Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
Wydawnictwo Replika opublikowało nowe wydanie wspomnień Edwarda Bucy, żołnierza Armii Krajowej, więźnia sowieckich łagrów i jednego z przywódców buntu w Workucie.
Edward Buca nie jest postacią szerzej znaną, a szkoda, ponieważ był człowiekiem wyjątkowym. Być może dzięki książce wydanej nakładem Wydawnictwa Replika polski odbiorca lepiej pozna tę niezwykłą postać z Kresów.
Urodził się 24 marca 1926 roku we wsi Nadyby, położonej w rejonie samborskim, i zamieszkanej głównie przez Polaków (obecnie Ukraina). Jego ojciec pracował jako technik budowlany w PKP. Edward był najmłodszym dzieckiem w rodzinie — miał trzech braci i dwie siostry. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył sześć klas szkoły powszechnej.
Zakład Narodowy im. Ossolińskich, znany powszechnie jako Ossolineum, to jedna z najstarszych i najważniejszych instytucji naukowych i kulturalnych w Polsce.
Jego historia, nierozerwalnie spleciona z losami kraju, rozpoczęła się w 1817 roku, gdy hrabia Józef Maksymilian Ossoliński ufundował we Lwowie instytucję, mającą chronić i rozwijać dziedzictwo narodowe.
4 czerwca 1817 roku cesarz Austrii Franciszek I zatwierdził akt fundacyjny Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Ossoliński zaplanował go jako kompleks łączący bibliotekę, muzeum i wydawnictwo – miejsce, które miało pomagać zniewolonemu narodowi zachować tożsamość.
2 czerwca 1943 roku — według innych relacji 5 czerwca — wieś Hurby w powiecie zdołbunowskim na Wołyniu stała się miejscem zbrodni dokonanej na polskiej ludności cywilnej. Według dostępnych opracowań napadu dokonały oddziały UPA wspierane przez lokalne formacje SKW (Samoobronne Kuszczowe Widdiły) oraz Ukraińców z okolicznych wsi.
Był to element ludobójstwa, którego celem było usunięcie Polaków z terenów wschodnich II Rzeczypospolitej.
Wieś Hurby, całkowicie polska, nie posiadała zorganizowanej samoobrony. Wieczorem 2 czerwca 1943 roku została otoczona przez około tysiąc napastników.
Wśród licznych rocznic związanych z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, niesłusznie pomijane jest jedno z najistotniejszych wydarzeń 1918 roku: deklaracja wersalska.
3 czerwca 1918 roku w Wersalu szefowie rządów Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch ogłosili deklarację, w której uznali utworzenie „zjednoczonego i niepodległego państwa polskiego z wolnym dostępem do morza” za jeden z warunków trwałego i sprawiedliwego pokoju w Europie.
Stany Zjednoczone nie podpisały dokumentu, ponieważ występowały w koalicji antyniemieckiej jako państwo stowarzyszone, a nie formalnie sprzymierzone, jednak deklaracja miała duże znaczenie dla umiędzynarodowienia sprawy polskiej.
3 czerwca 1524 roku Mikołaj Kopernik, przebywający we Fromborku, napisał list do krakowskiego kanonika, kartografa i historyka Bernarda Wapowskiego. Dokument znany dziś jako „List przeciwko Wernerowi” uchodzi za drugą znaną pracę astronomiczną Kopernika, po wcześniejszym „Commentariolusie”, i powstał niemal dwie dekady przed drukiem „De revolutionibus orbium coelestium”.
Choć list miał formę prywatnej korespondencji, szybko zyskał znaczenie naukowe. Oryginał nie zachował się, ale jego treść przetrwała w późniejszych odpisach. Dokument był znany uczonym kolejnych pokoleń, a drukiem ukazał się dopiero w 1854 roku w Warszawie, w edycji przygotowanej przez Jana Baranowskiego.
2 czerwca 1979 roku Jan Paweł II rozpoczął swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski. Była to wędrówka, która na zawsze odmieniła oblicze kraju.
Papież-Polak odwiedził wówczas Warszawę, Gniezno, Częstochowę, Kalwarię Zebrzydowską, Oświęcim, Wadowice, Nowy Targ i Kraków. Jego wizyta, trwająca dziewięć dni, była wydarzeniem religijnym oraz impulsem politycznym.
Atmosfera w kraju w tamtym czasie była napięta. Po wydarzeniach z czerwca 1976 roku społeczeństwo zaczęło coraz głośniej wyrażać sprzeciw wobec reżimu. Kościół katolicki stawał się przestrzenią wolności i duchowego wsparcia dla milionów wiernych. Wybór Karola Wojtyły na papieża w 1978 roku wstrząsnął władzami PRL, które nie mogły zignorować jego pragnienia odwiedzenia ojczyzny.
Ludziom zainteresowanym Stronnictwem Narodowym polecam książkę Mirosława Orłowskiego ”Broszury konspiracyjne Stronnictwa Narodowego z lat 1939-1946”. Niesamowicie cenna wiedza.Jest w niej arcyciekawa publikacja pt:”Na wschodnim posterunku Rzeczypospolitej” opisująca kwestię tzw ”Ukrainy”.
Andrzej Kiszka ,,Dąb”
Andrzej Kiszka, żołnierz NOW, oddziału Franciszka Przysiężniaka ,,Ojca Jana” (zobacz: bitwa pod Kuryłówką), następnie NZW Józefa Zadzierskiego ”Wołyniaka” a po jego śmierci – Adama Kuszy ,,Garbatego” – ukrywał się do 31 grudnia 1961 r., gdy został aresztowany, w bunkrze w lesie. Skazany na dożywotne więzienie, zamienione następnie na 15 lat. Wyrok odbywał m.in. w Strzelcach Opolskich i Potulicach. Zwolniony warunkowo z więzienia w sierpniu 1971 r. wyjechał do województwa szczecińskiego, gdzie mieszka do chwili obecnej.
(Ujęcie Andrzeja Kiszki “Dęba” 31 grudnia 1961 r. w lasach niedaleko Huty Krzeszowskiej)
Bohater nadal jest “bandytą”
Słynny żołnierz AK – Andrzej Kiszka ps. “Dąb”, “Grom”, już 10 lat bezskutecznie walczy o pełną rehabilitację. Człowiek, który walczył z niemieckim okupantem, ukrywał prześladowane rodziny żydowskie, zwalczał komunistyczny reżim totalitarny, cierpiał w katowniach bezpieki – w III RP w świetle prawa nadal jest “reakcyjnym bandytą”. Jego wnioski o rehabilitację sądy odrzucają. (…)
Andrzej Kiszka dla znajomych, sąsiadów i młodzieży, która zaprasza go na odczyty i spotkania – jest bohaterem. 29 lat swojego życia poświęcił Polsce – walczył najpierw w oddziale leśnym NSZ pod dowództwem “Ojca Jana”, następnie samotnie i po schwytaniu, gdy cierpiał w więzieniu. Podczas okupacji niemieckiej, ryzykując życiem swoim i własnej rodziny, ukrywał Żyda Nochema. Kiedy w Polsce rozpoczął się terror komunistyczny, Kiszka ponownie schronił się w lesie i podjął walkę z nowym okupantem. Był najdłużej ukrywającym się żołnierzem podziemia niepodległościowego – schwytany został dopiero w 1961 roku i skazany na dożywotnie więzienie.
– Z Andrzejem Kiszką służyliśmy w tych samych oddziałach. Po likwidacji oddziału w 1950 roku i śmierci dowódcy ukrywał się przez 11 lat w ziemiance, w tym czasie przebył dwukrotnie zapalenie płuc, stawów, serca, całe lata przebywał sam, pogrzebany w ziemi – wspominał Jan Sz. ps. “Granat”, kolega Andrzeja Kiszki z oddziału.
W niewielkim podszczecińskim miasteczku, gdzie teraz mieszka Kiszka, stał się on żywą legendą. Uczą o nim w miejscowych szkołach. Jednak dla pracowników polskiego wymiaru sprawiedliwości legendarny akowiec nadal jest “reakcyjnym bandytą” (sic!). – 20 lat już staram się o pełną rehabilitację i uchylenie w całości wyroku skazującego, jak również zaliczenie w poczet działalności kombatanckiej całego mojego okresu walki, a więc do 1961 r. Jestem uznawany przez urząd ds. kombatantów za kombatanta, ale zrehabilitowany przez sądy nie zostałem – powiedział nam Andrzej Kiszka. Legendarny akowiec występował już z wnioskami zarówno do sądów, jak i Instytutu Pamięci Narodowej. Ten ostatni umorzył postępowanie. Nie pomogły pisma i protesty wysyłane przez jego kolegów z czasów wojny oraz organizacje kombatanckie. – W myśl istniejącego w III RP prawa Andrzej Kiszka nadal jest bandytą. Sąd nie może go zrehabilitować, bo prawo tego zabrania. Tak Polska dziękuje temu bohaterowi za to, że poświęcił dla niej 29 lat życia – mówi z goryczą ppłk Skarbimir Socha, żołnierz ZWZ AK, kawaler Krzyża Walecznych.
Andrzej Kiszka do partyzantki wstąpił w 1943 r. Był żołnierzem słynnego “Ojca Jana”, dowódcy oddziału NSZ działającego na Podkarpaciu. Po zamordowaniu przez komunistów dowódcy tego oddziału – Franciszka Przysiężniaka, oraz zastrzeleniu przez ubeków żony “Ojca Jana” Andrzej Kiszka pozostał w lesie, prowadząc walkę z komunistycznym okupantem. Był tak skuteczny, że za wydanie go Urząd Bezpieczeństwa wyznaczył specjalną nagrodę. Udało nam się dotrzeć do oznaczonych sygnaturą “ściśle tajne” akt zawierających przygotowaną przez lubelski UB charakterystykę “bandyty Kiszki”: “(…) Po ujawnieniu się nie zaprzestał swojej wrogiej działalności wstępując ponownie do kontrrewolucyjnej bandy o zabarwieniu NSZ-owskim pod dowództwem Kusza Adama ps. ‘Garbaty’ działającej na terenach powiatu: biłgorajskiego, kraśnickiego, rzeszowskiego. W 1950 roku banda Kusza została zlikwidowana (…). Tenże Kiszka zorganizował ponownie kontrrewolucyjną bandę o zabarwieniu NSZ-owskim, która dokonała szeregu napadów terrorystyczno-rabunkowych na obiekty państwowe (…)” – pisał funkcjonariusz UB Osiński w grudniu 1955 r.
Andrzej Kiszka ukrywał się i walczył z komunistami do grudnia 1961 roku. Był jednym z najdłużej działających żołnierzy podziemia niepodległościowego. Aresztowano go tylko i wyłącznie dzięki zmasowanej łapance w lesie, w którym znajdowała się jego ziemianka.
– Ktoś po prostu wskazał miejsce, bo wiedzieli, gdzie szukać. Odkryli wejście do bunkra i wezwali do poddania się. Wyszedłem, natychmiast założyli kajdanki. W drodze do Biłgoraja jeden z poruczników powiedział mi: “Kiszka nie bój się, już nie biją i do Rosji nie pojedziesz” – opowiada Andrzej Kiszka.
Za swoją walkę o niepodległość Polski został skazany na dożywotnie więzienie, później Sąd Najwyższy zmniejszył mu karę do 15 lat pozbawienia wolności. Mury więzienia opuścił po 9 latach w wyniku amnestii. Do dziś jednak skazany przez komunistyczny sąd nie został zrehabilitowany w III RP. Nadal żyje z piętnem “reakcyjnego bandyty”.
– Znany mi osobiście jeszcze z czasów walki w konspiracji Andrzej Kiszka to żołnierz, który wiedział, co znaczy nasze narodowe hasło “Bóg – Honor – Ojczyzna”, dlatego tak wiernie służył tej, którą umiłował – Polsce. A teraz już 10 lat ten bohaterski żołnierz zabiega o rehabilitację. Bezskutecznie. Wszystkie sprawy wnoszone do sądów zostały przez niego przegrane – mówi ppłk Skarbimir Socha, autor książki “Czerwona Śmierć – narodziny PRL”. – Nasuwa się pytanie, dlaczego nasi oprawcy, zbrodniarze na żołdzie Stalina nie muszą starać się o rehabilitację, udowadniać, że nie popełnili zbrodni na Narodzie Polskim – dodaje z goryczą Socha.
Sprawa bezskutecznych wniosków o rehabilitację Andrzeja Kiszki, a także umorzenia przez IPN sprawy wymordowania żołnierzy oddziału “Garbatego”, w którym również walczył Kiszka, trafiła już do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Można tylko mieć nadzieję, że tym razem walka o sprawiedliwość tego bohaterskiego żołnierza, walka o Polskę, ale również walka z bezmyślnością, arogancją i niekompetencją pracowników wymiaru sprawiedliwości III RP zakończy się sukcesem.
(Wojciech Wybranowski “Nasz Dziennik” 2005-03-15