowodem było przystąpienie NZW wraz z SN w 1946 roku do Komitetu Porozumiewawczego Organizacji Demokratycznych Polski Podziemnej, którego zadaniem było kierowanie posunięciami całości podziemia.

Komendę Główną NZW zdołano rozbić na przełomie 1947/1948 roku, lecz mimo represji aparatu bezpieczeństwa lokalne struktury i oddziały utrzymywały się do lat 50-tych. Ostatni żołnierz tej formacji Andrzej Kiszka ps. „Dąb” został aresztowany 31 grudnia 1961 roku.

Żołnierze NZW byli prześladowani przez wiele lat po wojnie w sposób bezwzględny. Traktowano ich nawet gorzej niż byłych akowców dlatego, że byli niesamowicie antykomunistyczni i niezłomni w swoim działaniu. Dlatego też władza ludowa ich najbardziej nienawidziła. Wielu z tych ludzi zostało brutalnie zamordowanych, wielu z nich odsiedziało długie wyroki w więzieniach w nieraz ciężkich warunkach. Inni z kolei musieli się przez wiele lat ukrywać przed bezpieką. Bez wątpienia można ich uznać za najbardziej wyklętych z wyklętych. Dziś naszym zadaniem jest przywrócić pamięć o nich – o żołnierzach NSZ i NZW.

Aleksander Podgórny




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    amdg86 :

    Ludziom zainteresowanym Stronnictwem Narodowym polecam książkę Mirosława Orłowskiego ”Broszury konspiracyjne Stronnictwa Narodowego z lat 1939-1946”. Niesamowicie cenna wiedza.Jest w niej arcyciekawa publikacja pt:”Na wschodnim posterunku Rzeczypospolitej” opisująca kwestię tzw ”Ukrainy”.

  2. Avatar
    sobiepan :

    Andrzej Kiszka ,,Dąb”

    Andrzej Kiszka, żołnierz NOW, oddziału Franciszka Przysiężniaka ,,Ojca Jana” (zobacz: bitwa pod Kuryłówką), następnie NZW Józefa Zadzierskiego ”Wołyniaka” a po jego śmierci – Adama Kuszy ,,Garbatego” – ukrywał się do 31 grudnia 1961 r., gdy został aresztowany, w bunkrze w lesie. Skazany na dożywotne więzienie, zamienione następnie na 15 lat. Wyrok odbywał m.in. w Strzelcach Opolskich i Potulicach. Zwolniony warunkowo z więzienia w sierpniu 1971 r. wyjechał do województwa szczecińskiego, gdzie mieszka do chwili obecnej.

    (Ujęcie Andrzeja Kiszki „Dęba” 31 grudnia 1961 r. w lasach niedaleko Huty Krzeszowskiej)

    Bohater nadal jest „bandytą”

    Słynny żołnierz AK – Andrzej Kiszka ps. „Dąb”, „Grom”, już 10 lat bezskutecznie walczy o pełną rehabilitację. Człowiek, który walczył z niemieckim okupantem, ukrywał prześladowane rodziny żydowskie, zwalczał komunistyczny reżim totalitarny, cierpiał w katowniach bezpieki – w III RP w świetle prawa nadal jest „reakcyjnym bandytą”. Jego wnioski o rehabilitację sądy odrzucają. (…)

    Andrzej Kiszka dla znajomych, sąsiadów i młodzieży, która zaprasza go na odczyty i spotkania – jest bohaterem. 29 lat swojego życia poświęcił Polsce – walczył najpierw w oddziale leśnym NSZ pod dowództwem „Ojca Jana”, następnie samotnie i po schwytaniu, gdy cierpiał w więzieniu. Podczas okupacji niemieckiej, ryzykując życiem swoim i własnej rodziny, ukrywał Żyda Nochema. Kiedy w Polsce rozpoczął się terror komunistyczny, Kiszka ponownie schronił się w lesie i podjął walkę z nowym okupantem. Był najdłużej ukrywającym się żołnierzem podziemia niepodległościowego – schwytany został dopiero w 1961 roku i skazany na dożywotnie więzienie.
    – Z Andrzejem Kiszką służyliśmy w tych samych oddziałach. Po likwidacji oddziału w 1950 roku i śmierci dowódcy ukrywał się przez 11 lat w ziemiance, w tym czasie przebył dwukrotnie zapalenie płuc, stawów, serca, całe lata przebywał sam, pogrzebany w ziemi – wspominał Jan Sz. ps. „Granat”, kolega Andrzeja Kiszki z oddziału.

    W niewielkim podszczecińskim miasteczku, gdzie teraz mieszka Kiszka, stał się on żywą legendą. Uczą o nim w miejscowych szkołach. Jednak dla pracowników polskiego wymiaru sprawiedliwości legendarny akowiec nadal jest „reakcyjnym bandytą” (sic!). – 20 lat już staram się o pełną rehabilitację i uchylenie w całości wyroku skazującego, jak również zaliczenie w poczet działalności kombatanckiej całego mojego okresu walki, a więc do 1961 r. Jestem uznawany przez urząd ds. kombatantów za kombatanta, ale zrehabilitowany przez sądy nie zostałem – powiedział nam Andrzej Kiszka. Legendarny akowiec występował już z wnioskami zarówno do sądów, jak i Instytutu Pamięci Narodowej. Ten ostatni umorzył postępowanie. Nie pomogły pisma i protesty wysyłane przez jego kolegów z czasów wojny oraz organizacje kombatanckie. – W myśl istniejącego w III RP prawa Andrzej Kiszka nadal jest bandytą. Sąd nie może go zrehabilitować, bo prawo tego zabrania. Tak Polska dziękuje temu bohaterowi za to, że poświęcił dla niej 29 lat życia – mówi z goryczą ppłk Skarbimir Socha, żołnierz ZWZ AK, kawaler Krzyża Walecznych.

    Andrzej Kiszka do partyzantki wstąpił w 1943 r. Był żołnierzem słynnego „Ojca Jana”, dowódcy oddziału NSZ działającego na Podkarpaciu. Po zamordowaniu przez komunistów dowódcy tego oddziału – Franciszka Przysiężniaka, oraz zastrzeleniu przez ubeków żony „Ojca Jana” Andrzej Kiszka pozostał w lesie, prowadząc walkę z komunistycznym okupantem. Był tak skuteczny, że za wydanie go Urząd Bezpieczeństwa wyznaczył specjalną nagrodę. Udało nam się dotrzeć do oznaczonych sygnaturą „ściśle tajne” akt zawierających przygotowaną przez lubelski UB charakterystykę „bandyty Kiszki”: „(…) Po ujawnieniu się nie zaprzestał swojej wrogiej działalności wstępując ponownie do kontrrewolucyjnej bandy o zabarwieniu NSZ-owskim pod dowództwem Kusza Adama ps. ‚Garbaty’ działającej na terenach powiatu: biłgorajskiego, kraśnickiego, rzeszowskiego. W 1950 roku banda Kusza została zlikwidowana (…). Tenże Kiszka zorganizował ponownie kontrrewolucyjną bandę o zabarwieniu NSZ-owskim, która dokonała szeregu napadów terrorystyczno-rabunkowych na obiekty państwowe (…)” – pisał funkcjonariusz UB Osiński w grudniu 1955 r.
    Andrzej Kiszka ukrywał się i walczył z komunistami do grudnia 1961 roku. Był jednym z najdłużej działających żołnierzy podziemia niepodległościowego. Aresztowano go tylko i wyłącznie dzięki zmasowanej łapance w lesie, w którym znajdowała się jego ziemianka.

    – Ktoś po prostu wskazał miejsce, bo wiedzieli, gdzie szukać. Odkryli wejście do bunkra i wezwali do poddania się. Wyszedłem, natychmiast założyli kajdanki. W drodze do Biłgoraja jeden z poruczników powiedział mi: „Kiszka nie bój się, już nie biją i do Rosji nie pojedziesz” – opowiada Andrzej Kiszka.
    Za swoją walkę o niepodległość Polski został skazany na dożywotnie więzienie, później Sąd Najwyższy zmniejszył mu karę do 15 lat pozbawienia wolności. Mury więzienia opuścił po 9 latach w wyniku amnestii. Do dziś jednak skazany przez komunistyczny sąd nie został zrehabilitowany w III RP. Nadal żyje z piętnem „reakcyjnego bandyty”.
    – Znany mi osobiście jeszcze z czasów walki w konspiracji Andrzej Kiszka to żołnierz, który wiedział, co znaczy nasze narodowe hasło „Bóg – Honor – Ojczyzna”, dlatego tak wiernie służył tej, którą umiłował – Polsce. A teraz już 10 lat ten bohaterski żołnierz zabiega o rehabilitację. Bezskutecznie. Wszystkie sprawy wnoszone do sądów zostały przez niego przegrane – mówi ppłk Skarbimir Socha, autor książki „Czerwona Śmierć – narodziny PRL”. – Nasuwa się pytanie, dlaczego nasi oprawcy, zbrodniarze na żołdzie Stalina nie muszą starać się o rehabilitację, udowadniać, że nie popełnili zbrodni na Narodzie Polskim – dodaje z goryczą Socha.
    Sprawa bezskutecznych wniosków o rehabilitację Andrzeja Kiszki, a także umorzenia przez IPN sprawy wymordowania żołnierzy oddziału „Garbatego”, w którym również walczył Kiszka, trafiła już do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Można tylko mieć nadzieję, że tym razem walka o sprawiedliwość tego bohaterskiego żołnierza, walka o Polskę, ale również walka z bezmyślnością, arogancją i niekompetencją pracowników wymiaru sprawiedliwości III RP zakończy się sukcesem.

    (Wojciech Wybranowski „Nasz Dziennik” 2005-03-15